wstecz

Boxing Day: Coś więcej, niż kolejka ligowa

Boxing Day to w Anglii wyjątkowy czas nie tylko ze względu na dawanie sobie prezentów, ale też dla kibiców Premier League. Tradycja rozgrywania kolejki ligowej w drugi dzień świat Bożego Narodzenia sięga 1860 roku, choć w istocie zakorzeniona jest jeszcze głębiej i zahacza nawet o średniowiecze.

Pierwsze świąteczne „granie” na Wyspach Brytyjskich datuje się na 1170 rok, choć mowa o wydarzeniu dalekim od tego, jakie znamy dzisiaj. Była to rozrywka dla mas, naprzeciw siebie stawały dwa tłumy często nieprzepadających za sobą mężczyzn (np. wschód i zachód Londynu), choć niektórzy historycy uważają, że przynajmniej po każdej ze stron znajdował się niewielki odsetek kobiet. To był bardzo brutalny sport, zasady były umowne, a ich przestrzeganie nie było egzekwowane. Zdarzało się nawet, że zamiast wypchanej skóry w kształcie piłki grano… głowami ściętych tuż przed świętami zbrodniarzy. Mało tego – nie brakowało ofiar śmiertelnych wśród samych uczestników, dlatego niejeden ówczesny władca próbował wyplewić tę tradycję – bezzskutecznie.

Starcia tłumów w święta Bożego Narodzenia lub Wielkanoc (czasami grano w oba święta) z upływem lat stawały się coraz bardziej cywilizowane, aż w końcu zostały zastąpione przez futbol najbardziej zbliżony do tego, jaki znamy dziś. Pierwszy stricte piłkarski mecz w Boxing Day najprawdopodobniej został rozegrany w roku 1860, a zmierzyły się w nim najstarszy klub na świecie Sheffield United z założonym tego roku Hallam FC (także z miasta Sheffield). Te zespoły stoczyły pierwszy w historii piłki nożnej mecz międzyklubowy. Wcześniej piłkarze Sheffield grali głównie między sobą, dzieląc się na setki różnych sposobów. Często rozgrywali mecze typu: żonaci na kawalerów, pracujący w państwowych firmach lub urzędach kontra pracujący u „prywaciarzy” czy zawodnicy z nazwiskami od A do M vs nazwiska od N do Z.

Tradycja, która przetrwała wojnę

Jedną z najpiękniejszych w swej tragedii historii związanych z tradycyjnym rozgrywaniem spotkań w Boxing Day jest grudzień 1914 roku. Trwa największy konflikt zbrojny tamtego świata, jakim bez wątpienia była pierwsza wojna światowa. Jest zima, mróz i brak perspektyw na szybkie rozstrzygnięcie sporu. Żołnierze w okopach nie mają większych nadziei na doczekanie „normalności”, o świętach nie wspominając.

Wtedy wydarzyło się coś, co jest opisywane przez historyków jako cud. Nieuzbrojeni Niemcy podeszli do alianckich oddziałów, by zaoferować niezwykle niecodzienną zważywszy na okoliczności propozycję. Nazwano to później świątecznym rozejmem. Zawieszenie broni i działań wojennych, wspólne kolędowanie, wymienianie się papierosami i wreszcie… szereg meczów piłkarskich, na tzw. ziemi niczyjej, o którą trwał spór.

– To było coś wspaniałego i przedziwnego jednocześnie. Angielscy żołnierze tak samo to postrzegali. Boże Narodzenie, święto miłości, potrafiło połączyć śmiertelnych wrogów i na kilka dni zrobić z nich przyjaciół. Po okresie rozejmu każdy wrócił na swoją stronę i ręka mu nie zadrżała, ale w tamtym momencie to nie miało znaczenia – pisał w swoim dzienniku uczestnik tego zdarzenia, niemiecki żołnierz Kurt Zehmisch. Jego wspomnienia zostały wydane w formie książki.

Kolejka inna niż wszystkie

Po czymś takim nie można było przerwać tej tradycji. Przetrwała do dziś i cieszy się ogromną polarnością. Już w erze wiktoriańskiej było to święto robotników, bo normalnie nie mieli kiedy chodzić na mecze. W tamtych czasach nie było mowy o sztucznym oświetleniu, a za dnia, kiedy rozgrywano spotkania, ich zatrzymywała praca. W tamtym okresie przyjmowano, że wigilia i pierwsze święto to czas na modlitwę i spędzanie czasu z rodziną, ale drugie święto służyło rozrywce. Jako że był to dzień wolny od pracy, stadiony pękały w szwach. Zdobycie biletu graniczyło z cudem.

Do dziś kolejka rozgrywana w Boxing Day ma jedną z najwyższych średnich frekwencji na przestrzeni całego sezonu. Prawdziwy angielski kibic często za punkt honoru obiera sobie obejrzenie meczu ulubionej drużyny z wysokości trybun. Czują to także piłkarze. Kiedyś Ian Wright wyznał, że starcia w Boxing Day zawsze miały w sobie coś magicznego. Po pierwsze ze względu na aurę, a po drugie – presję. Wiesz, że ogląda cię wielu ludzi, którzy nie robią tego tydzień w tydzień. Za zwycięstwo w Boxing Day dostaje się trzy punkty, tak jak za każde inne, ale dla rodowitych Brytyjczyków jest ono czymś więcej.

– To tak jakbyś na co dzień grał na mogącym pomieścić 15 tys. stadionie, a nagle rozgrywasz go na 50 tys. obiekcie. Niby stawka jest taka sama, ale ty czujesz, że jest inaczej i chcesz dać z siebie jeszcze więcej. Nie zawsze się da, ale na tym polega trudność. To kolejka inna niż wszystkie – powiedział niegdyś dziennikowi „The Times” Gareth Southgate, dzisiejszy selekcjoner reprezentacji Anglii, a w przeszłości piłkarz Crystal Palace, Aston Villi i Middlesbrough.

W tym roku Southgate nie zobaczy zaplanowanego na ten dzień starcia Liverpoolu z Leeds oraz Wolverhampton z jego rodzinnym Watfordem, gdyż u części piłkarzy zdiagnozowano COVID-19. Niemniej spotkania Manchesteru City z Leicester (godz. 16), Tottenhamu z Crystal Palace (godz. 16), czy Chelsea z Aston Villą (godz. 18:30) zapowiadają się co najmniej bardzo ciekawie. Zapewne jak zwykle dostarczą sportowe emocje i rozrywkę nie tylko ludziom na Wyspach Brytyjskich, ale wszystkim, którzy namiętnie śledzą te rozgrywki, czego Państwu i sobie życzymy.

autor-janas