wstecz
Cash lepszy niż Ekstraklasa

W niedzielę rozegrany zostanie hit PKO Ekstraklasy, w którym Legia Warszawa podejmie Lecha Poznań. Wprawdzie Legia ma ogromne problemy w lidze, ale za to błyszczy w rozgrywkach Ligi Europy. „Kolejorz” jest z kolei liderem i marzy o mistrzostwie na 100-lecie klubu. Paulo Sousa na ten mecz się jednak nie wybiera.

Portugalski selekcjoner reprezentacji Polski nie jest fanem PKO Ekstraklasy – to wiemy w zasadzie od początku jego kadencji, gdyż praktycznie nie pojawia się na stadionach najwyższej polskiej klasy rozgrywkowej. Pretensje o to ma do niego wielu ekspertów, dziennikarzy, a nawet kolegów po fachu.


– Obecność selekcjonera na meczu z miejsca podnosi jego rangę. To swego rodzaju wyróżnienie i dodatkowa motywacja dla grających w nim piłkarzy. Uważam, że trener reprezentacji powinien pojawiać się na meczach ekstraklasy – powtarza były reprezentant Polski, a obecnie ekspert TVP Sebastian Mila.


Podobnego zdania jest np. były selekcjoner Franciszek Smuda, który w jednym z wywiadów nie bał się nazwać Sousę znachorem i także wytknął mu fakt niepojawiania się na stadionach PKO Ekstraklasy.


– To jest jego błąd i naprawdę śmieszy mnie tłumaczenie niektórych przychylnych mu dziennikarzy, że PKO Ekstraklasa to dla niego marginalne rozgrywki i praktycznie nikogo z naszej ligi nie powołuje. A potem przychodzi mecz z Hiszpanią i w 55 min wpuszcza na boisko Kozłowskiego z Pogoni Szczecin. Pomijam już fakt, że w pierwszym składzie gra Tymoteusz Puchacz, tak naprawdę z Lecha Poznań, a nie żadnego Unionu Berlin, bo on do Euro grał w ekstraklasie. Czegoś tu nie rozumiem – podkreślił trener prowadzący obecnie Wieczystą Kraków.

Potencjalny kadrowicz ważniejszy niż obecni?


Przytoczone opinie są tylko jednymi z wielu, ale niemalże wszyscy są zgodni – Sousa powinien zacząć pojawiać się na najważniejszych meczach PKO Ekstraklasy i częściej przebywać w naszym kraju, a nie tylko wysyłać tam swoich asystentów. Krytyka nie cichnie nawet po udanym ostatnim okresie tej reprezentacji, która z pięciu meczów wygrała cztery i tylko raz zremisowała – 1:1 z Anglią na PGE Narodowym.


Wyniki bronią Sousę, więc ten nieszczególnie zamierza przejmować się takimi głosami i trwa w swoim postanowieniu. Zabraknie go nawet na niedzielnych „derbach Polski”, w których liderujący Lech Poznań zmierzy się z aktualnym mistrzem  – Legią Warszawa. Na boisko wybiegną obecni reprezentanci (Jakub Kamiński i Bartosz Slisz byli na poprzednim zgrupowaniu), kilku potencjalnych (Filip Marchwiński? Radosław Murawski? Maik Nawrocki? Mateusz Wieteska?), a nawet paru byłych, którzy w razie czego wciąż mogliby wskoczyć do biało-czerwonego pociągu z napisem kadra (Bartosz Salamon, Artur Jędrzejczyk).


Tym razem Sousa ma – oczywiście jego zdaniem – dobre wytłumaczenie. Jak ujawnił portal meczyki.pl, Portugalczyk wybiera się do Anglii, by obejrzeć kilka meczów, spotkać się z kadrowiczami (Jan Bednarek, Mateusz Klich, Przemysław Płacheta, Jakub Moder) i ich trenerami, ale punktem głównym ma być spotkanie z Matty’m Cashem i rozmowa o jego roli w kadrze.


Przypomnijmy, że Cash wciąż nie jest obywatelem Rzeczypospolitej Polski. Jego matka jest Polką, udało mu się zebrać i złożyć wszystkie dokumenty niezbędne do nadania mu polskiego paszportu, ale wciąż go nie ma. Nie jest pewne, że otrzyma go do listopadowej przerwy na reprezentację, więc wygląda na to, że dla Paulo Sousy Cash jest ważniejszy niż ekstraklasa z aktualnymi kadrowiczami.


Szczęsny: z takimi jak Cash nie mam problemu


Nikt nie podważa klasy sportowej 24-letniego wahadłowego, którego Aston Villa przed tym sezonem wykupiła za ponad 15 mln euro z Nottingham Forrest. Była to dobra inwestycja, bo w ośmiu spotkaniach Cash strzelił bramkę i zanotował asystę (w meczu EFL CUP). Jest pierwszym wyborem na swojej pozycji, a kibice „The Villans” zaczynają o nim śpiewać… polish Cafu.

Nie ma wątpliwości, że byłby wzmocnieniem dla reprezentacji Polski, a o dobre przyjęcie w szatni raczej także nie musiałby się martwić.

– Mi nigdy nie przeszkadzało, że ktoś, kto ma polskie korzenie, chce grać w naszej kadrze. Przeszkadzała mi obecność w reprezentacji piłkarzy, którzy nie mieli z Polską nic wspólnego. Mówię to z prespektywy kibica, bo nie było mnie w reprezentacji, kiedy pojawiały się takie tematy jak Emmanuel Olisadebe czy Roger Guerreiro. Co mieli wspólnego z naszym krajem poza tym, że grali dobrze w lidze? Nic. Ale jak ktoś ma polski paszport, bo ma polskie korzenie, to jestem na tak – Powiedział Wojciech Szczęsny na kanale FootTruck.

A co na to sam Paulo Sousa? Jeden z dziennikarzy rozmawiający z nim w czwartek usłyszał, że na Legia – Lech czy Śląsk – Raków to selekcjoner się nie wybiera, bo ma inne plany, ale MOŻE wpadnie na spotkanie Legii Warszawa z SSC Napoli w najbliższy czwartek. Może. Ale nie obiecuje. Czy to jest poważne traktowanie swojej pracy, pracodawcy i milionów kibiców reprezentacji Polski? Czy tak powinien zachowywać się selekcjoner zarabiający 70 tys. euro miesięcznie? Jeśli będą wyniki, nikt tymi głosami krytyki przejmować się nie będzie. Jeśli nie awansujemy na mundial w Katarze – a w barażach, które mamy prawie pewne – łatwo być nie musi, wszystko to uderzy Sousę ze zdwojoną mocą.