wstecz
Chaos po argentyńsku

Ostatnio w Polsce głośno jest o aferze podsłuchowej w Polskim Związku Piłki Nożnej. Często wydaje nam się, że to typowo polskie bagno i z zazdrością spoglądamy w stronę światowych potęg, marząc o nawiązaniu do ich standardów. Jeszcze częściej nie zdajemy sobie jednak sprawy, jak to tam wygląda.

Noc z niedzieli na poniedziałek. Reprezentacja Argentyny wygrywa w Buenos Aires z Urugwajem 3:0 i umacnia się na 2. miejscu w tabeli kwalifikacji do mistrzostw świata w Katarze w strefie Ameryki Południowej. Cieszy się Messi – autor pierwszego gola, cieszy się Giovani Lo Celso (dwie asysty), Lautaro Martinez (ustalił wynik na 3:0) czy wciąż stosunkowo młody selekcjoner Albicelestes Lionel Scaloni.

Ten ostatni w końcu nie musi się martwić, czy dostanie pieniądze za wykonywaną pracę. Wprawdzie praca z Messim i spółką to przywilej, który spotyka niewielu, ale satysfakcją nie da się wykarmić rodziny, a argentyński odpowiednik Polskiego Związku Piłki Nożnej (Asociación del Fútbol Argentino, w skrócie AFA) w ostatnich latach zamienił się w cyrk. Kolejni prezesi przypominali celebrytów, którzy zadłużali federację, nie potrafili poradzić sobie z ogromnymi długami i byli podatni na wpływy z zewnątrz.

Chcesz grać w karze? To płać. Stać cię.


Wyłudzanie należnych piłkarzom pieniędzy za kontrakty reklamowe, brak ochrony, powołania z dopiskiem „proszę kupić sobie bilet lotniczy, a przy opuszczaniu zgrupowania uregulować rachunek za hotel” to w pewnym momencie była codzienność w AFA. Jej nieudolni sternicy zdawali się na dodatek zupełnie nie rozumieć i wręcz obrażać na „czepianie się mediów”, które te patologie opisywały.


Wszystko co złe w AFA zaczęło się po śmierci legendarnego działacza Julio Grondony. To wieloletni szef krajowej federacji, bardzo mocny w FIFA, której był wiceprezesem. Trzymał związek w rydzach i dbał o to, by na nic nie brakowało, a reprezentacja miała jak najlepsze warunki do grania, trenowania i podróżowania. Nie było problemów z przylotami piłkarzy grającymi w Europie, pieniędzmi i logistyką.


Kwintesencją upadku argentyńskiej federacji był 2016 i 2017 rok. Będący blisko kadry dziennikarz Roy Nemer zaczął obnażać jej problemy. Świat dowiedział się o tym, że selekcjoner Edgardo Bauza od wielu miesięcy pracował za darmo, nie dostając żadnych pieniędzy. Za ochronę na zgrupowaniach Lionel Messi płacił z własnej kieszeni, bo związek takowej nie zapewniał, a przecież na zgrupowaniach spotykały się gwiazdy światowej piłki, grające na co dzień w FC Barcelona, Manchesterze City, PSG czy Juventusie Turyn.


Oczywiście spotykały się, o ile wcześniej opłaciły sobie bilety lotnicze i zapłaciły za pobyt w hotelu podczas zgrupowania. W AFA nie było pieniędzy nawet na jedzenie, a prezes zdawał się zbywać ten problem, zrzucając odpowiedzialność na poprzedników i sugerując, że piłkarzy reprezentacji Argentyny stać na takie wydatki i jak ktoś nie chce pokrywać kosztów, to on nie widzi sensu powoływania takiego zawodnika…


Jak podrywać Rosjanki? Tłumaczy dr. Pennisini


Trupy z szafy wypadały codziennie. A to media obiegała informacja, że trener prowadzący reprezentację olimpijską od tak dawna nie dostawał pensji, że musiał w końcu pożyczyć pieniądze od córki, a to światło dzienne ujrzał poradnik wydany przez AFA przed mundialem w Rosji, w którym tłumaczono… jak uwodzić Rosjanki.


Brzmi jak żart? Nic bardziej mylnego, wszak materiał ten został zaprezentowany podczas szkolenia dla zawodników, trenerów i dziennikarzy, które miało przygotować ich na to, co mogą zastać po przylocie do największego państwa świata. Rozdział zatytułowany „Co zrobić, by mieć szanse u rosyjskiej dziewczyny”, odbił się bardzo szerokim echem i naprawdę trudno powiedzieć, na co liczyli działacze AFA, pokazując go żurnalistom.


Poradnik nie miał formy żartu. Został stworzony przez argentyńskiego doktora filologii rosyjskiej Eduardo Pennisiego. Mogłoby się wydawać, że nazwisko naukowca wydaje się być swego rodzaju kropką nad i w tym skandalu obyczajowym, ale jest jeszcze AFA, do której musi należeć ostatnie słowo.


Związek, który jeszcze niespełna rok temu nie był w stanie płacić za nic (bez wchodzenia w szczegóły: uratowała go państwowa dotacja i ktoś na wzór państwowego kuratora), nie dość, że zamówił tego typu ekspertyzę, zaprezentował ją na szkoleniu i rozdał uczestnikom w ładnej oprawie, to jeszcze dzień później (po tym jak zdjęcia obiegły internet), wydał oświadczenie. Czytamy w nim, że „kontrowersyjne materiały to pomyłka w druku”. Zapewniono, że porady na podryw Rosjanek nie miałby być częścią egzemplarzy wydanych uczestnikom szkolenia…


Uporządkujmy – nietaktem wedle AFA nie jest fakt, że coś takiego w ogóle powstało i znalazło się w programie szkolenia, tylko że zostało przekazane do rąk uczestników, w tym dziennikarzy. Zapowiedziano, że pracownicy AFA usuną niepożądane treści z rozdanych egzemplarzy. Trzeba tylko zgłosić się z nimi do siedziby w Buenos Aires…


Nie ma życia bez Messiego


– Strach pomyśleć co by było, gdyby nie fakt, że Messiemu tak bardzo zależało na reprezentacyjnym trykocie i odniesieniu sukcesu z kadrą. Jego obecność sprawiała, że w tym najgorszym okresie piłkarze przylatywali na zgrupowanie, a wierzyciele nie zgłaszali spraw do sądu, co mogłoby poskutkować nawet wykluczeniem Argentyny ze struktur FIFA. Messi, rezygnując z gry dla reprezentacji, co miało miejsce już dwa razy, chciał wymóc jakieś zmiany w AFA. Cel osiągnął, bo do gry wkroczyły organy państwowe, na co FIFA dała ciche przyzwolenie – tłumaczył Nemer w audycji radiowej poświęconej chaosie w AFA.


Ostatnim głośnym popisem AFA było to, co wydarzyło się nieco ponad miesiąc temu w Brazylii. Podczas meczu Brazylia – Argentyna na murawę wparowała policja oraz służby sanitarne, by aresztować czterech Argentyńczyków grających na co dzień w Anglii. Zgodnie z obostrzeniami panującymi w Kraju Kawy, osoby przebywające w Wielkiej Brytanii na 14 dni przed wjazdem do kraju muszą poddać się 14-dniowej kwarantannie.

By uniknąć kwarantanny, AFA miała polecić Giovanimuo Lo Celso, Cristianowi Romero (obaj Tottenham), Emiliano Buendii i Emiliano Martinezowi (obaj Aston Villa), by w oświadczeniu COVID-owym wpisali jako miejsce ostatniego pobytu inny kraj. Ktoś musiał stwierdzić, że nikt nie sprawdzi, że cała czwórka kilka dni wcześniej biegała po boiskach najbardziej medialnej ligi świata – chętnie oglądanej także w Argentynie – jaką jest angielska Premier League. Agent Lo Celso powiedział w wywiadzie, że federacja nakłaniała piłkarzy, by to zrobili.


Po tej aferze mocno dostało się brazylijskim służbom, którym zarzucano pokazówkę, gdyż o całej sprawie wiedziały co najmniej trzy dni przed meczem. Mało kto zdaje sobie sprawę z faktu, że afery by nie było, gdyby nie kolejne genialne pomysły argentyńskiej centrali piłkarskiej.

Całość składa się na pełny wizerunek organizacyjny w AFA, choć w polskich mediach mówi się o „południowoamerykańskim” stanie umysłu. Faktem jest, że brazylijska, kolumbijska, chilijska czy boliwijska federacja także mają swoje za uszami, ale takiego chaosu, jaki panuje w Argentynie, nie ma w żadnym liczącym się związku piłkarskim na świcie. Afera podsłuchowa w PZPN – nawet jeśli okazałby się, że sam Zbigniew Boniek postanowił podsłuchiwać Cezarego Kuleszę (wciąż nie wiadomo kto założył tzw. pluskwę) – wydaje się być przy tym małym pryszczem.