wstecz
ralf rangnick

Czerwony Byk stał się Czerwonym Diabłem i urządza piekło

Nowy menadżer Manchesteru United Ralf Rangnick to postać zupełnie nietuzinkowa. Człowiek, który przez ostatnie 10 lat nie zawsze był nawet trenerem, bo częściej można go było znaleźć w gabinetach dyrektorskich, jest uważany za twórcę projektu RB (RB Salzburg i RB Lipsk), stawianego dziś za wzór w całej Europie. Czy wprowadzi United na wyższy poziom? Ma to zrobić najpierw jako trener, a potem dyrektor.

Decydując się na zatrudnienie Ralfa Rangnicka nie zmieniasz po prostu trenera. Zmieniasz całą filozofię klubu, proces szkolenia od najmłodszych roczników po pierwszy zespół, skauting, model taktyczny oraz styl grania z piłką i bez piłki. Rangnick to człowiek zarządzający całym futbolem w każdym wymiarze tego słowa.

Pokazała to jego dotychczasowa praca. Wielkim piłkarzem nigdy nie był, przez co w Niemczech nie zawsze brano go na poważnie. Musiał przebić się przez szklany sufit stworzony przez zawodników o statusie legend reprezentacji Niemiec czy rozgrywek 1. Bundesligi. Udało mu się to dzięki samozaparciu i doświadczeniu, na które pracuje od 1985 roku. Pierwsze trenerskie kroki stawiał w VfB Stuttgart, prowadząc rezerwy.

Rangnick jest bardziej wizjonerem aniżeli trenerem. Ma siłę przebicia i charyzmę, pozwalającej mu przekonać każdego rozmówcę do swojego pomysłu na futbol. Być może właśnie dlatego kilka razy zamieniał dres szkoleniowca na wyprasowaną koszulę i marynarkę dyrektora sportowego, trzymając pieczę nad wszystkim, co dotyczy piłki u swojego pracodawcy. Najwięcej swobody dostał w Red Bullu Salzburg, gdzie zaczął tworzyć klub od podstaw, redefiniując wszystko na własną modłę. Zresztą tym właśnie przekonał do siebie właściciela klubu. Obiecał mu także zbudowanie równie silnej i opartej na tych samych fundamentach marki w 1. Bundeslidze.

Łowca talentów

Wówczas brzmiało to nieco abstrakcyjnie, ale dziś jest już faktem. RB Lipsk to aktualny wicemistrz Niemiec, stawiający głównie na młodych piłkarzy sprowadzanych z różnych zakątków Europy. W bardzo młodym wieku do Lipska przychodzili Francuzi Dayot Upamecano (dziś Bayern Monachium) i Nordi Mukiele, Szwed Emil Forsberg, wyciągnięty z VfB Stuttgart Timo Werner, a później mający już doświadczenie na arenie europejskiej Christopher Nkunku (PSG) czy Dani Olmo (Dinamo Zagrzeb). Każdego z nich opiniował Rangnick.

– Przychodząc do Red Bulla, dokonałem analizy kadr obu zespołów. To, co mnie uderzyło to fakt, że były one stare. W Salzburgu średnia wieku wynosiła 29 lat, a w Lipsku 28. Od razu powiedziałem, że trzeba to zmienić i postawić na zawodników, którzy podpiszą z nami swój pierwszy albo drugi kontrakt w karierze. Tacy piłkarze mają zupełnie inną motywację i nie są „zepsuci” myśleniem taktycznym, jakiego my chcemy unikać. RB ma być uniwersytetem futbolu. Czymś takim, jak dla najlepszych studentów jest Oxford, Cambridge czy inny Harvard. Najlepsi trenerzy, najlepsze sztaby, najlepsze boiska i otoczenie do rozwoju – powiedział Niemiec magazynowi „FourFourTwo”.

Nic o nas bez nas

Zanim został mentorem projektu RB budował swoją pozycję na niemieckim rynku organiczną pracą w TSG 1899 Hoffenheim. Objął popularnych Wieśniaków w 2016 roku, kiedy grali jeszcze w Regionallidze (ówczesny trzeci poziom rozgrywkowy w Niemczech). W tym samym sezonie awansował do 2. Bundesligi, a potem – jako beniaminek – do 1. Bundesligi. Pierwszy sezon w niemieckiej ekstraklasie także wypadł nadspodziewanie dobrze. Hoffenheim zakończyło go na 7. miejscu w tabeli, a nazwisko Rangnick zaczęto odmieniać przez wszystkie przypadki.

Oczywiście nie jest człowiekiem bez wad. Tak jak wielu innowatorów, by nie powiedzieć rewolucjonistów, nie najlepiej znosi sprzeciw. Dał temu wyraz, odchodząc z klubu z dnia na dzień, po tym jak władze TSG – mimo stanowczego sprzeciwu Rangnicka – sprzedały do Bayernu Monachium Luiza Gustavo. Brazylijczyk był fundamentalną postacią w jego układance. Potraktował to jak zdradę, działanie za jego plecami i wbrew jego woli. Miał już na tyle mocną pozycję, że o oferty pracy mógł być spokojny. Właśnie tak wylądował w RB. W 2015 roku wrócił na ławkę trenerską, obejmując Czerwone Byki z Lipska.

Projekt opuścił w 2019 roku. Następnie związał się z Lokomotivem Moskwa, który zapragnął podobnej rewolucji. Został dyrektorem sportowym i był nim do listopada tego roku. Wtedy zgłosił się Manchester United szukający następcy Ole Gunnara Solskjæra i namówił do przynajmniej czasowego powrotu na ławkę trenerską.

Tymczasowy trener, wieloletni strateg

Wielkim zwolennikiem zatrudnienia 63-letniego szkoleniowca był dyrektor sportowy Czerwonych Diabłów John Murtough. Znał Rangnicka z licznych podróży do Niemiec na obserwacje piłkarzy, konferencje czy rozmowy. Rangnick zauroczył go swoją wizją futbolu, podejściem, profesjonalizmem. 

– Mówił rzeczy innowacyjne, ale nie oderwane od rzeczywistości. W pierwszej chwili słuchając jego opowieści masz takie – co on wygaduje?! – ale po chwili zdajesz sobie sprawę, że mówi z sensem i jego wizja jest możliwa do wprowadzenia, mimo że wymaga przedefiniowania myślenia o futbolu na wielu płaszczyznach – powiedział lokalnemu dziennikarzowi „Guardiana” Murtough.

Filozofia Rangnicka oparta jest na tzw. gegenpressingu, czyli agresywnym odbiorze piłki na połowie przeciwnika. Zawsze wymaga, by proces odzyskiwania posiadania trwał nie dłużej niż 8 sekund, a po kolejnych 10 sekundach zespół oddawał strzał. Jest wrogiem wycofywania piłek do obrońców i wymiany dziesiątek bezproduktywnych podań, niepozwalających zyskiwać terenu. Można powiedzieć, że jego styl to przeciwieństwo barcelońskiej tiki-taki i choć niełatwo jest dobrać do niego odpowiednich wykonawców, to kiedy to się powiedzie, jest zabójczo skuteczny.

Najpierw ma zaszczepić ten styl jako trener tymczasowy, bo jego umowa obowiązuje tylko do końca obecnego sezonu, a potem dyrektor koordynujący wszystkie aspekty piłkarskie, od szkolenia i naborów do najmłodszych roczników, poprzez skauting, rozwój zespołów młodzieżowych i rezerw po transfery. „Czerwone Diabły” mają stać się projektem RB 2.0, lecz z większym budżetem i jeszcze lepszymi nazwiskami.

Ekspresowa diagnoza

O tym jak poważnie Rangnick podchodzi do swoich obowiązków, pokazuje fakt, jak szybko przedstawił władzom klubu nazwiska zawodników, których w pierwszej kolejności chce sprowadzić na Old Trafford. To defensywny pomocnik reprezentacji Anglii Kalvin Phillips (Leeds United), środkowy pomocnik RB Lipsk Amadou Haidara (23-letni Malijczyk, nazywany w Lipsku naturalnym następcą Naby’ego Keity) oraz młoda gwiazda Borussii Dortmund Jude Bellingham. Wszyscy grają w środku pola.

Jeśli Philips i Bellingham trafią do czerwonej części Manchesteru, szybko przekonają się na własnej skórze, jak wymagającym trenerem jest Rangnick. Haidara już wie czego się spodziewać, więc paradoksalnie to on może być w najlepszej pozycji, gdyż od razu będzie wiedział, co ma robić.

– Nigdy nie widziałem kogoś tak wymagającego jak trener Rangnick. W grach wewnętrznych cieszyłem się, że jestem bramkarzem. Jest tak zafiksowany na tle szybkiego odbioru piłki i równie szybkiego przeprowadzania ataku, że zadbał o to, by na naszych treningach było słychać tykanie zegara. To miało wywierać presję na chłopakach i pozwalało mu zweryfikować, kto rozumie jego założenia, a kto ma z tym problem – mówił pytany o swojego byłego już szkoleniowca reprezentant Węgier Péter Gulácsi.

Władze Manchesteru uspokajają gorące głowy kibiców i zapewniają, że styczeń będzie spokojnym miesiącem na Old Trafford. Przebudowa środka pola nastąpi nie wcześniej niż latem. Do tej pory Rangnick musi wpoić swoją filozofię obecnym gwiazdom Czerwonych Diabłów, z Cristiano Ronaldo, Bruno Fernandesem, Paulem Pogbą, Jaidonem Sancho i Marcusem Rashfordem na czele.

Fot. Steffen Prößdorf/Wikimedia Commons