wstecz

Damska wersja Noriakiego Kasaiego. 50-latka jedzie na igrzyska

Zdecydowana większość fanów sportów zimowych w naszym kraju zapytana o najstarszego uczestnika igrzysk olimpijskich odpowiedziałaby – Noriaki Kasai. Jeśli chodzi o mężczyzn, to jest to prawda, ale niebawem przebije go kobieta. Dla niemieckiej łyżwiarki Claudii Pechstein igrzyska w Pekinie będą ósmymi w historii. 22 lutego skończy 50 lat.

Claudia Pechstein to prawdziwa ikona łyżwiarstwa nie tylko za naszą zachodnią granicą, ale w ogóle na świecie. Niemka w lutym skończy 50 lat, na koncie ma 9 medali olimpijskich, w tym 5 złotych, ale nigdy nie czuła się na tyle syta i spełniona, by odwieśić łyżwy na kołku. Przywykła już, że w każdym wywiadzie udzielanym przez ostatnie 15 lat pojawia się pytanie o odejściu na emeryturę, więc uodporniła się na nie i już ją nie irytuje tak jak kiedyś.

– Sama zadecyduję, kiedy skończę karierę. Nie zrobią tego media czy ktokolwiek inny – podkreśla.

Jej kariera wystrzeliła w 1992 roku, kiedy jako 19-latka zakwalifikowała się na igrzyska olimpijskie w Albertville. To był nie lada wyczyn, ponieważ NRD rozdawało karty na światowych lodowiskach. W żadnym kraju na świecie łyżwiarstwo szybkie nie było tak mocne, a po upadku muru berlińskiego było tylko lepiej.

Pechstein pojechała więc na francuskie igrzyska jako młoda obiecująca zawodniczka, której nie wróżono jednak rychłego wyjścia z cienia gwiazd swojej reprezentacji. W sumie można powiedzieć, że tak właśnie się stało, mimo że… zdobyła brązowy medal na 5000 metrów, czyli na jednym ze swoich koronnych dystansów. Niemcy wygrali wówczas klasyfikację medalową łyżwiarstwa szybkiego, zdobywając łącznie osiem krążków, w tym pięć z najcenniejszego kruszcu. W takich okolicznościach sukces 19-latki przeszedł niemalże niezauważony. Trudno się dziwić, skoro początkowo… sama go nie zauważyła.

– W Albertville startowałam jako ostatnia, więc przez 14 dni po prostu tam byłam i trenowałam. Gdy w końcu wystartowałam, od razu poszłam do szatni, żeby się przebrać. Nagle przyszedł ktoś, kto powiedział mi, żebym poszła na ceremonię medalową. Nawet nie wiedziałam, że byłam trzecia! Nie miałam też stroju, który Niemcy mieli ubierać na podium – wspomina po latach.

Napędzona sukcesem

Osiągnięcie Pechstein w Albertville zostało dostrzeżone przez trenerów, a także rywalki. Przestała być anonimowa w środowisku i stawała na wysokości zadania. Wręcz hurtowo zdobywała medale mistrzostw Niemiec, Europy i świata, jeździła na każde kolejne igrzyska, które – jak sama przyznała – stały się dla niej sposobem odliczania czasu. Nie planowała niczego z roku na rok, tylko dzieliła go na okres dzielący jedną olimpiadę od drugiej.

Łącznie do dziewięciu olimpijskich medali doliczyć trzeba 41 medali mistrzostw świata (6 złotych) i 11 mistrzostw Europy. Sukcesów na arenie krajowej wymieniać nie ma sensu, bo są po prostu niezliczone. Mimo to Pechstein nie zamierza rezygnować. Kocha to co robi miłością absolutną i oddaje się treningom i kolejnym startom bez reszty, mimo że w ostatnich latach medali z największych imprez już nie przywozi. PESEL-u się nie oszuka.

– Czy myślałam, że jako 46-latka będę występować na igrzyskach? Zdecydowanie nie. Dalej jednak jestem w stanie jeździć na światowym poziomie. Choć czasem czuję, że nie mam już 21 lat. Żadna kobieta do tej pory nie występowała na siedmiu igrzyskach. Może jestem królikiem doświadczalnym? – mówiła przed igrzyskami w Pojogczangu cztery lata temu.

Sytuacja ma się tak, że od tamtej pory nic się nie zmieniło i „babcia na łyżwach” pakuje się na kolejne igrzyska – tym razem w Pekinie. W dużej mierze wynika to z faktu, że na długich dystansach, czyli 3000 i 5000 metrów brakuje jej rywalizacji z prawdziwego zdarzenia na krajowym podwórku. Młodym zawodniczkom brakuje samozaparcia do startowania w tych konkurencjach.

– Moje życie nie zależy już od medali. Niezależnie od tego, jak się zaprezentuję, będę tą samą osobą. Myślę, że największe szanse mam w starcie na 5000 metrów. Kocham ten dystans, bo zależy w dużej mierze od siły mentalnej, doprowadza cię do skrajności, musisz się torturować – powiedziała w tym samym wywiadzie przed poprzednim turniejem olimpijskim.

Finalnie w Pjongczangu była 8. na 5000 metrów i 9. na 3000, co i tak było wynikiem ponad stan jak na 46-latkę. Powtórzenie tego sukcesu w Pekinie wydaje się mało prawdopodobne, zwłaszcza że kwalifikację wywalczyła rzutem na taśmę, ale Pechstein zdaje się rywalizować już głównie z samą sobą i chce śrubować kolejne rekordy pod względem liczby występów na największych imprezach oraz wieku, w jakim jest w stanie to osiągnąć.

FOT. Sasha Krotov/Wikimedia Commons

Translate »