wstecz

e-Trybański kontra e-Gortat

Pierwszy Polak w NBA, koszykarz, pasjonat, teraz nauczyciel. Bez aktywności fizycznej nie wyobraża sobie życia, ale na hasło e-sport nie reaguje grymasem. O tym co ważne w świecie realnym i wirtualnym, tuż przed sylwestrem, rozmawialiśmy z Cezarym Trybańskim.

Grzegorz Mędrzejewski: Rozmawiamy w tak wyjątkowym czasie, że nie sposób nie zacząć od tematów świątecznych. Kto w rodzinie Trybańskich ubiera choinkę i dlaczego Czarek?

Cezary Trybański: Tu akurat nie trafiłeś. Moim zadaniem jest przytaszczyć choinkę do domu, postawić na stojaku i potem już ubieramy ją razem z żoną.

Ale zawieszenie gwiazdy na czubku przypada już tobie w udziale? 

Rzeczywiście gwiazdę zawieszam ja. Przypada mi to w udziale z racji mojego wzrostu, ale przy wieszaniu innych ozdób, zwłaszcza łańcuchów i światełek też pomagam.

A Święty Mikołaj? Przebierasz się za niego, miałeś kiedyś okazję wystąpić w takiej roli?

Właśnie nie. Nie przebieram się za Świętego Mikołaja, bo to by było trudne. Większość dzieci by mnie rozpoznała i od razu wiedziałyby, że wujek przebrał się za Mikołaja. Zatem ta rola mi niestety przepada.

Obserwując Twoją aktywność po karierze można jednak odnieść wrażenie, że takim Świętym Mikołajem starasz się być na co dzień. Prowadzisz w Łomiankach pod Warszawą Akademię Koszykarską dla dzieci, chętnie udzielasz się w akcjach pro-sportowych dla dzieciaków, jak Szyjemy Sport na Miarę… 

Faktycznie prowadzę Akademię w Łomiankach, mamy też filię w Markach. Do tego jest jeszcze fundacja Cezarego Trybańskiego i jestem ambasadorem w projekcie „Szyjemy Sport na Miarę”. Wszystkie moje działania rzeczywiści ukierunkowane są na aktywizowanie dzieci poprzez sport i zachęcanie ich do uprawiania go. 

Z Krzysztofem Ignaczakiem i Marcinem Lijewskim staracie się uruchamiać dzieci i młodzież, ale odnoszę wrażenie, że rozumiecie również ich fascynację światem wirtualnym, internetowym. W Płocku oprócz stacji koszykarskiej, siatkarskiej i piłki ręcznej pojawiła się również stacja e-sportowa…

Zgadza się, mieliśmy tym razem również stację e-sportową. Trzeba przyznać, że w dobie pandemii wiele dzieci zaczęło grać i zainteresowało się e-sportem. Stąd też pomysł, żeby podczas akcji w Płocku porozmawiać również o tym aspekcie. W dyskusji udział wziął tata jednego z gamerów i Tomasz Beczak, koordynator e-sportowej Wisły Płock. Była okazja dowiedzieć się czegoś więcej o e-sporcie i zrewidować swoje poglądy na ten temat. Ludzie z mojego pokolenia często mylą e-sport z gamingiem i widzą e-sportowca jako nerda, który od rana do wieczora siedzi przy komputerze i gra. Teraz to się diametralnie zmieniło. Przygotowanie fizyczne, kondycja, wytrzymałość stały się w e-sporcie bardzo ważne. Żeby to osiągnąć potrzebny jest ruch, sport, wysiłek fizyczny. Trzeba to dzieciom uzmysłowić i uczyć od samego początku, że niezbędny jest balans między graniem na komputerze i sportem. To zadanie dla rodziców, którzy powinni podzielać wszystkie pasje swoich dzieci. Powinni potrafić porzucać z nimi do kosza, czy pokopać piłkę, ale też pograć razem na komputerze czy konsoli. W ten sposób będą lepiej rozumieli ich świat. Rodzic powinien być drogowskazem sportu i e-sportu.

To ważne co mówisz, bo trudno zrozumieć coś, czego nie chcemy poznać…

Dokładnie tak. Często przecież jest tak, że dziecko gra w wybraną grę, pokonuje różne etapy, a rodzic nagle chce, żeby skończyło grać, bo za 5 minut jest obiad. Czasem w te 5 minut uda się zamknąć jakiś etap i skończyć grać, ale czasem jest to dla dziecka trudne, bo wiąże się ze stratą tego wszystkiego, co przez te kilka godzin w tej grze wypracował. Warto wtedy wiedzieć, na czym polega dana gra, jak to funkcjonuje i zrozumieć, dlaczego to wywołuje takie emocje. To jest duże wyzwanie dla rodziców, żeby znaleźć w tym wspólny kontakt z dziećmi. Poprzez e-sport i gry można również rozwijać wiele zdolności. Sam byłem zaskoczony jak dużo e-sportowcy poświęcają czasu na analizowanie swoich błędów w danej rozgrywce, wyciąganie wniosków i szukanie sposobu na podniesienie swoich umiejętności. Do tego rozwijanie decyzyjności, działania pod presją czasu, wreszcie współpraca w drużynie. To też można znaleźć w e-sporcie. 

Jakie są Twoje doświadczenia z e-gamingiem i e-sportem? Grywasz w NBA2K, może bawisz się w symulatorach? 

Jeśli o mnie chodzi to nie jestem typem samotnego gracza. Jeśli się już bawię w gry komputerowe, to najczęściej w towarzystwie, ze znajomymi. Grywamy w FIFĘ, chętnie też bawię się na różnych symulatorach, które teraz są niesamowite. Za mojego dzieciństwa to wciskałeś joystick do przodu i auto jechało. Czasem trzeba było skręcić w lewo czy w prawo i to wszystko. Teraz to się bardzo zmieniło. Siadasz na wibrujących fotelach, trzymasz w dłoniach kierownicę, jest dźwignia zmiany biegów. Świetnie oddane są realia wyścigów, to jak pojazd się zachowuje, jak wchodzi w uślizgi, po prostu mega. Coś takiego naprawdę potrafi wciągnąć. 

A słyszałeś może coś o FaZe Clan? 

Szczerze mówiąc nie, a powinienem?

Już mówię dlaczego pytam. FaZe Clan to amerykańska drużyna e-sportowa z Kalifornii. Według sondażu przeprowadzonego przez firmę badawczą YouGov, FaZe Clan jest drużyną, której w Stanach Zjednoczonych kibicuje najwięcej młodzieży między 13 a 17 rokiem życia. W pokonanym polu zostawili Los Angeles Lakers oraz Golden State Warriors. Przyznasz, że działa to na wyobraźnie?

Owszem działa, skoro w pokonanym polu znalazły się takie marki NBA, mające przecież wielu kibiców. Choć z drugiej strony dobiegły mnie słuchy, że są gry, które potrafią skupić więcej obserwujących niż finały NBA, czy mecze futbolu amerykańskiego. To pokazuje jak rozwinął się e-sport i jak jest już w niektórych krajach potężny.

Jak myślisz, z czego to wynika?

Chyba z uwagi na sposób dotarcia i sposób, w jaki to jest podane. Wszystkie media społecznościowe, TikTok, Youtube to kanały. które młodzież na bieżąco obserwuje, a te treści są tam właśnie umieszczane.

Wspomniane badanie pokazało również, że influencerzy związani z e-sportem są śledzeni w mediach społecznościowych przez 38% nastoletnich mężczyzn w USA. To znacznie więcej niż jakikolwiek inny typ influencera. Ci związani ze sportem mogą liczyć na 22%, z muzyką i memami odpowiednio 29%. Myślisz, że e-sport „pożre” sport tradycyjny?

Obawiam się, że tak może się stać. Dzieci, które nie mają predyspozycji do tradycyjnego sportu mogą  szukać tej rywalizacji właśnie w e-sporcie. Szczególnie że zmienia się globalne nastawienie do e-sportu. Pamiętam kiedy ja byłem w NBA, odbywały się takie spotkania dotyczące różnego rodzaju zagrożeń. Poruszano tam kwestię gier komputerowych. Przekonywano nas, że to strata czasu, że powinniśmy inwestować w swoją przyszłość, myśleć o tym co będziemy robić po zakończeniu kariery. Ostrzegano, że to nie jest dobry kierunek. A teraz? NBA sama poszła w tę stronę, sama zaczęła tworzyć drużyny e-sportowe. To świetnie pokazuje, jak wszystko z czasem ulega zmianie. 

Właśnie, Rick Fox, Shaquille O’Neal, Michael Jordan, a z czynnych zawodników NBA chociażby Stephen Curry, zainwestowali duże pieniądze w e-sport. Myślisz, że to tylko biznes, czy może również sposób na łączenie pokoleń? Swoisty kompromis sportu i e-sport?

Na pewno jest to w dużej mierze biznes. Skoro NBA idzie w tym kierunku, to ewidentnie widzi w tym pieniądze. Myślę jednak, że takie osoby, takie gwiazdy koszykówki mogą poprzez swoje zaangażowanie w e-sport docierać do młodszej generacji i przekonywać ją, że warto też trochę czasu poświęcić na tradycyjny sport. Szczególnie że tak jak mówiłem e-sportowcy muszą wykazywać się naprawdę dobrą kondycją fizyczną. 

Sam zastanawiałeś się kiedyś nad pójściem tym tropem, nad inwestycją w e-sport?

Na ten moment nie myślałem, choć przyznam szczerze, że po tej dyskusji o e-sporcie w Płocku, widzę, że to jest perspektywiczna dziedzina. Myślę, że w przyszłości będzie się ona u nas bardzo rozwijać i że może być kusząca dla inwestorów.

Marcin Gortat już się skusił. Może gdyby skusił się Czarek Trybański, mielibyśmy ciekawą sportowo – e-sportową rywalizację?

Mogłaby być taka rywalizacja, choć z drugiej strony moglibyśmy zagrać razem w jednej drużynie, tak jak to kiedyś miało miejsce w reprezentacji Polski.

A gdyby zaproponowano Ci taki pojedynek z Marcinem, na parkiecie realnym i wirtualnym, podniósłbyś rękawicę?

Powiem szczerze, że jako sportowiec lubię wyzwania i takie wyzwanie byłoby bardzo ciekawe. Zastrzegam tylko, że potrzebowałbym trochę czasu, żeby się odpowiednio przygotować. Nie gram już zawodowo jakiś czas i musiałbym się wzmocnić, żeby rywalizować z Marcinem. Co zaś tyczy się pojedynku wirtualnego, to pewnie potrzebowałbym jeszcze więcej czasu, by się przyuczyć, bo akurat nie grywam w kosza wirtualnie. 

Może to jest jakiś pomysł na postanowienie noworoczne? 

Czemu nie, można o tym pomyśleć.

Rozmawiał: Grzegorz Mędrzejewski / ESE Entertainment