wstecz

Fatih Arda Ipcioglu – kim jest pierwszy turecki skoczek z punktami PŚ?

Wiemy co myślicie – w Turcji są w ogóle jakieś góry? I jakiekolwiek skocznie? Otóż są i góry, i skocznie, i nawet znajdzie się paru skoczków narciarskich. Jednym z nich jest Fatih Arda Ipcioglu, który zdobył właśnie pierwsze punkty w Pucharze Świata – nie tylko swoje, ale i w całej „historii” tureckich skoków narciarskich.

We wstępie możemy trochę przesadzać, ponieważ Turek ma już za sobą występy w Pucharze Świata, a nawet udział w igrzyskach olimpijskich, ale jego obecność w czołowej trzydzieste konkursu w Oberstdorfie, i to przed takimi nazwiskami jak Kamil Stoch czy Piotr Żyła, może zaskakiwać.

Ipcioglu pokazał się z dobrej strony już w kwalifikacjach do środowego konkursu, w których zajął 32. miejsce. W pierwszej serii zawodów rozgrywanych w systemie KO turecki skoczek poszybował na odległość 120 metrów, pokonując swojego bezpośredniego rywala – Rosjanina Daniła Sadrejewa. Gdy na ekranach wyświetlił się wynik, Ipcioglu wybuchł z radości z powodu awansu do drugiej serii – pierwszego w historii swojego kraju. Ostatecznie Turek ukończył zawody na 29. lokacie.

 

Ipcioglu debiutował w Pucharze Świata już w sezonie 2017/18, ale wówczas ani razu nie udało mu się zakwalifikować do konkursu głównego. Podczas igrzysk olimpijskich w Pjongczangu ukończył zawody na skoczni normalnej na ostatniej, 57. pozycji, a w konkursie na skoczni dużej był 56., ale tylko dlatego, że Estończyk Kevin Maltsev został zdyskwalifikowany.

Potem było coraz lepiej. W zawodach Letniej Grand Prix w kazachskim Szczuczyńsku Ipcioglu zajął odpowiednio 23. i 29. miejsce, czym wywalczył sobie dożywotnie prawo startu w Pucharze Świata.

W trwającym sezonie turecki skoczek trzy razy awansował do konkursu głównego, a już w Klingenthal był blisko awansu do drugiej serii, zajmując ostatecznie 34. miejsce. Dla tureckich skoków narciarskich zdobycie punktów w Pucharze Świata to największy sukces w (dość krótkiej) historii.

 

Jak wyglądają skoki w Turcji?

Turecka kadra narodowa liczy cztery nazwiska. Oprócz Fatiha Ardy Ipcioglu występują w niej Muhammet İrfan Çintımar, Muhammed Ali Bedir oraz Muhammed Münir Güngen. Podwaliny pod turecką reprezentacją skoczków narciarskich kilkanaście lat temu kładł Słoweniec Vasja Bajc, a następnie w 2014 roku jego rolę przejął Fin Pekka Niemelä, który zrezygnował cztery lata później w związku z zaangażowaniem się w budowę, tym razem, chińskiej kadry narodowej. Obecnie szkoleniowcem Turków jest Nejc Frank.

W kwalifikacjach do konkursów Pucharu Świata oprócz Ipcioglu startuje jedynie Çintımar, pozostała dwójka próbuje swoich sił w Pucharze Kontynentalnym. Trener tureckich skoczków przyznaje, że warunki do uprawiania skoków narciarskich w Turcji nie są łatwe – Przygotowuję narty, zajmuję się kwestiami technicznymi i organizacyjnymi. Jestem jednoosobowym sztabem szkoleniowym – przyznał Frank w rozmowie z portalem skijumping.pl

 

Ipcioglu, który dzisiaj jest na ustach wszystkich narciarskich mediów sportowych, jeszcze kilka lat temu był blisko zakończenia sportowej kariery. Jako nastolatek podczas jednego z treningów połamał obie nogi. Rodzina zabroniła mu wówczas powrotu do skoków, ale młody zawodnik pozostał nieugięty.

Problemy nie opuszczały Turka. W 2014 roku, cztery lata po otwarciu, nowoczesny kompleks skoczni narciarskich i jednocześnie dom tureckich skoczków w Erzurum został doszczętnie zniszczony wskutek osunięcia się ziemi. Przez katastrofę, do czasu odbudowy obiektu reprezentanci Turcji zostali zmuszeni podróżować po Europie, odbywając treningi w Finlandii, Słowenii czy nawet Polsce. W związku z kiepską sytuacją finansową tureckich skoków, właściciele obiektów często rezygnowali z pobierania opłat za wynajem skoczni.

Kariera Turka nabiera tempa – 24-letni skoczek myślami jest już w Pekinie i stawia sobie kolejne cele – Byłem na igrzyskach w 2018 roku jako pierwszy turecki skoczek w historii. To cud, że drużyna, która istnieje 14-15 lat, będzie miała tam swojego reprezentanta po raz drugi. Naszym największym marzeniem jest wywalczenie medalu dla Turcji, którego w zimowych igrzyskach olimpijskich jeszcze nigdy nie udało się zdobyć. Pamiętam, jaką sensację wzbudzałem w Pjongczangu cztery lata temu. Patrzyli na mnie jak na „latającego Turka”. Dziś jest już inaczej – przyznaje sam Ipcioglu.

autorfilip-2