wstecz
Fury – Wilder III: Boks, depresja i myśli samobójcze

Tyson Fury i Deontay Wilder po raz trzeci skrzyżują rękawice. Stawka – pas mistrzowski federacji WBC w kategorii ciężkiej, który aktualnie jest w posiadaniu Fury’ego. Ten pojedynek to nie tylko zestawienie dwóch klasowych pięściarzy. To nagroda dla obydwu mężczyzn, którzy w swoim życiu uporali się z trudniejszymi rywalami poza ringiem.

 

Najpierw pokonać samego siebie

Tyson Fury został mistrzem świata w 2015 roku dzięki wygranej z Władimirem Kliczko. Zaledwie dziesięć dni później Brytyjczyk stracił mistrzowskie pasy, po tym jak odmówił walki z kolejnym pretendentem do tytułu, a zamiast niej wybrał rewanż z Kliczką. Drugi pojedynek z Ukraińcem Fury dwukrotnie jednak przekładał – najpierw zasłaniał się kontuzją kostki, a następnie w jego organizmie wykryto kokainę. Wkrótce bokser pojawił się na konferencji prasowej, podczas której życzył Ukraińcowi, by ten go znokautował. Znając ekscentryczne zachowanie “Króla Cyganów” można było potraktować te słowa jako kolejny “trash-talk”, jednak w rzeczywistości był to początek problemów z depresją brytyjskiego pięściarza. Wkrótce Fury sam zrzekł się wszystkich pasów, twierdząc, że i tak by je stracił. Bokser przestał prowadzić sportowy tryb życia i w pewnym momencie ważył 180 kg. Było jasne, że w życiu Fury’ego nie dzieje się najlepiej. – Kochałem boks kiedy byłem młodszy, to było całe moje życie. W końcu jednak dotarłem tam, gdzie zawsze chciałem być i tu zaczął się ten cały bałagan. Nienawidzę teraz tego sportu. Nie przeszedłbym nawet przez ulicę, aby obejrzeć walkę o tytuł mistrza świata. Oto właśnie co się ze mną stało. Nie chcę się nawet obudzić. Każdego dnia mam nadzieję, że umrę, a nie jest dobrze tak mówić, gdy ma się trójkę dzieci i wspaniałą żonę, prawda? Ale nie chcę już żyć. Gdybym mógł się zabić, i nie byłbym chrześcijaninem, to zrobiłbym to w sekundę. Mam nadzieję, że ktoś mnie zabije zanim sam to zrobię, bo wtedy całą wieczność spędzę w piekle – wyznał szczerze pięściarz. Fury, jak sam mówi, pozostawał w głębokiej depresji przez ponad dwa lata, podczas których zmagał się z narkotykami, alkoholem, brakiem sensu życia i myślami samobójczymi. Ostatecznie bokserowi udało się pokonać depresję. Brytyjczyk ze szczegółami opowiedział o gorszym okresie swojego życia w autobiografii, a poza tym zaangażował się w pomoc innym osobom zmagającym się z problemami psychicznymi. Wkrótce wrócił także do boksu i choć nikt się tego nie spodziewał, kilka walk później bił się już z Wilderem o tytuł mistrza świata.

Życie Deontay’a Wildera również nie było usłane różami. Gdy Amerykanin miał 19 lat, dowiedział się, że zostanie ojcem niepełnosprawnego dziecka. Córka Wildera urodziła się z rozszczepem kręgosłupa, co oznaczało, że być może nigdy nie będzie chodzić. Dla młodego chłopaka, który wówczas nie myślał nawet, że zostanie bokserem, wydarzenie to było traumatyczne. Wilder został zmuszony zrezygnować z nauki, by móc pracować i utrzymać rodzinę. Wkrótce pojawiła się depresja i myśli samobójcze – Trzymałem broń na kolanach i byłem gotowy popełnić samobójstwo – przyznał bokser – Myślisz że jedyną możliwością, by te wszystkie myśli się skończyły, jest skończyć z samym sobą. Nie myślisz o nikim innym, myślisz tylko o sobie i co się dzieje z tobą. Nie myślisz jak to wpłynie na twoich najbliższych – kontynuował Wilder. Amerykanin zdołał jednak znaleźć awaryjne wyjście. Zaledwie trzy lata po rozpoczęciu treningów bokserskich, “Bronze Bomber” miał już medal igrzysk olimpijskich. Kariera nabrała rozpędu, a w 2015 roku Wilder został mistrzem świata federacji WBC. Mistrzowskiego pasa bronił dziesięciokrotnie, a odebrać mu go zdołał dopiero Fury.

 

Pogodzić się z porażką

Trzy lata temu, podczas pierwszego starcia między Fury’m a Wilderem padł remis. Brytyjczyk dwa razy leżał wówczas na deskach, jednak zdaniem ekspertów to właśnie on wypadł w tym starciu lepiej. W rewanżu Fury nie pozostawił już nikomu żadnych wątpliwości, technicznie nokautując Wildera w siódmej rundzie. 

Decyzję o poddaniu pojedynku podjął za swojego podopiecznego trener Mark Breland, którego po walce Wilder obwinił za przegraną i zwolnił. Amerykański pięściarz dwa razy leżał na deskach, ale twierdzi, że przerwanie walki przez Brealanda było wbrew ich wcześniejszym ustaleniom. Poza tym, jako przyczynę swojej porażki wskazał 20-kilogramowy strój, w którym wychodził do ringu – Przed walką nie czułem nóg. Nie myślałem, że to będzie takie ciężkie – przekonywał Amerykanin. Zarzucał także Fury’emu, że ten umieścił w rękawiczkach twardy przedmiot, na co “Król Cyganów” zareagował śmiechem – Mark Breland, uratował ci życie tamtej nocy, powinieneś dać mu podwyżkę. Jeśli wygrałem tylko dlatego, że oszukiwałem, to po co teraz wszystko zmieniasz?” – odparł Fury. Dla Wildera była to pierwsza porażka po serii 44 zwycięstw i remisie z pierwszego pojedynku.

 

Półtorej roku oczekiwania

Trzecia walka Fury’ego z Wilderem była wielokrotnie przekładana. Brytyjczyk przez zapisy w umowie był zobowiązany do rewanżu, jednak termin pojedynku był przesuwany z powodu operacji Wildera, sytuacji związanej z pandemią COVID-19 i kolizji z transmisjami meczów NFL w Stanach Zjednoczonych. W międzyczasie Fury postanowił, że stanie do walki z Anthonym Joshuą, a stawką tego pojedynku miały być pasy mistrzowskie największych federacji bokserskich. Walka miała odbyć się w Arabii Saudyjskiej, za co tamtejsi działacze oferowali bokserom ogromne honoraria. Amerykański sąd arbitrażowy nakazał jednak Fury’emu stanąć do walki z Deontayem Wilderem, ale tym razem to Brytyjczyk ponownie przełożył termin walki, tłumacząc się pozytywnym wynikiem testu na COVID-19. Wilder zarzucił mu jednak, że ten zwyczajnie nie jest gotowy do pojedynku.

Mistrzowie prowokacji

Obaj bokserzy przed walką nie szczędzą sobie słów. – Od dwóch lat mieszkam w umyśle Wildera i nie płacę za to czynszu. Za każdym razem kiedy patrzy w lustro, widzi Tysona Fury’ego, Za każdym razem gdy idzie spać, zanim zamknie oczy, widzi “Króla Cyganów”. Gdy się budzi, znowu myśli o Tysonie Fury’m. To szaleństwo, mieć obsesję na punkcie kogoś takiego jak ja – prowokuje rywala Fury. Widzę siebie okładającego i nokautującego Fury’ego. Wizualizowałem sobie to już przed pierwszą walką, ale wtedy nie udało mi się zrealizować gameplanu. Tym razem będzie inaczej – nie pozostaje dłużny Wilder.

Kto weźmie pas?

Bukmacherzy w roli faworyta sobotniej walki wskazują Fury’ego. Przebieg pojedynku ciężko jest jednak przewidzieć, Amerykanin dysponuje niebywale silnym uderzeniem, co zresztą przyznaje sam Fury – Wilder ma najcięższe uderzenie w historii boksu, ale ja mam najcięższe jaja. Udowodniłem to wiele razy – nie gryzie się w język Brytyjczyk, na którego korzyść wskazuje z kolei mobilność w ringu. Fury ogłosił co prawda, że w tym momencie waży aż 130 kg, jednak jak sam uważa, jest teraz w życiowej formie i waga nie ma wpływu na jego kondycję. – Będzie większy, cięższy, lepszy i silniejszy – przekonuje Javan Hill, trener “Króla Cyganów”. Fury może przeważać w całej walce, jednak jedno celne uderzenie Wildera jest w stanie powalić obrońcę tytułu na deski, na co z pewnością liczy amerykański pięściarz.