wstecz

Guardiola i Nagelsmann, czyli sztuka bycia niezrozumianym

Guardiola najbardziej w futbolu kombinuje, ale Nagelsmann mocno go w tym goni. Można rzec: Pep i mini-Pep. Im bliżej finiszu obecnego sezonu, tym wyraźniej widzimy, że na szczycie łatwiej im o wygranie pojedynczego meczu, niż zrozumienie pełnego obrazka ich pracy – pisze Michał Zachodny, komentator Viaplay.

Logika Guardioli

W tej fazie sezonu obserwowanie Guardioli nie należy do najbardziej wdzięcznych zadań. W trakcie konferencji prasowych menedżer Manchesteru City coraz częściej wierci się na swoim krześle, drapie się po głowie, a jego gestykulacja wydaje się więcej niż nerwowa. W Madrycie końcówkę meczu z Atletico oglądał klęcząc na jednym kolanie. 

Czasem wydaje się, jakby więcej pasji i emocji było w nim samym, niż w jego drużynie. Innym razem, jak po wygranym dwumeczu z Atletico, potrafi się pohamować i za nic nie daje wciągnąć się w dyskusję o zbyt pobłażliwym sędziowaniu. Jednak i z niego potrafi ulecieć para. Zwykle, gdy jest pytany o szanse na poczwórną lub potrójną koronę, bywa że i w kwestiach taktycznych reaguje nerwowo. „W Lidze Mistrzów zawsze przekombinuję. Tworzę nowe taktyki, mam nowe pomysły. Za dużo o tym myślę, ale właśnie dlatego mamy w tych rozgrywkach tak dobre wyniki. Uwielbiam to. Nudziłoby mnie to, gdyby zespół grał ciągle w ten sam sposób. Jeśli ktoś myśli, że zagramy tak samo z Atletico, jak z Liverpoolem, to cóż, uważam inaczej, ponieważ jedni poruszają się zupełnie inaczej od drugich. Dlatego lubię kombinować, wymyślać durne taktyki i, jeśli nie wygramy, to na mnie spada odpowiedzialność” – mówił dwa tygodnie temu i nerwowo żartował, że kolejnym jego pomysłem będzie gra w dwunastu. Po wygranej 1:0 w Manchesterze dorzucał, że nie zamierza brać udziału w „durnej” debacie o różnicach w stylach gry City oraz Atletico, ponieważ nie on wymyślił futbol.

Embed from Getty Images

Jednak to przy Guardioli ma się poczucie, że wymyśla piłkę nożną na nowo. I czasem to „na nowo” oznacza: na siłę. Bez napastnika na mecz przeciwko rywalowi, który zamierza wyłącznie się bronić. Bez defensywnego pomocnika na finał z przeciwnikiem, który świetnie potrafi kontrować. Nie dokonując niemal żadnych korekt w trakcie spotkań, choć sam jest gorącym zwolennikiem przeniesienia do Anglii możliwości wprowadzenia pięciu zmian. Im mocniej podkreśla swoją odpowiedzialność za konsekwencje decyzji taktycznych, tym więcej waży krytyka po porażce. A przecież to szkoleniowiec, który z dawania swobody swoim piłkarzom wręcz słynie. Mówił już, że jako były defensywny pomocnik nie nauczy ich zachowań w strefie ataku. Gdy przed tygodniem Riyad Mahrez zmarnował ostatnią sytuację w ligowym meczu z Liverpoolem, to Guardiola rozgrzeszał go twierdząc, że nam łatwo jest wcisnąć pauzę w analizie i dostrzec najlepsze rozwiązanie. A piłkarz to wszystko robi w ułamku sekundy i pod presją rywala.

Może to cierpienie z drugiej połowy w Madrycie wynikało z tego, że podobne mecze Guardiola już rozgrywał. Takie w których jego zespół się gubił pod naporem agresji i determinacji przeciwnika. W ostatniej dekadzie z Ligi Mistrzów odpadał tracąc po pięć, nawet sześć goli w dwumeczach. Z Olympique Lyon w jednym starciu przyjął trzy ciosy, gdy drużyna rozpadała się na oczach trenera. Guardiola wychodzi z założenia, że piłka nożna zawsze go obroni. Na przestrzeni całych sezonów faktycznie tak jest, potwierdza to liczba zdobytych tytułów. Jednak w okresie 90 minut bywa, że logika przestaje obowiązywać. Zespół, jak w Madrycie, może zapomnieć, jak się gra w piłkę, czym zresztą tak przejmował się Guardiola. Bramkarz może ułamek sekundy zawahać się przy wykonaniu podania, jak w przypadku Zacha Steffena w półfinale Pucharu Anglii na Wembley. Tydzień wcześniej spotkało to Edersona, który z charakterystycznym dla siebie spokojem zdołał zagrać piłkę nim przejął ją wślizgiem Diogo Jota. „To był przypadek, ale on musi tak robić. Tak gramy w piłkę. Tak kreujemy swoją grę, przesuwamy formacje rywala w różne sytuacje” – mówił o błędzie Steffena. Znów to system, styl i pomysłodawca był winny, nie ten odpowiedzialny za wykonanie.

Wizja Nagelsmanna

Oglądanie zmagań Guardioli – głównie z samym sobą – sprawia, że inne jest postrzeganie tego, który ma wejść w jego rolę. Juliana Nagelsmanna w El Pais przed ćwierćfinałem z Villarealem wypytywał Diego Torres o przyszłość futbolu. „Piłka stała się w ostatnich latach bardziej kompleksowa. Wcześniej drużyny utrzymywały jeden system przez cały rok. Odkąd zacząłem pracę w Hoffenheim, to trudno o przygotowania meczowe, ponieważ każdy zespół reprezentuje zupełnie inny styl, nawet w trakcie jednego meczu. Wcześniej było o to łatwiej” – mówił szkoleniowiec Bayernu.

Dwa tygodnie później z wizjonera mówiącego w detalu o konceptach rozciągania i przesuwania obrony rywali, umiejętności rozgrywania i przyjmowania piłki w półprzestrzeniach, stał się ofiarą hejtu o skali, która zaskoczyła nawet jego. Nagelsmann mówił, że po porażce z Villarealem otrzymał pół tysiąca gróźb śmierci, skierowane były one nawet do jego rodziny. „Pojawiały się zawsze, niezależnie od tego, czy wygrywaliśmy, czy przegrywaliśmy. Częściej po tych meczach, które graliśmy z trójką środkowych obrońców, niż z czwórką w linii” – dodawał. Możliwe, że to był pierwszy tydzień, gdy Bayern tak mocno dał mu się we znaki.

Embed from Getty Images

Chociaż tworzy się wiele porównań między nim a Guardiolą, to ich dotychczasowe kariery mają bardzo różny przebieg. Niemiec niemal nie miał kariery piłkarskiej, za to przeszedł kompleksową edukację trenerską, zaczął też wcześniej pracę szkoleniową i to stopniowo pnąc się w górę. Jego droga miała być logiczna, dlatego na pewnym etapie odmówił Realowi, dopiero po doświadczeniu zdobytym w Lipsku stwierdzając, że jest gotowy na Bayern. Ale pierwszy rok pokazuje, jak wiele musi się złożyć na to, by wszystko idealnie zafunkcjonowało. 

W Monachium musiał przeżyć pierwsze walne zgromadzenie, które zakończyło się uciszaniem kibiców i ich starciem z prezydentem klubu. Stał się adwokatem Joshuy Kimmicha, gdy w kraju piętnowano jego piłkarza za hipokryzję w temacie szczepień przeciw COVID-19. Cały sezon musi odpowiadać na pytania o przyszłość Roberta Lewandowskiego, choć w negocjacjach z Polakiem nie odegra żadnej roli. Dokonuje taktycznej ewolucji, jednocześnie mierząc się z bardziej konserwatywnym podejściem otoczenia, nie tylko tego anonimowego. Chce głównie atakować, ale to nad obroną musi pracować najmocniej, choć klub z roku na rok traci w tej formacji liderów. A wszystko to działo się w trakcie dyskusji nad przyszłością i strategią Bayernu z nowym prezesem (Oliverem Kahnem) i upartym dyrektorem sportowym (Hasanem Salihamidziciem). „Do stworzenia produktu najwyższej jakości potrzebujesz najlepszych materiałów” – mówił ostatnio. Na nie Bayernu może już nie stać.

Nagelsmann powtarza też nieustannie, że futbol to rozrywka, dlatego dąży do ofensywnej gry, ale za tym też kryje się jego pragmatyzm. Nie ma wystarczającej liczby jakościowych piłkarzy w obronie, za to w ataku dysponuje najlepszym napastnikiem na świecie, jednym z topowych asystentów i skrzydłowymi, którzy wkraczają w najlepszy okres ich karier. Gdyby próbował ich zmienić, to przegrałby na starcie. Ofensywnym do przesady nastawieniem ryzykuje reputację – drugi sezon z porażkami 0:5, 2:4 czy wpadką z Villarealem mógłby w Monachium skończyć się rozstaniem – ale, tak jak w przypadku Guardioli, to zdaje się konieczny w ich pracy kompromis.

W końcu problemem Bayernu w ostatnich tygodniach nie jest to, że przegrywa i traci bramki, lecz fakt, że nie jest wystarczająco skuteczny oraz kreatywny. W połowie z dziesięciu poprzednich spotkań strzelili po jednym golu w pięciu, z Villarealem na wyjeździe nie trafiając ani razu. A gdy Nagelsmann wypycha zespół jeszcze bardziej do przodu, to ludziom wokół wydaje się, że odpowiedzią byłoby wycofanie się z tych planów i zachowanie większej równowagi. Po odpadnięciu w ćwierćfinale Karl-Heinz Rummenigge narzekał, że mając pod koniec meczu jednobramkowe prowadzenie zespół powinien lepiej kalkulować i myśleć o dogrywce, zamiast atakować, narażać się na taką kontrę, która przyniosła Villarealowi wyrównanie.

Nagelsmann już na tym etapie ryzykuje więc tym z czym igra Guardiola – że pozostanie niezrozumiany. Nerwową reakcję o kombinowaniu i głupich taktykach Hiszpana wywołało nie tylko ponowne wyciągnięcie kwestii o nieobliczalności trenera, ale ciągłe niezrozumienie pragmatycznego wymiaru podejmowanych przez niego decyzji. Robią to, co uważają za najlepsze dla drużyn, piłkarzy i co uważają za konieczne do wygrywania kolejnych meczów. To zupełnie nie jest kwestia (nie)doceniania ich osiągnięć, warsztatu i sposobu myślenia, ale jednomeczowych efektów, które rzutują na długoterminową strategię działania. Oni, biorąc za to odpowiedzialność, firmując autorskimi pomysłami i pracując nad tym miesiącami, sezonami, nie rozumieją zastrzeżeń. Muszą się z nimi mierzyć pomimo zwycięstw w zdecydowanej większości spotkań, zdobywanych tytułów. City w tym sezonie tylko w czterech spotkaniach miało niższy wynik goli oczekiwanych od rywali. Bayern strzelił w swojej lidze o dziesięć goli więcej, niż następny w tej klasyfikacji topowych rozgrywek Europy Liverpool. Tymczasem podejmowana przez nich walka o akceptację tych skrajnych, ultra ofensywnych pomysłów jest odbierana jako szkodliwy dla drużyn upór.

Embed from Getty Images

Możliwe, że tak po prostu musi być. Trafnie opisał to ostatnio Jorge Valdano, choć w nieco innym kontekście. „W rzeczywistości futbol składa się z tak wielu różnych komponentów (fizycznego, mentalnego, emocjonalnego, technicznego, taktycznego, indywidualnego, kolektywnego…), że osoby tłumaczące grę wpadają w permanentne sprzeczności – pisał w felietonie dla El Pais. – Tak samo jest z trenerami, którzy odpowiadają za budowanie drużyn. Przecież może się zdarzyć, że zespół Guardioli, wyznawcy pięknej gry, będzie kradł czas, by utrzymać wynik, gdy drużyna Simeone, który dla rezultatu zrobi wszystko, będzie celebrowała dobry styl porażki. Jednak zwykle zaczyna się walka na noże i argumenty o braku spójności. Niesłusznie, bo to futbol robi z nami co chce, pokazując jak nami rządzi”.

Fot. Wiki Commons CC

Piłka nożna
Translate »