wstecz

Kanada – Twoja druga ulubiona reprezentacja

Rok 1985. W Mediolanie debiutuje Paolo Maldini, w Gliwicach rodzi się Łukasz Podolski, w Anglii Margaret Thatcher prowadzi zażartą walkę ze stadionowymi chuliganami, a w Vancouver reprezentacja Kanady wygrywa ze Stanami Zjednoczonymi 2:0. Od wtedy, przez ponad 3 dekady „The Canucks” tkwili w cieniu swoich sąsiadów, zawsze będąc tą gorszą z „soccerowych” reprezentacji. Dziś Kanada zajmuje pierwsze miejsce w grupie eliminacyjnej CONCACAF, nad USA i Meksykiem.

Obecne 40 miejsce w rankingu FIFA jest najwyższym w historii pułapem osiągniętym przez Kanadyjczyków. Do tego chwali się ich za 53 bramki zdobyte w kończącym się roku kalendarzowym, najwięcej spośród wszystkich światowych reprezentacji. Na tę statystykę z oczywistych względów trzeba patrzeć z przymrużeniem oka – wielu np. wytyka im możliwość gry z takimi „potęgami” jak Kajmany, Bermudy czy Aruba, ale w Kanadzie widzą to inaczej.

 

Jeszcze kilka lat temu sami bowiem byli właśnie takim piłkarskim pariasem, na którym inni nabijali sobie statystyki strzeleckie. Nie dalej niż w 2012 roku z Hondurasu wyjechali pokonani w kompromitującym stylu 1:8, a – sięgając trochę dalej – niemal każdy już w kraju wyrzucił z głowy meksykański mundial z 1986 roku, na którym nie zdobyli nawet bramki.

– W Bayernie wszyscy się nabijają z Kanady – przyznaje Alphonso Davies, złote dziecko tamtejszego futbolu. – Za każdym razem chcę im jednak pokazać, że jesteśmy coraz mocniejsi. A na mundialu zagramy na tym samym boisku – mówi zdeterminowany 21-latek.

Wcale nie #nikogo

Choć z oczywistych względów wydaje się, że piłka nożna jest na północy Ameryki co najwyżej sportową ciekawostką, sprawy mają się zupełnie inaczej. Kanada jest krajem imigrantów – to niezwykle złożony zlepek setek narodowości, w tym także tych, które między zaspy śniegu przywiozły piłkę do kopania. I zasiane ziarno wykiełkowało – według statystyk, obecnie w Kanadzie jest to najpopularniejszy ze sportów amatorskich.

Na jego korzyść przemawia egalitarność – podczas gdy uprawianie hokeja jest niedorzecznie drogie, często nawet dla klasy średniej, w piłkę może grac każdy, w niemal każdej przestrzeni. Problem zaczął pojawiać się wtedy, kiedy któryś z wyróżniających się na osiedlowych boiskach dzieciaków chciał zacząć regularnie trenować – wielu młodych Kanadyjczyków odbijało się od często zaporowych cen, które trzeba płacić w tamtejszych szkółkach.

Drugą ścianą, która hamowała rozwój kanadyjskiej piłki, była bardzo kiepsko rozwinięta infrastruktura. Kanadyjska piramida ligowa przez lata nie mogła się ustabilizować, miasta z piłkarskim potencjałem zostały włączone do MLS (Vancouver, Montreal i Toronto), a w pełni profesjonalna liga ruszyła dopiero w 2019 roku. Ci piłkarze, którzy przejawiali potencjał i chcieli rozwijać swoje kariery, musieli szukać szansy za granicą. Część z nich, jak np. Owen Hargreaves, któremu w Kanadzie do dziś nie wybaczono, nigdy nie wróciła.

I wtedy weszła ona, cała na biało. Christine Sinclair, żywa legenda kanadyjskiego soccera, najlepsza piłkarka w historii kraju. Kiedy w 2002 roku zdobywała Złotego Buta na mistrzostwach świata do lat 19, Kanada oszalała na punkcie kobiecej piłki nożnej. Przez lata zdobywając prawie 200 bramek i prowadząc swój kraj do olimpijskiego złota, Sinclair zyskała miano jednej z najbardziej wpływowych kobiet w sporcie. To właśnie jej sukcesy dały Kanadzie bodziec do zainwestowania w piłkę nożną, czego żniwa zbierają dziś.

 

Dokonano centralizacji szkolenia – pożegnano „system”, w którym każdy sobie rzepkę skrobał, a każda ze szkółek prezentowała zgoła odmienne podejście do wychowywania młodych piłkarzy. Nie tylko zainwestowano w trzy flagowe kluby, dając im najwyższej jakości narzędzia szkoleniowe (pierwszym owocem oczywiście Davies, wychowany w Vancouver Whitecaps), ale także zorganizowano profesjonalną ligę w kraju, która służy jako ich zaplecze i soccer w Kanadzie stał się poważny.

Drużyna Herdmana

Listopadowa noc w Edmonton już na wieki zapisze się w historii „The Canucks”. Zwycięstwo nad Meksykiem na „Estadio Iceteca” przy 18 stopniach poniżej zera odbiło się jeszcze szerszym echem od pokonania USA. To właśnie tego wieczoru przypieczętowali koniec meksykańsko-amerykańskiej dominacji w CONCACAF – do stawki dołączył kolejny gracz, którego nie interesuje inne miejsce od pierwszego.

A architektem tego sukcesu jest John Herdman, niewysoki Anglik, który rozkochał w sobie naród prowadząc reprezentację kobiet. Po dwóch kolejnych brązach olimpijskich, podjął rękawicę i po raz pierwszy spróbował swoich sił w męskiej piłce, jednocześnie stając się kluczowym elementem kanadyjskiego szkolenia, trzymając pieczę nad wszystkimi grupami młodzieżowymi od 14 lat w górę.

Z miejsca zabrał się za najsłabszy punkt drużyny, czyli defensywę. Pod jego wodzą linia, w której skład wchodzą m.in. były piłkarz Lechii Gdańsk Steven Vitoria czy niewypał transferowy West Hamu, Doneil Henry, zaczęła stanowić prawdziwy monolit, w ośmiu meczach tracąc zaledwie 5 bramek (w tym 3 z Meksykiem i USA). W Kanadzie powoli przestają ubolewać nad Fikayo Tomorim, który zadebiutował nawet w ich młodzieżowej reprezentacji. 30-minutowy występ przeciwko Andorze przypieczętował jednak jego przyszłość w barwach Anglii.

Jednocześnie Herdman doskonale rozgrywa swoje najsilniejsze karty, czyli siłę ofensywną. Alphonso Davies już teraz jest bez cienia wątpliwości najlepszym piłkarzem w historii Kanady i mając w reprezentacji rolę znacznie bardziej ofensywną od tej, którą pełni w klubie, nie waha się to udowadniać. A linię ataku uzupełniają napastnik Besiktasu Cyle Larin i obecny król strzelców ligi francuskiej, Jonathan David. Zaskakująco, to właśnie ten drugi jeszcze nie wpasował się w układankę, a kibice zarzucają mu strzelanie jedynie przeciwko najsłabszym drużynom (16/18 bramek David strzelił w co najmniej 2-bramkowych zwycięstwach). Herdman jest jednak przekonany, że kiedy 21-latek zrozumie, że musi „uprościć” swoją grę, przeniesie liczby z klubu do reprezentacji.

 

Oprócz tego, kanadyjski związek bardzo aktywnie wyszukuje piłkarzy, którzy są uprawnieni do reprezentowania kraju, pilnując by nie powtórzyć takich błędów jak np. wspomniani Tomori i Hargreaves, czy choćby Asmir Begović. Takie powołania otrzymali m.in. Milan Borjan, Ike Ugbo czy Stephen Estaquio, dzieci imigrantów, które spędziły w Kanadzie część swojego dzieciństwa.

Rośnie nowa potęga?

Kanadyjczycy, tak jak ich południowi sąsiedzi, oszaleli na punkcie soccera. Mimo że do popularności hokeja jeszcze długa droga, liczby napawają optymizmem. Poza 44 tysiącami wytrwalców na zamarzniętych trybunach w Edmonton, jeszcze ponad milion kibiców dopingowało sprzed telewizorów – to był najokazalszy wynik spośród wszystkich krajowych transmisji sportowych tego dnia.

A poza tym, należy doliczyć tysiące świeżo upieczonych sympatyków „The Canucks” na całym świecie. Herdman skonstruował drużynę, której nie da się nie lubić – Kanadyjczycy oferują świetny dla oka futbol, mają skład oparty na młodych gwiazdach, który z roku na rok będzie coraz lepszy, a przede wszystkim – są powiewem świeżości w światowej piłce.

 

Już za 5 lat będą współgospodarzem mundialu. Choć jeszcze nie jest definitywnie ustalone, że zapewni im to automatyczną kwalifikację, w Kanadzie nie mają żadnych wątpliwości, że w nim wystąpią. I wyraźnie zamażą blamaż sprzed 30 lat.

Fot. „Alphonso Davies 2018” – Chris Brampton – CC BY 2.0

autor rafał hydzik