wstecz

Kolejka chętnych do organizacji barażu o MŚ w Katarze

Coraz więcej wskazuje na to, że piłkarska reprezentacja Polski rozegra mecz barażowy o awans na mistrzostwa świata w Katarze gdzieś indziej, niż w swoim „domu”, jak nazywany jest PGE Narodowy w Warszawie. PZPN wykonał już pierwsze kroki w tym kierunku. Na faworytów wyrosły Wrocław i Gdańsk, ale do gry może się także włączyć Stadion Śląski w Chorzowie. W tle są duże pieniądze.

Kurz po nieudanym zakończeniu eliminacji do przyszłorocznych mistrzostw świata w Katarze powoli opada. Wprawdzie wielu kibiców wciąż nie wybaczyło absurdalnej decyzji Paulo Sousie, który wolał wystawić Roberta Lewandowskiego na mecz z Andorą, aniżeli na wieńczące eliminacje spotkanie z dużo mocniejszymi Węgrami. W efekcie Biało-Czerwoni przegrali 1:2 i stracili szansę na rozstawienie przed losowaniem baraży. Już wcześniej wiadomo było, że „polską” grupę wygrają Anglicy i to oni zapewnili sobie bezpośredni awans.

Nerwy rozwścieczonych kibiców i opinii publicznej ukoiło losowanie. Choć los mógł zetknąć naszą reprezentację z Włochami lub Portugalią, to ostatecznie wylosowaliśmy Rosję. To oczywiście nadal mocny rywal, którego nie można lekceważyć, ale trzeba też mieć na uwadze, że obecna reprezentacja największego państwa świata w niczym nie przypomina tej, która jako gospodarz poprzedniego mundialu docierała do ćwierćfinału, odpadając w nim dopiero po rzutach karnych z późniejszym finalistą – Chorwacją.

Odkąd kadrę opuścił znany i lubiany w Polsce Stanisław Czerczesow, jest ona na równi pochyłej. Jego następca – Walerij Karpin – bardzo mocno eksperymentuje, zrezygnował z wielu kluczowych zawodników i zbiera za to po głowie. W zespole brakuje liderów, żaden z piłkarzy nie strzelił więcej niż 3 bramek w eliminacjach, mimo że Rosjanie mieli w grupie Cypr, Matę czy Słowenię. Ostatni mecz z Maltą „Sborna” wygrała tylko 2:0, co także wywołało lawinę negatywnych komentarzy.

Szpital na PGE Narodowym

Baraże w europejskiej strefie eliminacji składają się z dwóch etapów. Najpierw każda z drużyn, która zajęła drugie miejsce w swojej grupie, musi pokonać wylosowanego rywala, a potem jeszcze zespół, który także wygrał pierwszy mecz barażowy. Wszystkie pary wyłoniło jedno losowanie, dlatego wiemy już, że wygrana z Rosją spowoduje, że finał baraży rozegramy z lepszym z pary Szwecja – Czechy, i to w Polsce.

Jak już wspomnieliśmy – Rosję trzeba szanować, ale z drugiej strony należy pamiętać, że to najsłabsza „Sborna” w ostatnich kilku latach, więc można założyć, że Biało-Czerwoni sobie poradzą. Przypominamy, że w barażach nie ma rewanżów, więc jeśli po 90 minutach w Moskwie (Rosjanie najprawdopodobniej podejmą nas na stadionie Łużniki w stolicy, największej piłkarskiej arenie w kraju) będzie remis, to sędzia zarządzi dogrywkę. Jeśli ona nie przyniesie rozstrzygnięcia, to o wszystkim zadecydują rzuty karne.

Z Rosją zagramy 24 marca i jeśli wygramy, to Czechów lub Szwedów będziemy podejmować 29 marca. Czasu między jednym a drugim spotkaniem jest niewiele, a wielkim dyskomfortem organizacyjnym jest fakt, że nie ma 100% pewności, że do tego spotkania w ogóle dojdzie. Na dodatek „dom reprezentacji Polski”, czyli PGE Narodowy w Warszawie, cały czas jest wyłączony z użytku dla sportu i pełni rolę tymczasowego szpitala dla osób chorych na COVID-19.

Zdaniem wirusologów szczyt zakażeń podczas tzw. czwartej fali dopiero przed nami, bo święta Bożego Narodzenia i Sylwester to okres sprzyjający transmisji wirusa. PZPN nie może tak długo czekać, dlatego prezes Cezary Kulesza jest już po pierwszych rozmowach z lokalnymi „baronami”. Do tej pory rozmawiał z Andrzejem Padewskim z Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej i Radosławem Michalskim z Pomorskiego Związku Piłki Nożnej.

Kolejka chętnych, w grze wielka kasa

Wszystko wskazuje na to, że na tę chwilę faworytem do zorganizowania EWENTUALNEGO finału baraży ze Szwecją lub Czechami jest Tarczyński Arena Wrocław oraz Polsat Plus Arena Gdańsk.

– To prawda. Rozmawiałem z prezesem Kuleszą na ten temat. Stadion we Wrocławiu jest bardzo wysoko oceniany pod wieloma aspektami: bezpieczeństwo, logistyka, dotychczasowa historia. Jestem przekonany, że na taki mecz wypełni się do ostatniego miejsca, ale z tego co wiem, są także rozmowy z Gdańskiem. My jesteśmy gotowi do zorganizowania tego wydarzenia na Dolnym Śląsku – powiedział Padewski.

Jeśli przyłoży się ucho tu i ówdzie w PZPN, da się usłyszeć, że te dwa stadiony faktycznie mają największe szanse. Dla obu byłyby to najważniejsze wydarzenia od Euro 2012, czyli imprezy, z myślą o której zostały wybudowane. Niemniej do gry wciąż może włączyć się Stadion Śląski w Chorzowie, który ma jeden istotny plus i jeden znaczący minus. Plusem jest liczba miejsc, bo ma ich o ponad 9 tys. więcej niż Wrocław i prawie 15 tys. więcej niż Gdańsk. Minusem jest bieżnia lekkoatletyczna i odległość trybun od murawy. Nie jest to stricte piłkarski obiekt.

Ilość chętnych nie dziwi. Stadiony w Gdańsku i Wrocławiu zarabiają tak naprawdę tylko wtedy, kiedy wypełniają się przynajmniej w 50%. Podczas meczów ligowych zdarza się to sporadycznie, a obiekt w Chorzowie w ogóle nie gości piłki ligowej. Przychody z dnia meczowego, kiedy przyjeżdża kadra, oscylują w granicach 7,5 mln złotych, a mówimy tylko i wyłącznie o biletach! Do tej kwoty trzeba doliczyć loże VIP i całą gastronomię, a to są kolejne miliony. Spora część zostaje właśnie na stadionach, dlatego każdy chce podjąć ryzyko, bo przecież finału baraży może nie być.

Nie oznacza to oczywiście, że 29 marca kadra nie będzie grała wcale. PZPN pracuje nad różnymi rozwiązaniami. Porażka w Moskwie oznaczać będzie mecz towarzyski zamiast finału baraży, choć wiadomo, że ciśnienie i atmosfera takiego spotkania będzie nieporównywalnie gorsza. Najbezpieczniejszym wyjściem wydaje się organizacja meczu sparingowego z przegranym z pary Szwecja – Czechy, ale ze Skandynawii dochodzą głosy, że jeśli Szwedzi nie wygrają z Czechami, to całkowicie zrezygnują z grania 29 marca. Ostateczne decyzje mają zapaść do połowy stycznia.

FOT. Danuta B./Wikimedia Commons

autor-janas