wstecz

Kolejne żniwo urazów mózgu w NFL – Tragiczna historia Philippa Adamsa

Zatrważające historie dwóch morderców – Aarona Hernandeza i Chrisa Benoita, zachwiały dotychczas niezbadaną granicę między zawodowym uprawianiem sportu a skłonnością do nieludzkiego okrucieństwa. Mimo licznych postulowanych działań środowiska sportowego na rzecz ochrony mózgu, rok 2021 nakazał do wyżej wymienionego grona dopisać jeszcze jedno nazwisko – Phillipa Adamsa. Były zawodnik NFL zamordował 6 osób, po czym strzelił sobie w głowę.

Choć jadł chleb z niejednego NFL-owego pieca, Adams nigdy nie zrobił kariery, jaką mu wróżono. Już w swoim rookie year odniósł kontuzję kostki, która, z pewnym złośliwym opóźnieniem, zakończyła jego karierę. Grając z garścią śrub wkręconych w nogę, zaliczył 6 klubów, z większością rozstając się przed upływem kontraktu. Wspominają go jako pracusia z wielkim sercem do gry, ale niestety za serce chleba nie dają.

 

Względnie szybko okazało się, że oprócz kostki, choruje także jego głowa. W 2012 roku, kiedy w barwach Oakland Raiders wreszcie ustabilizował swoją karierę, w trzech meczach dwukrotnie doznał wstrząśnienia mózgu. Właśnie w tym momencie zaczął się jego zjazd bez trzymanki po drodze bez powrotu. Trzy lata później, po swoim statystycznie najlepszym w życiu sezonie, kończył już karierę. Co prawda dostawał jeszcze propozycje – m.in. zapraszali go do Indianapolis, ale przegapił samolot. Jego głowy już w tym środowisku nie było, poddał się – wspominają bliscy.

CTE – wyrok dla mózgu

CTE, po polsku znane jako encefalopatia bokserska to choroba neurologiczna, której źródłem są urazy głowy. Właśnie dlatego w naszym rodzimym języku utożsamia się ją z boksem – w całym pięknie pięściarstwa kryje się ta druga, zatrważająco ciemna strona. Szacuje się, że co piąty bokser płaci za karierę w ringu tę właśnie cenę.

CTE to wyrok. Nieodwracalny i nieubłaganie pogłębiający się uraz mózgu, prowadzący, w najlepszym wypadku, do niezrozumiałych zmian w zachowaniu i nastroju i kłopotów w układaniu sensownych strumieni myślowych. Później dochodzi utrata pamięci. A i tu choroba nie wypowiada ostatniego słowa. Chorzy na CTE w głęboko rozwiniętych fazach miewają silne myśli samobójcze, a niemożliwe na tym etapie do złagodzenia depresja, paranoja i demencja potrafią przekierować ich destruktywność na innych. Ofiary CTE w finalnym stadium są chodzącymi wrakami, zaledwie ciałem przypominającymi ludzi, którymi byli dawniej.

Najwięcej przypadków choroby odnotowano wśród sportowców. To oczywiście dane, które trzeba mocno przefiltrować – tu bowiem wychodzi kolejna złośliwość CTE. Jest niemożliwe do wykrycia za życia, dopiero autopsja jest w stanie wykazać jego obecność. Identyfikuje się je więc jedynie u tych zmarłych, u których jeszcze przed śmiercią podejrzewano uszkodzenie mózgu. Najczęściej przytaczane w tym kontekście badanie wykazało obecność CTE u 110 spośród 111 przebadanych pośmiertnie byłych zawodników NFL.

Nie jest jasne jakiej skali uderzenie jest potrzebne, by doprowadzić do CTE. Nie ma za to wątpliwości, że liczne wstrząśnienia mózgu, które przez lata były ukrywane przez NFL, miały kluczowy udział w wielu późniejszych tragediach. Federacja nigdy się do tego nie przyznała, natomiast od 2012, kiedy tysiące byłych i obecnych zawodników wniosło akty oskarżenia, zaczęła masowo przegrywać w sądzie. Ostatnie ustalenia przewidują ponad miliard dolarów rekompensaty rozłożonej na 65 lat dla zawodników, którzy po zakończeniu kariery wykażą uszkodzenia mózgu.

Adams błagał o pomoc

Adamsowi ta pomoc nie przypadła. Oczywiście powinien kwalifikować się do programu, po tym jak doznał wspomnianych wstrząśnień w 2012 roku. Jako że jednak nie zakończył kariery do 2014, nigdy nie otrzymał wsparcia finansowego i medycznego od ligi.

Rodzina Adamsa doskonale wiedziała, że problemy zrodziły się na boisku. – Był dobrym i cichym chłopakiem, nikomu nie wchodził w drogę. To futbol go zniszczył – z dużą dozą żalu wspomina jego ojciec. Takie same opinie amerykańscy dziennikarze zebrali od niemal każdego człowieka, z którym Adams miał styczność nim popełnił samobójstwo.

Przez ostatnie lata obserwowali u niego „drastyczny zjazd” zdrowia psychicznego. Nie był w stanie panować ani nad temperamentem, ani nad higieną osobistą. Tracił pamięć, nie mógł spać, a na co dzień nie radził sobie z bólem, który w pamiątce zostawiła mu krótka kariera w NFL. Lata temu pożegnał się ze swoją dawną świadomością i tożsamością. Po jego śmierci policjanci zabezpieczyli w jego mieszkaniu cały stos pistoletów i zeszytów zapisanych dziwnymi symbolami.

Jeszcze podczas trwania kariery szukał pomocy. Jak pisze jego rodzina w pośmiertnym oświadczeniu: „Prześledziwszy jego dokumentację medyczną z czasów grania, wiemy na pewno, że desperacko prosił NFL o pomoc, ale za każdym razem mu odmawiano ze względu na to, że wielu faktów nie był w stanie zapamiętać lub przywołać, a do tego nie radził sobie ze względnie prostymi zadaniami, jak odległe podróże do lekarzy i interpretacja obszernych diagnoz”. Adamsowi odmówiono pomocy z dokładnie tych powodów, dla których jej poszukiwał.

 

Kiedy już zakończył karierę, uzyskał dostęp do szeregu dedykowanych programów organizowanych przez NFL dla byłych graczy. Ale wtedy już nie wyciągnął ręki po pomoc. Jego agent przyznał, że bliscy wielokrotnie namawiali go, aby wykonał odpowiedni telefon, a on tylko obiecywał, że to zrobi. Ale nigdy nie zadzwonił. Bezpowrotnie stracił zaufanie.

7 kwietnia 2021 w Rock Hill Phillip Adams zamordował lekarza Roberta Lesslie’ego, jego żonę i dwójkę dzieci (w wieku 5 i 9 lat), a także dwóch pracowników technicznych, obecnych wówczas w domu Lesslie’ego. Kiedy policja dotarła pod adres rodziców Adamsa, ten oddał swój ostatni strzał, tym razem we własnym kierunku.

– Czasami jest nam dane się dowiedzieć dlaczego, czasami nie – mówi szeryf Kevin Tolson. – Tylko jedna osoba wie dlaczego, ale już jest martwa. Możliwe, że nigdy już się nie dowiemy – puentuje.

Fot. June Rivera, Wiki Commons, CC 2.0

autor rafał hydzik