wstecz
rio

Kraków znów (nie)chce igrzysk

Kraków formalnie jest organizatorem trzecich w historii igrzysk europejskich, które rozegrane zostaną w 2023 roku. Władze miasta rozmawiają z rządem oraz innymi lokalnymi władzami o kosztach, a w międzyczasie pojawiła się petycja podpisana przez prawie 500 mieszkańców stolicy Małopolski, sprzeciwiająca się temu wydarzeniu. Na czym polega problem?

Igrzyska europejskie to stosunkowo nowy twór. Pierwsza tego typu impreza odbyła się w 2015 roku w… Azji. Tam geograficznie usytuowana jest bowiem stolica Azerbejdżanu – Baku. Pomysł został zaczerpnięty właśnie stamtąd, bo igrzyska azjatyckie mają swoją bogatą, ponad 100-letnią historię. Wprawdzie pierwsza impreza pod nazwą Igrzyska Azjatyckie rozegrana została dopiero w 1951 roku w Indiach, ale była to reaktywacja (wzbogacona o nowe kraje i dyscypliny) tzw. Igrzysk Dalekiego Wschodu, a te rozgrywano od 1913 roku.

Igrzyska azjatyckie tym różnią się od olimpijskich, że jest na nich wiele dyscyplin popularnych głównie na tym kontynencie, których nie spotkamy na olimpiadzie. To m.in. softball, paralotniarstwo, soft tenis (azjatycka odmiana tenisa ziemnego, w samej Japonii gra w niego ok. 6 mln ludzi), siatkówka 9-osobowa, ale też np. koszykówka 3×3, która ostatnio przebiła się do programu światowych igrzysk.

Europa pozazdrościła Azji tej imprezy, także dlatego, że cieszy się ona na tym kontynencie większym zainteresowaniem, niż tradycyjne igrzyska. Dodatkowym argumentem była sukcesywnie zmniejszająca się liczba medali zdobywanych przez kraje z Europy na olimpiadzie. Europejski Komitet Olimpijski podjął więc decyzję o organizowaniu igrzysk europejskich rok przed tradycyjnymi igrzyskami, na wzór tych panamerykańskich (igrzyska wszystkich krajów Ameryki Północnej i Południowej). Drugie igrzyska europejskie rozegrane zostały w 2019 roku w Mińsku, a trzecie zorganizować ma Kraków latem 2023 roku. Stolica Małopolski była jedynym kandydatem wyrażającym chęć organizacji tego wydarzenia.

Nieolimpijskie społeczeństwo

To czego chcieli pomysłodawcy igrzysk europejskich w Krakowie, kolejny już raz nie idzie w parze z wolą mieszkańców. Przypomnijmy, że ci już kiedyś odrzucili w referendum możliwość kandydowania przez Kraków w konkursie mającym wyłonić organizatora zimowych igrzysk olimpijskich w 2022 roku. Początkowo samorząd nie chciał zorganizować takiego referendum, ale kiedy poparł je prezydent Jacek Majchrowski, krakowianie poszli do urn (referendum było połączone z wyborami do Parlamentu Europejskiego, co znacznie bardziej uprawdopodobniło, że weźmie w nim udział wymagane minimum, czyli 30% uprawnionych do głosowania).

We wspomnianym referendum władze Krakowa pytały mieszkańców o to czy są za zorganizowaniem i przeprowadzeniem przez Kraków Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2022 roku, czy powinno zostać wybudowane metro, czy ma powstać monitoring wizyjny oraz czy samorząd powinien budować więcej ścieżek rowerowych. Tylko na to pierwsze pytanie głosujący powiedzieli NIE (aż 69,72% z 210 441 osób). Był to sukces powołanej na tę okoliczność inicjatywy „Kraków Przeciw Igrzyskom”.

Niedawno temat odżył, ale teraz dotyczy igrzysk europejskich. Mocno przeciwstawia się temu opozycja, która zebrała 495 podpisów pod obywatelskim projektem uchwały przeciwko organizacji tej imprezy. By magistrat musiał się nim zająć, wystarczy 300 podpisów, więc Rada Miasta nie ma wyboru i w przeciągu maksymalnie 3 miesięcy musi zająć się tą sprawą. To komplikuje życie zwolennikom imprezy, którzy tym razem jak ognia chcą uniknąć referendum.

Niejasny podział kosztów

Jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo o co chodzi. Kością niezgody są pieniądze, a konkretnie to, ile rząd weźmie na siebie. Początkowo oszacowano, że całkowity koszt organizacji III Igrzysk Europejskich wyniesie około 1,2 mld zł. Rząd Mateusza Morawieckiego miał dać 1 mld, z czego byłaby pokryta większość inwestycji sportowych i pozasportowych (drogi, komunikacja itp.). Samo miasto Kraków miałoby wydać na ten cel „tylko” 100 mln złotych. Szybko się okazało, że tak pięknie nie będzie. 

Obecnie rząd deklaruje pomoc w wysokości 150 mln zł na inwestycje typowo sportowe i 350 mln zł na pozasportowe, co w sumie jest kwotą o połowę mniejszą od pierwotnie zakładanej. Premier Morawiecki 18 listopada powiedział, że będą rządowe gwarancje na organizację igrzysk i trwają rozmowy z władzami wojewódzkimi, miastami, samorządami. To ważne, bo choć głównym organizatorem jest Kraków, to niektóre konkurencje będą rozgrywane w innych miejscach Małopolski oraz na Śląsku.

Właśnie koszty są zdaniem mieszkańców nieadekwatne do ewentualnych zysków. Krakowianie obawiają się, że pieniądze zostaną wydane na igrzyska zamiast np. na poprawę infrastruktury miejskiej, zieleń itp. Wprawdzie prezydent Majchrowski ustami swojej rzeczniczki zapewnia, że nie chce tego robić na koszt Krakowa i że jeśli nie będzie zapisów gwarantujących środki na pokrycie inwestycji (nie tylko sportowych) ze strony rządu, to miasto… wycofa się z tej inicjatywy.

III Igrzyska Europejskie w Krakowie na tę chwilę przypominają gorący kartofel, który przerzucany jest z rąk do rąk. Po ostatniej wypowiedzi prezydenta Majchrowskiego nie można wykluczyć, że na końcu nikt go nie złapie i roztłucze się o podłogę. Gdyby Juwenalis nie był rzymianinem, tylko urodził się znacznie później na terenie dzisiejszego Krakowa, to jego hasło: Panem et circenses (Chleba i igrzysk) raczej nie przetrwałoby próby czasu.