wstecz

Kto za Sousę? PZPN szuka dwutorowo

Odejście Paulo Sousy jest praktycznie przesądzone. Wszyscy w Polsce zadają sobie teraz pytanie: Kto go zastąpi? Czy będzie to Polak, czy znów ktoś z zagranicy? Okazuje się, że odpowiedzi na te pytania są bardziej złożone, niż mogłoby się wydawać. Wygląda na to, że piłkarska centrala szuka… dwóch selekcjonerów i nie zamyka się na żadną opcję, choć oczywiście swoich faworytów już ma.

O tym, że Paulo Sousa może chcieć odejść do jednego z brazylijskich klubów, spekulowano od dłuższego czasu. Początkowo sam Portugalczyk temu zaprzeczał, ale w ostatnich dniach przestał się wypowiadać, a wczoraj gruchnęła informacja potwierdzona przez prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej. Cezary Kulesza napisał na Twitterze, że Portugalczyk z nim rozmawiał i zgłosił chęć rozwiązania umowy za porozumieniem stron. Prezes poczuł się tak, jakby ktoś napluł mu w twarz. Nie przyjął kapitulacji szczura uciekającego z okrętu, który cudem uniknął zderzenia z górą lodową (brak rozstawienia w barażach), ale wciąż grozi mu zatonięcie.

 

Z jednej strony mamy wolny rynek, każdy może iść pracować tam, gdzie chce, a umowa Sousy zawiera klauzulę umożliwiającą jej rozwiązanie po zapłaceniu konkretnej kwoty (mówi się o 300 tys. euro, Sousa miałby to pokryć z własnej kieszeni). Dlaczego może to zrobić i można go w jakimś stopniu zrozumieć, pisaliśmy TUTAJ. Drugą stroną medalu są okoliczności tego zdarzenia, okłamywanie najbliższych współpracowników oraz reakcja samych piłkarzy, którzy są wściekli na selekcjonera. Robert Lewandowski ustami swojej rzeczniczki prasowej mówi o dużym rozczarowaniu.

Najpierw strażak, potem strateg

Wprawdzie prezes rezygnacji Sousy nie przyjął, ale nie oznacza to, że Portugalczyk na stanowisku pozostanie. Dalszej współpracy z nim nie wyobraża sobie już nikt: PZPN, piłkarze i wściekli na „siwego bajeranta” kibice. Decyzja Kuleszy ma po prostu uprzykrzyć życie trenerskiemu najemnikowi, który najpierw wsadził nas na minę, przegrywając z Węgrami, a teraz w kluczowym momencie zamierza skapitulować.

Uruchomiliśmy wszystkie nasze kontakty i ze źródła bardzo zbliżonego do PZPN usłyszeliśmy, że zarząd nie chce słyszeć o zagranicznym selekcjonerze w kontekście marcowych meczów barażowych. Kulesza miał już rozmawiać z Adamem Nawałką, ale raczej nie o jego trwałym powrocie na stanowisko selekcjonera, lecz o krótkiej umowie, której głównym założeniem będzie przeprowadzenie kadry przez baraże i awans na mundial. Dopiero wtedy miałaby zostać podjęta decyzja, czy wszystkie strony chcą przedłużyć tę współpracę.

Trzeba pamiętać, że Nawałka po rozstaniu z reprezentacją Polski po nieudanych mistrzostwach świata w Rosji, przez kilka miesięcy odpoczywał, a listopadzie 2018 roku objął Lecha Poznań. Nie wytrwał tam jednak zbyt długo i już w marcu 2019 roku wylądował na bezrobociu. Od tamtej pory nie prowadził żadnej drużyny, więc nie ma gwarancji, że 64-letni dziś krakowianin stanie na wysokości zadania.

711, byli selekcjonerzy i opcje zagraniczne

W rolę strażaka, ale takiego, którego o wiele ciężej będzie przekonać do podpisania krótkiej umowy, mógłby wcielić się Czesław Michniewicz. Zwolniony kilka miesięcy temu z Legii Warszawa trener ma niezłe CV, zdobył z tym klubem swoje kolejne mistrzostwo Polski jako trener, był bliski awansu do Ligi Mistrzów, a ostatecznie wylądował w Lidze Europy, gdzie w fazie grupowej udawało mu się ogrywać Leicester City i Spartak Moskwa. Legia wyciągnęła go z reprezentacji Polski do lat 21, gdzie wykonywał fantastyczną pracę. To jeden z jego największych, jeśli nie największy atut, ponieważ w PZPN wiedzą, że Sousę musi zastąpić ktoś, kto zna specyfikę pracy na poziomie reprezentacyjnym.

Michniewicz ma jednak jedną poważną rysę na swoim wizerunku. Chodzi o udział w aferze korupcyjnej i fakt, że udowodniono mu 711 połączeń telefonicznym z legendarnym „Fryzjerem”, czyli ojcem chrzestnym zorganizowanej grupy przestępczej, ustawiającej mecze w Polsce. Warto jednak pamiętać, że skazany nigdy nie został, w przeciwieństwie do np. Andrzeja Woźniaka, który w sztabie poprzednika Sousy – Jerzego Brzęczka – był trenerem bramkarzy.

W dalszej kolejności na liście życzeń PZPN są trenerzy Piotr Nowak i Jacek Magiera. Ten pierwszy przez wiele lat pracował z reprezentacjami Stanów Zjednoczonych, potem wrócił do Polski, by objąć Lechię Gdańsk, ale od września 2017 roku nie prowadził żadnej drużyny. Magiera z kolei prowadził reprezentację U-20 na mistrzostwach świata rozgrywanych w Polsce (wyszedł z grupy), a potem na krótko przejął kadrę U-19, lecz ze względu na wybuch pandemii i zawieszenie rozgrywek w piłce młodzieżowej zdecydował się złożyć rezygnację i wrócić do piłki klubowej. W marcu tego roku został zaprezentowany jako trener Śląska Wrocław, z którym awansował do europejskich pucharów.

Na tę chwilę faworytem jest Nawałka, ale zarząd piłkarskiej centrali chce, by w przypadku powierzenia kadry selekcjonerowi-strażakowi na kluczowe mecze w marcu, powstał tzw. gabinet cieni, w którym siedzieć będą inni kandydaci. Każdy z nich już teraz ma mocno śledzić poczynania naszej reprezentacji oraz obecnych i potencjalnych kadrowiczów.

Giełda nazwisk trenerów z zagranicy dopiero się rozkręca. Wielu kibiców marzy o Ernesto Valverde. 57-letni Hiszpan po odejściu z FC Barcelona  w styczniu 2020 roku pozostaje bez pracy. Bez względu na to, czy PZPN zdecydowałby się na takie nazwisko (w co osobiście wątpimy), czy też powierzyłby tę rolę np. Markowi Papszunowi albo Maciejowi Skorży (ten ostatni także ma doświadczenie w pracy jako selekcjoner), to kandydat musi przekonać do siebie swoją wizją kolejnej przebudowy reprezentacji. W końcu ma być tym, który prawdopodobnie jako ostatni dostąpi zaszczytu prowadzenia w niej Roberta Lewandowskiego i będzie musiał potrafić wykorzystać w pełni jego geniusz. Reasumując: na teraz Nawałka lub Michniewicz, a na stałe ktoś z grona: Michniewicz, Nowak, Magiera, Sokrża, Papszun lub trener z zagranicy.

FOT. Roger Gor/ Wikimedia Commons

autor-janas