wstecz
Nowy rozdział w historii polskiego żużla

Żużlowcy Betardu Sparty Wrocław w drugiej odsłonie finałowego dwumeczu PGE Ekstraligi po arcyciekawym spotkaniu pokonali zawodników Motoru Lublin 50:40. Gospodarze zdołali w ten sposób przełamać trwającą cztery lata dominację Unii Leszno. Przynajmniej przez najbliższy rok tytuł drużynowego mistrza Polski należeć będzie do Sparty Wrocław.

Finałowe spotkania PGE Ekstraligi zdecydowanie zasłużyły na miano pojedynku na szczycie. Już widowisko w Lublinie pełne było zwrotów akcji i mijanek. Motor zdołał wtedy wyjść na prowadzenie tylko raz w całym spotkaniu, wygrywając po drugim biegu 7:5. Wtedy inicjatywę przejęli wrocławianie, którzy utrzymywali prowadzenie do samego końca meczu i wydawało się, że spotkanie znajduje się pod ich kontrolą. Przed biegami nominowanymi wynik wynosił 36:42 dla Sparty, jednak w decydującym momencie meczu na wyżyny swoich umiejętności wspięli się żużlowcy Motoru, doprowadzając najpierw to wyniku 40:44, a następnie wygrywając ostatni bieg 5:1, ustalając tym samym wynik spotkania na 45:45. – Na pewno były to bardzo fajne zawody. Ściganie było przednie i kibice mieli co oglądać – mówił po meczu Jacek Ziółkowski, menedżer Motoru Lublin. Mecz we Wrocławiu wyglądał inaczej. Po pierwszej serii na prowadzeniu byli goście, jednak prowadzenie zmieniało się niemal co chwilę. Po drugiej serii bliżej zwycięstwa byli wrocławianie, natomiast po trzeciej Motor ponownie wyszedł na prowadzenie 29:31. Od tej chwili wygrywali jednak już wyłącznie żużlowcy Sparty. Przed biegami nominowanymi Spartanie prowadzili 43:35, a kibice na trybunach już świętowali zwycięstwo. Wrocławianie jeszcze powiększyli swoją przewagę, a na wieżę zegarową w międzyczasie wciągnięto ogromny transparent z napisem “Mistrz”. Po piętnastu latach puchar dla najlepszej drużyny w kraju powrócił do Wrocławia. – Cudowne uczucie, nie mam słów, żeby to opisać. Mecz był bardzo stresujący, Motor Lublin mocno się postawił. Stworzyliśmy wspólnie piękne widowisko, kibice oglądali naprawdę świetne wyścigi i emocje do końca, a to najważniejsze. Jak na koniec spojrzałem na tablicę i wynik końcowy, który mógłby wskazywać na to, że było lekko, to dopiero końcówka należała do nas. Świetny mecz i emocje, a najważniejsze, że wielka radość i złoto na mojej szyi – powiedział trener Sparty Dariusz Śledź rozmowie dla wts.pl

 

Dla gospodarzy pierwszego finałowego starcia sam udział w finale drużynowych mistrzostw Polski już był wyrównaniem największego sukcesu w historii klubu. Lublinianie zdołali zdobyć srebrny medal w roku 1991. Co ciekawe, wówczas w barwach drużyny z Lublina jeździł… obecny trener Sparty Wrocław – Dariusz Śledź. Tym razem żużlowcy Motoru z pewnością mieli jednak ogromną ochotę na poprawienie wyniku sprzed 30 lat, tym bardziej, że Motor Lublin to klub, który został reaktywowany w 2017 po wielu latach nieobecności. W tym sezonie ekipa z Lublina zajęła drugie miejsce w tabeli, a w półfinale zdołała pokonać drużynę mistrza świata Bartosza Zmarzlika – Moje Bermudy Stal Gorzów. W drugim półfinałowym meczu podczas kolizji ucierpiał kapitan Motoru Grigorij Łaguta, przez co Rosjanin nie mógł wystąpić w finałowych pojedynkach ze Spartą, ani stanąć do bratobójczej rywalizacji z Artiomem Łagutą, jeżdżącym w barwach klubu z Wrocławia.

Sparta Wrocław swój ostatni złoty medal mistrzostw Polski zdobyła aż 15 lat temu. W ostatnich sezonach wrocławianie niezmiennie plasują się w ligowej czołówce, a w sezonach  2015, 2017 i 2019 docierali aż do finału ekstraligi. Za każdym razem Sparta musiała jednak uznawać wyższość żużlowców Unii Leszno, którzy zdobywali tytuł mistrzów Polski w czterech poprzednich latach. Tym razem jednak obie ekipy spotkały się już w półfinale, w którym Sparcie Wrocław udało się wyeliminować swoich największych rywali. Klub z Wrocławia dominował zresztą również w całym obecnym sezonie PGE Ekstraligi, wygrywając w rundzie zasadniczej aż 12 z 14 swoich meczów.  Warto jednak zauważyć, że jedna z zaledwie dwóch porażek wrocławian miała miejsce właśnie podczas starcia z Motorem Lublin.

Remis w pierwszym finałowym spotkaniu sprawił, że kwestia zwycięstwa była nadal zupełnie otwarta. Wiadome było jednak, że drugie starcie pomiędzy Motorem a Spartą zostanie rozegrane we Wrocławiu na Stadionie Olimpijskim, co sprawiało, że na faworytów do zdobycia tytułu mistrza Polski wyrastali wrocławianie. Sparta nie przegrała bowiem w tym sezonie ani jednego meczu domowego. Bilety na finałowy pojedynek były wyprzedane już po 30 minutach od otwarcia sprzedaży, a samo spotkanie ustanowiło nowy rekord oglądalności w historii PGE Ekstraligi. Transmisję na żywo ze spotkania w telewizji nSport+ śledziło przed telewizorami 287 tysięcy kibiców. Największy odsetek tej liczby z pewnością stanowili fani Sparty. Apetyt na zdobycie upragnionego tytułu był bowiem we Wrocławiu ogromny. Tym razem, władze wrocławskiej drużyny z pewnością życzyłyby sobie rozpoczęcia kolejnej ligowej dominacji, na wzór tej w wykonaniu Unii Leszno. Pierwszy krok w tym celu już został wykonany. – Długo na to czekaliśmy, czekał cały Wrocław. Ostatni mecz, w którym Betard Sparta zdobyła złoty medal, oglądałem jako kibic na trybunach, więc jestem dumny z naszej drużyny, klubu, kibiców i z tego, jak razem pracujemy. Jest to świetna przygoda. Byliśmy przygotowani na walkę o każdy punkt – powiedział kapitan Sparty, Maciej Janowski na konferencji prasowej w nSport+.