wstecz
Masternak w Meksyku. Tak załatwia się duże walki

Mateusz Masternak przebywa wraz ze swoim promotorem Andrzejem Wasilewskim w Mexico City, gdzie odbywa się kongres federacji WBC. „Master” po przygodzie z boksem olimpijskim chciał znów być notowany w rankingu tej federacji i zawalczyć o pas. Pomóc w tym miała wizyta w Meksyku. 

Marzenia o olimpijskim medalu

Październik 2019 roku. Mateusz Masternak, były mistrz Europy, ogłasza w studiu TVP Sport, że zawiesza swoją karierę zawodową i przechodzi do boksu olimpijskiego, by wystartować na igrzyskach w Tokio. Już w Rio de Janeiro europejska federacja boksu (European Boxing Union) dopuściła do startu w igrzyskach zawodowców.

– Na pewno nie była to łatwa dla mnie decyzja. Przyczyniła się do tego stagnacja w mojej karierze zawodowej. Wiem, że nie będzie łatwo, bo boks olimpijski w porównaniu do zawodowego jest sprintem jeśli chodzi o wymiar czasowy, ilość uderzeń, a także częstotliwość walk. Na przestrzeni dwóch dni można stoczyć cztery pojedynki, ale jestem tego świadom, mam cel i chciałbym za kilka lat powiedzieć dzieciom, że byłem na igrzyskach – powiedział wówczas „Master”.

O tym jak duże ryzyko podejmował uświadamiał wszystkich już wtedy siedzący obok niego były mistrz świata organizacji WBF, mistrz Europy EBU oraz pretendent do tytułu mistrza świata WBC Albert Sosnowski. Zwrócił uwagę, że styl Masternaka znacznie bardziej pasuje do boksu zawodowego, aniżeli amatorskiego.

Masternak doskonale wiedział, że najpierw musi stać się „jedynką” w Polsce, o co już mogło nie być łatwo, ponieważ jego kategoria wagowa była dobrze obsadzona. Niemniej planu nie zmienił, wystartował w mistrzostwach Polski i je wygrał, co dało mu przepustkę na turniej kwalifikacyjny w Londynie. Tam wygrał pierwszą walkę, a do drugiej… nie przystąpił.

Plany pokrzyżował koronawirus. Wielka Brytania doświadczyła go bardzo dotkliwie i turniej musiał zostać przerwany. W końcu ustalono, że zostanie dokończony w kwietniu 2021 roku, ale wrocławianin nie wrócił do Londynu.

– Teoretycznie mogłem to zrobić, ale już wtedy czułem, że to nie moja bajka. Gdy rozważałem powrót po latach do boksu olimpijskiego, wydawało mi się, że jest szansa na spełnienie marzeń, wyjazd na igrzyska i że warto spróbować. Dlatego się zdecydowałem. Jednak gdy tego wszystkiego doświadczyłem na własnej skórze, zrozumiałem, że to nie dla mnie. Nie mam do nikogo pretensji i nikogo nie obwiniam. Sam uświadomiłem sobie, że jestem pięściarzem zawodowym, a nie olimpijskim – wytłumaczył w jednym z wywiadów w styczniu tego roku.

Walka o bycie zauważonym

Trudno powiedzieć, że Masternak stracił ten czas, bo przejście z boksu zawodowego z powrotem do amatorskiego paradoksalnie może wyjść mu na dobre. Wrócił do korzeni, popracował nad innymi kombinacjami i stylem walk, co urozmaiciło jego zawodowy warsztat. Sęk w tym, że po cofnięciu się do boksu olimpijskiego zawodnik przez około dwa lata nie jest notowany w rankingach poważnych federacji zawodowych.

Okres ten Masternak ma całkiem niezły. Jego ostatnie pięć walk to pięć zwycięstw, w tym trzy przez nokaut. Pokonał m.in. Gabończyka Taylora Mabikę na main evencie gali Knockout Boxing Night 13, wygrał przez jednogłośną decyzję sędziów walkę z Adamem Balskim (jej stawką był pas mistrza IBF International kategorii junior ciężkiej), a także ciężko znokautował pochodzącego z Gwinei Równikowej Hiszpana Felipe Nsue na gali w Mrągowie. Czarnoskóry pięściarz oberwał tak mocno, że po walce stracił przytomność i musiał zostać przetransportowany śmigłowcem do szpitala.

Mieszkający na co dzień we Wrocławiu 34-latek udowodnił, że stać go jeszcze na duże rzeczy w boksie zawodowym i możliwe, że w niedalekiej przyszłości doczeka się swojej szansy. Mocno wierzy w niego promotor Andrzej Wasilewski, który zabrał go wraz z dwoma innymi zawodnikami na kongres WBC odbywający się w Meksyku.

Panowie dotarli do Mexico City z odpowiednim wyprzedzeniem i jeszcze przed rozpoczęciem kongresu spotkali się m.in. z Mauricio Sulaimanem, prezydentem organizacji WBC. 

– Jesteśmy mile zaskoczeni profesjonalizmem i starannością, z jaką został zorganizowany ten wyjazd. Można rozmawiać przez telefon, można wymieniać dziesiątki maili, ale nic nie zastąpi spotkania twarzą w twarz, zaprezentowania zawodnika i realnej rozmowy o jego możliwościach i przyszłości – powiedziała nam osoba z bliskiego otoczenia Masternaka.

Trudno było spodziewać się wynegocjowania od razu walki o pas wagi junior ciężkiej, nie będąc klasyfikowanym w rankingu. To praktycznie niemożliwe, ale realny scenariusz zakładał umieszczenie „Mastera” w rankingu na odpowiednio wysokim miejscu i stoczenie walki, która wyłoni pretendenta do starcia mistrzowskiego. 

W tej chwili pas dzierży Ilunga Makabu, lecz nie jest powiedziane, że Masternak będzie się bił z Kongijczykiem o tytuł mistrza świata WBC. Najpierw Makabu musi obronić pas w walce z Thabiso Mchunu. Ta zaplanowana jest na 19 grudnia w Kinszasie. Faworytem jest Makabu, zwłaszcza że będzie to ich druga walka. W 2015 roku znokautował reprezentanta RPA i choć ten od tamtej pory zrobił duży postęp, to dalej przystępuje do tego starcia z pozycji underdoga.

– Rozmowy przebiegły bardzo pomyślnie. Przyjechaliśmy tutaj, żeby przedstawić moją sytuację, wyjaśnić przygodę z boksem olimpijskim, ale również podkreślić, że wróciłem na ścieżkę zawodową i jestem bardzo aktywny. W 14 miesięcy stoczyłem pięć walk i wszystkie wygrałem. Na moją korzyść działała też przeszłość, bo toczyłem walki z takimi zawodnikami jak Grigorij Drozd czy Tony Bellew, czyli późniejszymi mistrzami WBC. Te starcia były bardzo wyrównane i werdykt do ostatniej rundy był sprawą otwartą – tłumaczy na gorąco Masternak.

– Zaznaczyliśmy także, że WBC jest dla nas federacją priorytetową i bardzo nam zależy na przywróceniu mnie do rankingu. Tutaj ogromne słowa uznania należą się mojemu promotorowi Andrzejowi Wasilewskiemu, bo dołożył wszelkich starań, by sklasyfikowano mnie jak najwyżej. Walczył jak lew i opłaciło się, bo znalazłem się w pierwszej trójce. Cieszę się, że doceniono w ten sposób moje osiągnięcia i dotychczasową karierę. To dla mnie ogromna szansa, bo dzięki temu kolejka do walki o pas stała się znacznie krótsza. Jestem szczęśliwy, bo wracamy z tarczą i nowymi nadziejami na spełnienie marzeń zarówno moich, moich bliskich, jak i promotorów – podsumował „Master„.

Co dalej? Idealny scenariusz zakłada, że pięściarz z Wrocławia wiosną skrzyżuje rękawice z będącym nr 2 Rosjaninem Alexeiem Papinem (13-1), a zwycięzca tego pojedynku stanie do walki o pas z lepszym z pary Makabu Mchunu. Grupa KnockOut Promotions będzie dążyć do tego, by walka eliminacyjna odbyła się w Polsce. Rozmowy z promotorami Rosjanina jeszcze się nie rozpoczęły, bo ten jest kontuzjowany. Niemniej „Master” dzięki tak dobremu rankingowi nie będzie musiał zbyt długo czekać na walkę o pas. Najbliższy rok może być prawdziwym przełomem w jego karierze.