wstecz
mat-6243_1627310071_0071

Michniewicz zostaje, bo nie da się go zwolnić?

Czarne chmury krążą nad głową trenera Legii Warszawa Czesława Michniewicza. Jego zespół czaruje na arenie europejskiej i kompletnie zawodzi w lidze, co powoli wymyka się spod kontroli. Prezes i właściciel klubu w jednym ma coraz większą zagwozdkę. Z jednej strony chce zmienić trenera, ale z drugiej… nie może tego zrobić.

Czesław Michniewicz w swojej bogatej trenerskiej karierze dorobił się przydomku „Polski Mourinho” i „Przyszły Selekcjoner”. Ten pierwszy tyczy się okresu pracy w Zagłębiu Lubin, z którym w 2007 roku zdobył mistrzostwo Polski i grał w eliminacjach Ligi Mistrzów. To tam wyrobił sobie nazwisko na polskim rynku i zwiedzał kolejne kluby, raz z lepszym, a raz z gorszym efektem.

„Przyszły Selekcjoner” zaczął się pojawiać na wykopie oraz w licznych grupach o tematyce piłkarskiej na Facebooku i nawiązywał do doskonałej pracy, jaką Michniewicz wykonywał w reprezentacji Polski do lat 21, czyli drużyny będącej bezpośrednim zapleczem pierwszej reprezentacji. Ta finalnie nie zakwalifikowała się na igrzyska w Tokio – a taki był jej cel – ale i tak potrafiła ogrywać czy urywać punkty znacznie mocniejszym rywalom. Kwestią czasu wydawały się przenosiny Michniewicza do seniorskiej kadry, ale nagle do akcji wkroczyła Legia Warszawa, która pierwszy raz od 2015 roku postanowiła zatrudnić trenera przez wielkie T.

Ostatnim był dla kibiców tego klubu Stanisław Czerczesow. Wśród jego następców byli wprawdzie ludzie z nazwiskami jak Besnik Hasi, Jacek Magiera czy Ricardo Sa Pinto, ale każdy miał jakiś feler. Hasi i Sa Pinto uchodzili za kłótliwych skandalistów, którzy nigdzie nie są w stanie zagrzać miejsca na dłużej, Magiera został rzucony na głęboką wodę, bo nigdy wcześniej nie prowadził żadnej drużyny na poziomie ekstraklasy, a kolejne ananasy jak Romeo Jozak i Dean Klafurić w ogóle nie miały zbyt wiele wspólnego z byciem trenerami. Był jeszcze Aleksandar Vuković, ale on podobnie jak Magiera dopiero uczył się tego zawodu i po prostu spadł, bo wsiadł na zbyt wysokiego konia.

Tu już nie ma co trenować, tu trzeba dzwonić!

Legendarny tekst z kultowego filmu „Piłkarski Poker” jak ulał pasuje do najczarniejszego okresu z kariery Michniewicza, któremu udowodniono udział w aferze korupcyjnym w polskiej piłce. Warto w tym miejscu przypomnieć, że zastosowano amnestię dla tego typu działań od 2010 roku w dół, bo w przeciwnym razie… nie miałby kto grać w ekstraklasie.

To stare dzieje, wielu działaczom, trenerom, sędziom i samym piłkarzom pouciekało wówczas trochę liter z nazwiska, ale Czesław M. oddzielił to wszystko grubą kreską i zaczął budować swoją pozycję tym, co ma najlepsze, czyli warsztatem i nieustanną chęcią rozwoju. Ciągle podpytywał swoich podopiecznych na zgrupowaniach kadry U-21 o metody ich trenerów, z którymi pracowali w Sampdorii Genua, Leicester City, Leeds United czy innych europejskich klubach. Jeździł na staże i ciągle się dokształcał.

W pewnym momencie Mioduski stwierdził, że to idealny kandydat do pracy w Legii. Początek miał trudny, bo kibice pałali do niego niechęcią. Wszystko przez jego przeszłość trenerską w Lechu Poznań, z którym zdobył Puchar Polski i słowa, które padły z jego ust w magazynie „Liga+Extra” na antenie Canal+. „Do Lecha wróciłbym nawet na kolanach i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś poprowadzę tę drużynę”.

Szybko zaczęły bronić go wyniki. Zmienił styl gry Legii, zdobył mistrzostwo Polski i zakwalifikował się do fazy grupowej Ligi Europy, choć był bliski wyeliminowania Dinama Zagrzeb i grę na tym etapie w Lidze Mistrzów. Choć los podczas losowania grup nie okazał się dla legionistów łaskawy, bo trafili na Leicester City, SSC Napoli i Spartak Moskwa, to po dwóch kolejkach mają na koncie komplet punktów i zero straconych bramek, przez co są liderem. Mało kto się spodziewał, że klub ze stolicy uzbiera chociaż ze cztery oczka w tej grupie, ale taktyka i spryt trenera Michniewicza to zabójcza broń.

Pocałunek śmierci

Od kilku lat w polskiej sieci viraluje powiedzenie Michała Probierza, który niegdyś stwierdził, że udział w europejskich pucharach jest dla polskich klubów – a w szczególności trenerów – pocałunkiem śmierci. Chciał w ten sposób podkreślić problem gry na dwóch frontach, co trzy dni, z mocno okrojonymi możliwościami kadrowymi.

Obecnie odbija się to na Michniewiczu, który nie ma rywalizacji na wahadłach, obrona do niedawna składała się z piłkarzy grających na nieswoich pozycjach itd. Sęk w tym, że ostatecznie udało się ją rozszerzyć i ten argument w tej chwili już nie przemawia do właściciela klubu, dyrektora sportowego i kibiców. Legia w lidze za chwilę może szorować dno tabeli. Po 11. kolejkach ma na koncie trzy zwycięstwa i sześć porażek, dwa punkty przewagi nad strefą spadkową i dwa zaległe mecze do rozegrania. Sytuacja jest bardzo zła.

Kucharski i Mioduski nie mogą dłużej rozgrzeszać Michniewicza za dobre wyniki w Europie i rozpoczęli poszukiwania jego następcy. Problem polega na tym, że tych za bardzo nie widać, a przede wszystkim… nie ma kiedy dokonać zmiany. Legia grając jednocześnie na trzech frontach (PKO Ekstraklasa, Liga Europy, Fortuna Puchar Polski) rozgrywa mecze co trzy dni. W tym okresie drużyna najczęściej jest w podróży, a treningi bardziej przypominają rozruch, aniżeli faktyczną pracę nad poprawianiem wszelakich aspektów. Kiedy więc nowy trener mógłby coś zmienić?

Najpierw trzeba go jeszcze znaleźć, a obecni kandydaci nie przekonują (mówi się o ukształtowanym w Niemczech Białorusinie Aleksieju Szpilewskim, Jerzym Brzęczku czy Piotrze Stokowcu), lub są nie do wyjęcia (jak Marek Papszun z Rakowa Częstochowa). Samo zwolnienie Michniewicza w tym momencie sprawiłoby, że Legia pozbyłaby się świetnego stratega i została praktycznie z niczym, bez większych szans na jakąkolwiek poprawę. Trudno oprzeć się wrażeniu, że byłaby to zmiana dla zmiany.

Pierwszym momentem, w którym duet Kucharski-Mioduski będzie mógł rozważyć taki scenariusz, będzie listopadowa przerwa na reprezentacje. Wydaje się zatem, że to… kalendarz uchroni Michniewicza przed dymisją i da mu szansę na wyjście z kryzysu. Czy los pomoże tym samym podjąć mądrą decyzję władzom Legii? W tej chwili zwolnienie trenera wydaje się praktycznie niemożliwe.