wstecz
Josh_Cavallo_Adelaide_United_Matchday_Round_15

Nienawiść z twitterowych ust. Shomurodov ofiarą kradzieży tożsamości

Coming-out 21-letniego Josha Cavallo musiał wzbudzić kontrowersje. Nie bez przyczyny zresztą dopiero w 2021 roku świat futbolu poznał pierwszego otwarcie zadeklarowanego homoseksualnego piłkarza. Reakcje? Na ogół pozytywne. Nie licząc kilku  głosów wychodzących przed szereg, do młodego Australijczyka dotarły słowa wsparcia od największych zawodników i klubów świata. A sam zainteresowany dodaje, że jeszcze nigdy w życiu tyle się nie uśmiechał. 

Uśmiech ten na chwilę udało się przygasić Eldorowi Shomurodovi, rezerwowemu napastnikowi AS Romy. A raczej – wszystkie dowody wówczas wskazywały na niego. W odpowiedzi na deklarację Cavallo umieszczoną na Twitterze, pojawiła się odpowiedź z (zawieszonego już) konta @ShomurodovEldor, w której ustami piłkarza wyrażono brak zgody na homoseksualność w futbolu, a na koniec – zgrabnie, bo za pomocą hashtaga – nawołano Allaha do przeklęcia osób innej orientacji. 

 

Frustracja w komentarzach przeplatała się z pełnym poparciem słów Uzbeka, płynącym przede wszystkim z jego rodzimych stron. Uzbekistan pozostaje bowiem jednym z krajów, w którym homoseksualność jest nie tylko napiętnowana społecznie, ale i penalizowana prawnie (mężczyzna dopuszczający się besoqolbozlik, czyli własnowolnego współżycia seksualnego z innym mężczyzną, może spodziewać się do 3 lat pozbawienia wolności). 

Braw od Rzymian nie było…

Nie trzeba jednak geniusza, by stwierdzić, że tego rodzaju tweet jest PR-owym strzałem w stopę. Z wyrzutni rakietowej. W niemal dokładnie tym samym czasie włoski senat odrzucił projekt ustawy DDL Zan o zaostrzeniu kar za nienawiść i dyskryminację mniejszości, a Włosi wyszli na ulice w obronie swoich racji. Tweet Shomurodova postawił więc stołeczny klub w co najmniej kłopotliwej pozycji. 

„Ten tweet, zamieszczony przez fałszywe konto, w żaden sposób nie odzwierciedla prawdziwych poglądów piłkarza” – czytamy w treściwym, również opublikowanym na Twitterze, oświadczeniu Romy.

 

I nie ma powodów, by im nie wierzyć. Konto @ShomurodovEldor zostało już zawieszone po licznych zgłoszeniach, jednak już przed feralnym tweetem budziło wątpliwości. Nigdy nie uzyskało weryfikacji (oznaczanej niebieskim symbolem), ledwie tydzień temu w nazwie zawierało dopisek „fan”, ale przede wszystkim – wpis zamieszczono o 21:43, kiedy Shomurodov… siedział na ławce rezerwowych w Cagliari. Roma dodaje, że piłkarz nigdy nie miał konta na Twitterze, a kibice zauważają, że 26-latek nie zna angielskiego.

W internecie złodzieje kradną tożsamość 

Wszystko wskazuje więc na to, że Uzbek padł ofiarą kradzieży tożsamości, czyli plagi zalewającej media społecznościowe od lat. Założenie konta w czyimś imieniu jest bowiem banalnie proste, a nie każdy z miejsca otrzymuje odznakę weryfikacji (piłkarz Chelsea, Billy Gilmour, przez kilka miesięcy zamieszczał posty z niezweryfikowanego profilu). 

A co więcej, mowa tu o zjawisku szalenie powszechnym. W 2018 roku New York Times i agencja badawcza Social Impostor przeanalizowali liczbę internetowych naśladowców dziesięciu najpopularniejszych celebrytów na instagramie. Odkryto ponad 9 tysięcy takich kont, z czego najwięcej podpisanych nazwiskiem Neymara – aż 1676. Sam Twitter usuwa 10 milionów (!) „fejkowych” konto tygodniowo (!)

Shomurodov stał się więc łatwym kąskiem dla oszusta, który zebrawszy uprzednio rzeszę obserwujących pod profilem dla fanów napastnika Romy, wykorzystał jego publiczny głos by wygłosić swój pogląd szerszemu gronu. Nazwiska i wiarygodność gwiazd od lat są wykorzystywane jako narzędzie socjotechniczne. Oszuści wyłudzają pieniądze i dane, przekazują fałszywe informacje – wszystko to kryjąc się za maską osoby publicznej. 

Rozwiązanie? Algorytmy już pokazały, że potrafią być zawodne. Nie każdy decyduje się na prowadzenie kont w mediach społecznościowych (zapraszam do odnalezienia w internecie m.in. Niklasa Süle, Rodriego, Hugo Llorisa czy Joëla Matipa), ale błędem jest pozwolić na przejęcie swojej internetowej tożsamości komuś innemu. Niegdyś precedens wyznaczył aktor Rik Mayall, zakładając konto na Twitterze tylko po to, żeby „zaklepać” sobie miejsce pod swoim nazwiskiem.

 

Na koniec wróćmy do niefortunnego tweeta Mateusza Borka, który kiedyś uwierzył w „fake newsa” o transferze Jana Bednarka, podanego przez konto imitujące angielskie Sky Sports. – Czy naprawdę my dziś codziennie mamy się bawić w sprawdzanie kont? Przecież to jakiś absurd. Człowiek ma wolne. Śledzi. Czyta. Analizuje tysiąc rzeczy. I komuś się chce takie głupoty robić? – pisał sfrustrowany dziennikarz. Więc tak, komuś chce się takie głupoty robić. Dlatego do codziennej analizy tysiąca rzeczy polecamy dołożyć ostrożne podejście do internetowych źródeł i częstsze korzystanie z narzędzi do zgłaszania fałszywych kont i informacji. 

Autor: Rafał Hydzik