wstecz

#NoToRicketts – kibice Chelsea sprawdzają realną siłę Twittera

W chwili pisania tego tekstu, na Twitterze 130 tysięcy postów oznaczono hasztagiem #NoToRicketts. Całe środowisko skoncentrowane wokół Chelsea, w tym kibice, dziennikarze i byli piłkarze – wszyscy jednoczą siły, by dobitnie zaakcentować, że nie ma i nie będzie w przetargu poparcia dla kandydatury rodziny Ricketts. Sęk w tym, że na wyspach kibice i ryby głosu nie mają…

Takiej wściekłości wśród kibiców „The Blues” nie było od… ubiegłego roku, kiedy ujawniono wówczas rzekomo przypieczętowany projekt Super Ligi. Tłumy w niebieskich koszulkach wyszły na ulice z widłami i pochodniami, domagając się od klubu uszanowania ich woli i wycofania się z rozgrywek.

Choć do dziś realny wpływ demonstracji pod Stamford Bridge na decyzję Chelsea pozostaje obiektem niejednoznacznych dyskusji (projekt sam z siebie sypał się w oczach), wściekłemu tłumowi udało się m.in. wywabić zza biurka Petra Cecha, który (symbolicznie) otworzył się na negocjacje.

 

Od tego czasu ziemia pod Chelsea nie tylko się zatrzęsła, ale wręcz została wywrócona do góry nogami przez wszystkie możliwe do wyobrażenia anomalie. Z jednej strony Niebiescy triumfowali w Lidze Mistrzów i Klubowych Mistrzostwach Świata, z drugiej strony – trafili na bruk, bez właściciela i możliwości sprzedawania choćby breloczka.

I tak – niczym wygłodniałe sępy – nad Chelsea zaczęły krążyć coraz to ciekawsze postacie. Był miliarder z Ghany, który całym sobą przypominał karykaturę stworzoną na potrzeby serialu „Ted Lasso”, byli Turcy, Arabowie, był Conor McGregor. Kiedy wydawało się, że nie ma już miejsca na więcej zaskoczeń, pojawili się oni, cali na biało – rodzina Rickettsów.

Amerykańskie skąpiradła

66. miejsce na liście najbogatszych amerykańskich rodzin wg Forbesa w 2015 roku. Joe Ricketts, o którym jeszcze w tym tekście będzie co najmniej kilka słów, zbił majątek w branży usług maklerskich. Będąc jednak daleko w cieniu trzęsących krajem miliarderów, Rickettsowie znaleźli drogę na okładki gazet w 2009 roku, kiedy za 845 milionów dolarów nabyli Chicago Cubs z MLB.

I bajka trwała dalej. Po 108-letniej posusze (!) Rickettsowie przywrócili Cubsom blask, wygrywając World Series w 2016 roku (po drodze przełamując nawet kilkudziesięcioletnią klątwę). Całe Chicago nosiło nowych właścicieli na rękach.

Dziś ich nienawidzą.

Tuż po epickim triumfie, rodzinka Rickettsów poczuła, że mogą wszystko. Najpierw – wbrew błaganiom kibiców – pozwolili się rozpaść mistrzowskiej drużynie. Młode gwiazdy Cubs były odstrzeliwane jedna po drugiej, a właściciele tłumaczyli, że w kasach brak pieniędzy na ich kontrakty. Klub popadł w przeciętność, a Rickettsowie ze swojej loży VIP jedynie raz na jakiś czas podnoszą sztucznie uśmiechnięte głowy, odrywając się od liczenia pieniędzy.

Bo biznesmenami są pierwszorzędnymi. Zainwestowali olbrzymie środki (dużo, dużo ponad plan – musieli sprzedać warte ponad 150 milionów udziały w klubie, czego kibice nie chcą im wybaczyć) w rozbudowę Wrigleyville (stadion Cubs wraz z całą otaczającą go infrastrukturą), robiąc z niego bezduszną wioskę reklamową. Do tego doinwestowali w sam stadion, dokładając tysiące krzesełek. Miejsc przybyło, a ceny biletów poszybowały w górę. Chciałoby się powiedzieć – hajs się zgadza.

Nic więc dziwnego, że kiedy Tom Ricketts wystąpił przed kibicami klubu, by – w perfidnie optymistycznym tonie – zapowiedzieć, że transmisje meczów Cubs, dotąd otwarte i darmowe, trafią do jego prywatnej wytwórni telewizyjnej (gdzie, rzecz jasna, nie będą darmowe), został wybuczany. – Jeszcze będziecie mi dziękować – odparł.

 

Wrogowie Islamu

Kiedy więc Rickettsowie, z cały wątpliwym dobrodziejstwem swojego inwentarza, pojawili się na negocjacjach w Londynie, kibice w swoich prywatnych notesikach od razu ich skreślili. Mimo to, operacja zaczęła się posuwać do przodu. Chwilę przed ogłoszeniem przez Raine Group shortlisty finalnych czterech kandydatur, Amerykanie są wręcz pewni, że się na niej znajdą.

W tym momencie kibice wyciągnęli broń. Zaczęły wypływać coraz to nowsze sensacje z przeszłości Rickettsów. Najmocniej oberwało się głowie rodziny, wspomnianemu wyżej Joe Rickettsowi. Media przypomniały, jak w jego ujawnionej prywatnej konwersacji mailowej snuł teorie spiskowe dotyczące Baracka Obamy, a potem oświadczył, że każdy Muzułmanin jest jego wrogiem. Media bliskie Chelsea donoszą, że m.in. Antonio Rudiger czy N’Golo Kanté, którzy wyznają Islam, czują się z kandydaturą Rickettsów „niekomfortowo”.

 

I na tym nie koniec – Rickettsowie mają w swoim plecaku jeszcze całą listę grzechów i grzeszków. Pete Ricketts, jako gubernator Nebraski, zainwestował olbrzymią kwotę by sfinansować kampanię wyborczej na rzecz przywrócenia kary śmierci po tym, jak ustawodawcy odrzucili jego weto. Oprócz tego, cała rodzina zbudowała sobie wizerunek skrajnie prawicowych, pro-Trupowskich cynicznych biznesmenów.

– Dlaczego #NoToRicketts jeszcze nie trenduje?! – pytał na Twitterze Simon Johnson, jeden z czołowych dziennikarzy zajmujących się tematyką Chelsea. – Nie znam nawet jednego kibica, który by chciał ich w klubie. Niech każdy da coś od siebie! – nawoływał żurnalista „The Athletic”, rozpoczynając olbrzymi ruch w mediach społecznościowych. Do Johnsona przyłączył się m.in. Paul Canoville, pierwszy ciemnoskóry piłkarz w historii Chelsea.

 

Ważny głos w tej sprawie zabrał reprezentant stowarzyszenia kibiców z Chicago. Brian Wolff zarzucił im aktywne wspieranie faszystowskich postaw, w sprzeczności do działającej na rzecz mniejszości LGBTQ+ i BAME fundacji Chelsea. Poddając wątpliwości intencje Rickettsów (na przykładzie ich działalności w MLB), wezwał do stanowczego odrzucenia ich oferty.

Co ciekawe, w opozycji stoją nawet kibice Chicago Cubs. Choć z właścicielami mają od dawna na pieńku, obawiają się, że pieniędzy w klubowej kasie będzie jeszcze mniej, gdy te powędrują do Londynu. A oferta warta około 3 miliardy funtów za Chelsea, podczas gdy w MLB Rickettsowie żałują każdego dolara – to dla kibiców potwarz. 

Mniejsze zło?

W tym miejscu rysuje się analogia do ubiegłego lata, kiedy faworytem do objęcia stołka menedżerskiego w Tottenhamie stał się Gennaro Gattuso. Kibice Spurs „wygrzebali” jego rasistowskie, seksistowskie i homofobiczne wypowiedzi, a popularność hasztagu #NoToGattuso skłoniła władze klubu, by poszukać gdzie indziej.

Kibice głęboko wierzą, że ich głos dotrze do osób decyzyjnych, a Chelsea nie dołączy do Manchesteru United czy Arsenalu, które są zabawkami skąpych amerykańskich inwestorów. Sami Rickettsowie mają być już świadomi toczącej się przeciwko nim kampanii, którą planują skontrować kontaktując się bezpośrednio ze środowiskami kibiców w Londynie.

To co jednak pozostawia w tej całej, raczej chlubnej postawie kibiców The Blues spory niesmak, to selektywność i niekonsekwentność. Na stole na Stamford Bridge leży jeszcze niejedna oferta o wątpliwie etycznym zapleczu. Woody Johnson, jeden z kandydatów, w przeszłości organizował wydarzenia z których wykluczał osoby ciemnoskóre i kobiety, a media okrążyły jego wypowiedzi „podważające sens działań na rzecz osób ciemnoskórych”.

Jest też popierany przez pieniądze koreańskich emerytów Nick Candy, z którego konta niejednokrotnie wypływały hojne datki na rzecz skorumpowanych Torysów. I przedstawicielstwo mediów z Arabii Saudyjskiej, którego nawet nie trzeba komentować.

Co jest jednak pewne – nie tak długo po tym, jak postawa względem Romana Abramowicza mocno podzieliła środowisko kibiców Chelsea, dziś jest ono zjednoczone i ramię w ramię stawia opór ofercie Rickettsów.

Mniejsze zło, większe zło… Jakaż szkoda, że nie możemy nie wybierać wcale.

Fot. Twitter

Rafał Hydzik
Piłka nożna
Translate »