wstecz
image (1)

O wnętrzu sportowców w zderzeniu z pandemią. „Sport zrobił to, co najlepsze”

Wielokrotna medalistka MP w japońskiej szermierce, kendo, a na co dzień psycholog sportu. Jak sama przyznaje, w okresie pandemii miała sporo pracy nad wnętrzem sportowców, ale i mogła przekonać się na własnej skórze, czym jest COVID-19. O sporcie w czasach pandemicznych porozmawialiśmy z Marią Bober.

Czego świat sportu nauczyła dotychczas pandemia COVID-19?

Maria Bober, psycholog sportu: – Pokazała, że sportowiec to przede wszystkim człowiek. Wytłumaczenie tego stanu rzeczy jest bardzo proste. Sytuacja związana z COVID-19 odbijała się na ludziach sportu tak samo, jak na każdym z nas. W przypadku sportowców mówimy o ludziach wytrwałych, walecznych. Ale ciągle są to osoby, które również zostały mocno doświadczone przez ostatnie miesiące. 

Co uważasz za najtrudniejsze wyzwanie do przezwyciężenia?

– Niepewność. Praktycznie ciągła zmiana tego, co zastawaliśmy z wprowadzaniem kolejnych ograniczeń, obostrzeń związanych z pandemią. Często mecze przekładane były nie ze względu na zdrowie danego sportowca. Wystarczył przypadek zakażenia w sztabie szkoleniowym, wśród ludzi związanych z obsługą, będących w kontakcie z teamem. 

Były też obozy, na których sportowiec zmuszony był do przymusowej kwarantanny. Dodatkowo w oczekiwaniu na jakąkolwiek informacje o pozytywnym bądź negatywnym wyniku testu na COVID-19. To właśnie niepewność o której wspominam. Odwoływane wydarzenia, zmiana rywala z dnia na dzień. Mogłabym tak długo wymieniać.

Przebywanie w izolacji dla każdego człowieka jest bardzo trudne. A kiedy dodatkowo okazywało się, że sportowiec ma pozytywny wynik testu, to pojawiały się w głowie pytania: Co dalej robić, jak będą wyglądać kolejne dni? 

Proszę mi wierzyć, to bardzo dotkliwe kwestie.

Jakie były twoje najczęstsze porady na niepewność?

– Należy zwracać uwagę na to, na co mamy wpływ. Czyli chociażby na fakt prawdopodobieństwa zachorowania. Sportowiec może jedynie wpłynąć na własne samopoczucie, nastawienie. Czy odpowiednie zabezpieczenie drugiego człowieka poprzez zachowanie dystansu bądź noszenie maseczki. 

Pamiętajmy, że każdemu z nas towarzyszą w życiu lęki. W przypadku pandemii takie myśli lękowe były i są częstsze, bardziej odczuwalne. 

Uważam, że sportowcy wypracowali przez okres pandemii sposób na rozmowę o swoich lękach. Jak odpowiadać na wątpliwości, które pojawiają się w głowie. „Okej, skoro nie z tą drużyną, to zagramy z inną. Jestem w dobrej formie, trenowaliśmy, mamy rozwiązania na różne sytuacje”. Trzeba przenosić uwagę na rzeczy, na które ma się wpływ.

Właśnie dzięki temu człowiek czuje się bezpiecznie. 

A jeśli ktoś uważa, że to głupie? Podejrzewam, że nie wszyscy wierzą w te metody. 

– To słuszna uwaga. Ja nie daję zawodnikowi odpowiedzi, co i jak ma myśleć. Sportowiec powinien wybrać takie odpowiedzi, w które sam uwierzy. Jeżeli to co ja powiedziałam, wywołuje w kimś złość czy niezadowolenie, frustrację, to nie będzie to w żadnym stopniu pomocne. To oczywiste. Trzeba eksperymentować. 

Należy wybrać ten rodzaj odpowiedzi na własne lęki, które go uspokajają. Będąc dodatkowo w zgodzie z przekonaniami na temat wielu aspektów sportowej codzienności. O zdrowiu, przygotowaniu sportowym, rywalizacji. To trudny proces, który wymaga spojrzenia sportowca na samego siebie. 

W co wierzy i co go uspokaja. To nie jest prosta rzecz.

Lepiej robić to w pojedynkę, czy szukać oparcia wśród innych?

– Można poprosić kogoś o pomoc. Chociażby zapytać, jak inni koledzy z drużyny radzą sobie z problemem. Dużo zależy tu jednak od środowiska sportowego, czy można sobie na to pozwolić, istnieje szansa na głębszą komunikację, rozmowę. 

Dużym plusem spotkań sportowca z psychologiem jest to, że jest to przestrzeń, którą ma już z góry zarezerwowaną. Zazwyczaj człowiek nie siada i nie pisze czegoś na kartce, bo nie ma na to czasu. A kiedy jest umówiony na spotkanie, wygląda to inaczej.

Wypisywanie plusów i minusów nie odeszło do lamusa? 

– Kartka plusów i minusów jest okej, ale nie jestem jej wielką zwolenniczką. Najczęściej ona nas utwierdza w tym, co już myślimy. Można znaleźć ciekawy zamiennik, który stosuję w rozmowie z zawodnikami. Zapisać argumenty „za” najgorszym scenariuszem, który sobie wymyślimy na daną sytuację. A obok te, które są „za” poradzeniem sobie z problemem, trudnością, pochwałą teorii, że wszystko będzie dobrze.

To ćwiczenie nie trwa godzinę, właściwie kilka minut. Argumentów na plus jest zazwyczaj albo więcej, albo są silniejsze. I właśnie na tych odpowiedziach sportowcy powinni się skupiać. 

W okresie pandemii liczba sportowców potrzebujących pomocy psychologa wzrosła?

– Społecznie i sportowo rzeczywiście jest większe zapotrzebowanie na współpracę z psychologami. To naturalna konsekwencja pandemii. Choć w przypadku psychologii sportu zauważam też większą świadomość środowiska. 

To nie wynika to z trudności samej pandemii. Ona uruchomiła wspomniane wcześniej lęki. One bywają jednak niezależne od kolejnych obostrzeń. Ale popychają sportowców do skorzystania z usług psychologów. 

Ważne jest też to, że sportowcy mają dużą umiejętność adaptacji. Nie rozpatrują tego w kategoriach, czy coś jest fair, czy niekoniecznie. Bardziej szukają rozwiązań. Dzięki czemu potrafimy zaoszczędzić sporo czasu podczas wspólnych spotkań.

Koronawirus w życiu sportowca, czym jest? Miałaś okazję tego doświadczyć…

– Przeszłam koronawirusa razem z rodziną. Rodzicami, którzy pomimo zaawansowanego wieku, przeszli chorobę lepiej niż ja. Chyba takie już są te starsze pokolenia, twardsze. Moi rodzice to jednak też sportowcy, więc może to miało jakieś przełożenie. Najważniejsze jednak, że samo przejście koronawirusa nie było dla nas tak trudne, jak można było się spodziewać. 

Jednak pół roku po przejściu choroby pojawiły się u mnie pewne niepokojące objawy neurologiczne. Miałam uczucie, że chodząc na treningi inni robili wszystko szybciej ode mnie. Brakowało mocy, wydawało się, że działam na zwolnionych obrotach.

Efekty uboczne?

– Dokładnie tak. Po czterech-pięciu miesiącach od zachorowania miałam naprawdę trudny fizycznie miesiąc dla mnie, jako sportowca. Paradoksalnie, patrząc na wyniki sportowe, jakie wtedy i teraz osiągam, to nie uległo zmianie na minus. Ale samopoczucie i wspomniane kwestie neurologiczne były dla mnie bardzo uciążliwe.

Ciągłe zmęczenie? 

– Bardziej odnosisz wrażenie, że nie idzie ci tak, jak mogłoby. Do czego jesteś przyzwyczajona podczas treningów. To coraz bardziej zaczyna martwić. Jest to kwestia, która również była mocno zauważalna kilka miesięcy temu, podczas uderzenia pandemii. Zawodnicy nie mogąc trenować tak często, jak przed atakiem COVID-19, bez regularnej gry, tracili przekonanie o własnym przygotowaniu, formie.

Jak to pokonałaś? 

– Tłumaczyłam sobie, że okej, to się zdarza. Bądź cierpliwa, masz prawo do takiego okresu. Początkowo nie do końca wiedziałam, że to efekt uboczny koronawirusa. Uświadomił mi to dopiero lekarz. Ale po miesiącu to minęło i funkcjonuję już normalnie.

Z perspektywy czasu, sport zaprzyjaźnił się z pandemią COVID-19? 

– Obie strony się oswoiły ze swoim funkcjonowaniem. Pandemiczny system działania przesiąkł przez sport. Jedyne czego bardzo brakowało, to publiczność. Ale i to się zmienia, przynajmniej na dzisiaj. To budujący sygnał.

Pytasz o przyjaźń. Mam wrażenie, że sportowcy z którymi współpracuję starają się skupiać nad tym, co jest tu i teraz. Nie za bardzo skupiając się na drugim dnie, tym, co było, nowymi realiami, itd. 

Pytałem o przyjaźń, zapytam o kibiców. Faktycznie są bezcenni dla sportowców?

– Są dodatkową formą wsparcia, której brak sprawił, że tkanka żywa sportu nie była pełna w okresie mocnych obostrzeń pandemicznych. Dawka emocji z trybun pozwala odciąć się od rzeczywistości na tyle, że przywraca wiarę w powrót „normalności”. Jakkolwiek to nie zabrzmi. 

Choć pamiętajmy, że podejście do kibica jest też indywidualną kwestią każdego ze sportowców. Niektórzy potrafią się „wyłączyć” przy okazji rywalizacji. Ale nie uwierzę, że nie cieszą się, bądź nie motywuje ich fakt, że walczą przed oczami innych.

Załóżmy sobie hipotetycznie, że sport ponownie przestaje funkcjonować, odwoływane są mecze, rozgrywki… Taki drugi cios pośle sport na deski? 

– To trudne pytanie, na które – mam nadzieję – nie poznamy odpowiedzi.

Sport zrobił to, w czym jest najlepszy, czyli znalazł rozwiązania. Może nie są one idealne, ale najlepsze na daną chwilę, obecny czas. Żeby można było funkcjonować. Im dłużej będziemy tkwić w takim stanie rzeczy, tym lepsze będą rozwiązania na przyszłość. O tym też należy pamiętać. 

Pozostając w bokserskiej nomenklaturze, im lepiej znasz swojego przeciwnika, tym dokładniej potrafisz się przygotować do rywalizacji z nim.

A czy pandemia nie stała się katalizatorem depresji? 

– To brutalna, ale prawda. Choć wolę zauważyć, że pozytywnym aspektem pandemii jest fakt, że o depresji zaczęto mówić o wiele częściej. Zaczęło nas to faktycznie dotykać, sportowców oczywiście, również. Depresja czy stany lękowe nie są już wymysłem wąskiej grupy osób, na którą nikt nie spogląda poważnie. 

Finansowanie służby zdrowia, terapeutów – te kwestie zaczęły być poruszane. Ale niestety zwiększyła się też liczba osób, które cierpią. Świat sportu nie jest tu wyjątkiem.

Zmiany, trudności w pracy… Jest wiele czynników, które COVID-19 wywołał. One mogą być katalizatorem pojawiających się trudności. Nie należy się tego wstydzić. Pamiętajmy jednak, że życie toczy się dalej i świat sportu pokazał, że potrafi wyjść obronną ręką nawet wtedy, kiedy wydawało się, że przestał mieć jakiekolwiek poważne znacznie. 

Zdjęcie: FIBA.basketball