wstecz

Ostatni taki PNA? Kluby z TOP 5 mówią dość

W niedzielę 9 stycznia startuje 33. Puchar Narodów Afryki. Na stadionach Kamerunu zobaczymy plejadę gwiazd: Sadio Mane i Kalidou Koulibaly wśród Senegalczyków, Mohamed Salah u Egipcjan czy Riyad Mahrez, lider broniącej tytułu Algierii. Możliwe, że będzie to ostatni taki turniej, ponieważ pracodawcy afrykańskich gwiazd nie chcą puszczać ich na ten turniej.

Rozgrywany w Kamerunie Puchar Narodów Afryki już za rogiem. Na turniej, którego stawką jest tytuł mistrza Czarnego Lądu, ostatecznie zwolnione zostały gwiazdy europejskiej piłki, choć nie od razu było to oczywiste. Tym razem największym problemem był protokół sanitarny, a w zasadzie jego brak.

Europejskie Stowarzyszenie Klubów (ECA) wyraziło wątpliwości, że organizatorzy mistrzostw Afryki będą w stanie spełnić szereg wymogów w związku z zaostrzeniem pandemii COVID-19. Stowarzyszenie podkreśliło, że w razie braku wypracowania zadowalającego ich konsensusu ECA stanie w obronie drużyn, które zablokują wyjazd swoim piłkarzom. Wówczas nawet oficjalne skargi złożone do FIFA mogłyby nie przynieść oczekiwanych skutków. 

Niepokój zwłaszcza wśród klubów z pięciu najlepszych lig w Europie wywoływała także inna kwestia. Chodziło o ryzyko przedłużonej absencji z powodu kwarantanny i ograniczeń w podróżowaniu, związanych z pojawieniem się nowego wariantu koronawirusa (omikron). Sama podróż z większości krajów Afryki do Wielkiej Brytanii, po tym jak ta wystąpiła z szeregów Unii Europejskiej, powoduje niemałe komplikacje. Wracając do Anglii, niekiedy trzeba przejść obowiązkową kwarantannę, nawet jeżeli ma się ujemny wynik testu na koronawirusa.

Kolejny pretekst

Organizatorzy Pucharu Narodów Afryki traktowali te pogróżki z przymrużeniem oka. W Kamerunie oświadczenie wysłane przez ECA do FIFA zostało przyjęte jako kolejny pretekst możnych piłkarskiego świata, by nie zwalniać swoich gwiazd na afrykański czempionat. Wiele klubów z TOP 5 otwarcie krytykuje ideę rozgrywania PNA co dwa lata i trudno odmówić im racji.

Jednym z najzagorzalszych wrogów tej imprezy jest szkoleniowiec Liverpoolu Jürgen Klopp. Niemiec już kilkukrotnie zajmował stanowisko w tej sprawie, pokusił się o to także pod koniec ubiegłego roku, na jednej z przedmeczowych konferencji prasowych.

„Słyszałem wielokrotnie, że do marca nie będzie żadnego zgrupowania reprezentacyjnego. Chciałbym jedynie powiedzieć, że w styczniu odbędzie się mały turniej w Afryce, wydaje mi się też, że będzie grała Azja i Ameryka Południowa. Znakomicie, już nie mogę się doczekać” – rzucił z charakterystyczną dla siebie ironią w głosie.

„The Reds” tracą na czas turnieju dwie największe gwiazdy, czyli wspomnianych na wstępie Salaha i Mane. Wyjeżdża także ważny piłkarz będący w rotacji, reprezentant Gwinei Naby Keïta. Puchar Narodów Afryki potrwa od 9 stycznia do 6 lutego, więc teoretycznie co najmniej dwaj z nich mogą wrócić dopiero wtedy, a jeśli będą musieli odbyć obowiązkową kwarantannę, to realnie będą do dyspozycji pod koniec lutego.

– Nawet jeśli wrócą pod koniec stycznia, choć wątpię, że Senegal i Egipt nie wyjdą z grupy, to nie będę mógł od razu rzucić ich w wir meczów Premier League. To byłoby szaleństwo. Częstotliwość grania na turniejach kontynentalnych jest spora, więc będą potrzebowali odpoczynku. Już teraz musimy nastawić się na to, że nie wrócą do gry w lidze prędzej niż w połowie lutego – podkreślił niemiecki szkoleniowiec Liverpoolu. Trudno odmówić mu racji, gdyż Senegal trafił do grupy B z Zimbabwe, Gwineą i Malawi, a Egipt do grupy D z Nigerią, Sudanem i Gwineą Bissau. Do 1/8 finału awansują zwycięzcy grup, drużyny z drugiego miejsca oraz cztery najlepsze z trzecich miejsc.

Ktoś musi się ugiąć

Osądy Jürgena Kloppa są najbardziej słyszalne ze względu na jego pozycję w światowym futbolu, ale nie jest on odosobniony w swym twierdzeniu. Największym problemem jest wspomniana częstotliwość turnieju i fakt, że w przeciwieństwie np. do mistrzostw Europy PNA nie jest rozgrywany w przerwie międzysezonowej. Ligi takie jak Premier League, La Liga czy Ligue 1 normalnie grają w tym czasie, podobnie zresztą jak Serie A i Bundesliga, gdyż tam przerwa zimowa jest krótka.

Kluby wraz z ECA chcą wymóc na Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej (CAF), by ta wzorem mistrzostw Europy zaczęła organizować PNA co cztery lata, lub – tu nowinka – by europejskie kluby miały obowiązek zwalniania piłkarzy, ale na co drugi PNA, czyli właśnie raz na cztery lata. W turniejach rozgrywanych pomiędzy tymi okresami miałyby brać udział reprezentacje oparte na piłkarzach grających na co dzień w klubach afrykańskich.

To wywołało oburzenie w CAF, choć nawet nie jest do końca jasne, kto wyszedł z takim pomysłem. Zostało to potraktowane jak policzek, a przez bardziej radykalne media na Czarnym Lądzie jako „przejaw finansowego i sportowego rasizmu, a także pogardy bogatego świata Europy wobec afrykańskiej tradycji”. Ktokolwiek zaproponował to rozwiązanie w CAF, bardziej zaszkodził, aniżeli pomógł załagodzić spór.

FIFA długo trzymała ten temat na dystans. Przyglądała się sporowi w sposób bierny, ale będąc przypierana do muru przez kluby z europejskiego TOP 5, zaczyna się uginać. Brytyjskie media twierdzą, że prezydent Gianni Infantino będzie chciał w najbliższym czasie rozpocząć negocjacje z CAF w kwestii zmiany porządku organizacji PNA. Należy więc liczyć się z tym, ze najbliższy turniej będzie ostatnim w takim kształcie, w jakim go znamy.

Fot. Wikimedia Commons

autor-janas