wstecz

Pekin 2022: Polska szansa wisi na włosku

Złe wieści napłynęły z Niemiec, gdzie trenowała polska kadra kobiet w short-tracku przed igrzyskami w Pekinie. Groźny w skutkach upadek zaliczyła Gabriela Topolska, członkini naszej sztafety, która mogła (i teoretycznie wciąż może) namieszać na olimpiadzie.

Reprezentanci Polski w short-tracku robią regularne postępy i stają się coraz mocniejszą ekipą na arenie europejskiej. Od dłuższego czasu wiadomo było, że uda nam się wystać liczną jak na polskie warunki kadrę na igrzyska olimpijskie w Pekinie. Będą to cztery kobiety i dwóch mężczyzn.

Wśród kobiet najmocniej w kwestii walki o medale – choć trudno wymieniać Biało-Czerwone w gronie faworytek – miała liczyć się nasza sztafeta, której mocnym punktem jest Gabriela Topolska. Wprawdzie nasze panie kwalifikację olimpijską zapewniły sobie rzutem na taśmę, ale zrobiły to w bardzo dobrym stylu. Na dodatek występ wielu groźnych konkurentek stoi pod znakiem zapytania, ze względu na szalejącą pandemię.

Niestety grono potencjalnych nieobecnych poszerzyła Topolska, która podczas zawodów przygotowawczych w Dreźnie miała groźny upadek. Wylądowała w szpitalu, ale jeszcze zanim tam trafiła, było jasne, że nie jest dobrze. O sprawie poinformował dyrektor sportowy Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego – Konrad Niedźwiedzki.

„Gabriela Topolska – podstawowa zawodniczka sztafety kobiet w short tracku – przebywa w szpitalu w Dreźnie po upadku, który wydarzył się podczas zawodów testowych. Diagnoza na dziś – złamane dwa żebra. Najprawdopodobniej najbliższe cztery dni spędzi w szpitalu!”

 

Niestety informacje podane przez Niedźwiedzkiego znalazły potwierdzenie w dokładnych wynikach badań. W zasadzie było jeszcze gorzej… Topolska ma dwa złamane żebra, dwa lub trzy pęknięte oraz małą odmę płucną. Jej wyjazd do Pekinu stanął pod ogromnym znakiem zapytania, ale nie wszystko jeszcze stracone.
– Zgrupowanie w Dreźnie potrwa do 22 stycznia, potem zawodnicy będą mieli chwilę dla siebie. Trzy dni później wrócą do Warszawy, gdzie odbiorą olimpijskie stroje, a następnego dnia wylecą do Chin – przekazał Niedźwiedzki.

Łyżwiarze szybcy do Pekinu polecą 26 stycznia. Mało realne, by Topolska znalazła się wtedy na pokładzie samolotu, ale jeśli kolejne badania wykażą wyraźną poprawę stanu jej zdrowia, to istnieje możliwość, że dołączy do koleżanek i kolegów z kadry później. Cała „trudność” polega na tym, że nie będzie to już lot bezpośredni, tylko z przesiadkami. Właśnie tak do stolicy Chin lecieć będą m.in. nasi skoczkowie narciarscy.

– Konkretne informacje powinny się pojawić do końca tygodnia. Trwa proces relokacji i jest szansa na dodatkowe miejsca dla naszych reprezentantów, jeśli swoich kwalifikacji nie wykorzystają komitety olimpijskie innych krajów. Proces ten zakończy się 24 stycznia, wtedy jest ostateczny termin zgłoszeń. Później można już tylko wprowadzać korekty w związku z kontuzjami czy infekcją COVID-19 – podsumował Niedźwiedzki.

Polski Związek Łyżwiarstwa szybkiego bardzo liczy na powrót Topolskiej, bo z nią w składzie realnie można myśleć o zrobieniu czegoś wielkiego na tej olimpiadzie, bo rywalki się wykruszają. W najgorszym wypadku nasza młoda sztafeta w najsilniejszym składzie – czyli z Gabrielą Topolską – nabierze doświadczenia, które może zaprocentować za cztery lata. Pytanie brzmi czy zawodniczka z Białegostoku zdąży odzyskać zdrowie i jak będzie z jej formą. W PZŁS nie tracą nadziei na happy end.

FOT. twitter.com/pzls_pl

autor-janas
Translate »