wstecz

Piłka po węgiersku – Teqball w drodze na igrzyska?

Jedno z wielu osiedli w węgierskim Újpeście, lata 80. Między blokami grupa chłopców właśnie kończy rozgrywać kluczowy mecz, ani myśląc o powrocie do domu przed zmrokiem. Kiedy siły opadają, zamieniają trawiaste boisko na betonowe stoły ping-pongowe i gra trwa dalej. Nie wiedzą jeszcze, że właśnie stawiają podwaliny pod dyscyplinę, która trzy dekady później, z pomocą Ronaldinho, szturmem wejdzie na piłkarskie salony. 

Jednym z tych chłopców był Gábor Borsányi, były już półprofesjonalny piłkarz. Kiedy lata później poznał swojego sąsiada, Viktora Huszára, obaj nie mogli przestać rozmawiać o piłce. Jako duet stanowili idealne połączenie – Borsányiego niosła piłkarska fantazja, a Huszár, informatyk i inwestor, nauczył go myśleć kategoriami biznesu i technologii. Dyskusja po dyskusji, pomysł po pomyśle (prawdopodobnie też trunek po trunku), aż wreszcie w ich głowach zaiskrzyło. 

Teqball, czyli „piłka techniczna” („teq” od „technique”), to właśnie koncept bazujący na połączeniu tenisa stołowego i piłki nożnej. Innowacją w tym przypadku jest kształt stołu – Borsányi już w dzieciństwie wymyślił, że obie strony powinny być zaokrąglone, żeby piłka nie stawała w miejscu. Lata pracy Huszára nad prototypami takiego rozwiązania dały (prawie) ostateczny efekt w 2014 roku (stół musiał być jeszcze delikatnie obniżony, bo obaj wynalazcy mają powyżej 190 cm wzrostu – znacznie więcej od „przeciętnego” człowieka). 

Jakie są zasady?

Stół do teqballa do złudzenia przypomina ten wykorzystywany przez tenisistów stołowych (i według Borsányiego i Huszára – może też być do niego wykorzystywany). Jest jednak nieco większy – 26 cm dłuższy i niecałe 15 cm szerszy. Zasady również są pokrewne:

  • Teqball może być rozgrywany klasycznymi piłkami do piłki nożnej, przy czym oficjalnym i zalecanym rozmiarem jest rozmiar 5.
  • W teqball może grać dwóch graczy (gra pojedyncza) lub czterech graczy (gra podwójna).
  • Mecz teqballu jest rozgrywany w formule best-of-three.
  • Każdy set jest rozgrywany do momentu, gdy zawodnik/drużyna zdobędzie 12 punktów.
  • Każdy zawodnik/drużyna ma dwie próby, aby wykonać udany serwis.
  • Zawodnicy/drużyny zmieniają serwis po każdych czterech punktach.
  • Zabrania się dotykania piłki tą samą częścią ciała dwa razy z rzędu.
  • Zabronione jest oddawanie piłki tą samą częścią ciała dwa razy z rzędu.
  • Każdy zawodnik/drużyna może zwrócić piłkę maksymalnie 3 dotknięciami dowolną częścią ciała, z wyjątkiem dłoni i ramion.
  • W grze podwójnej drużyna może wykonać maksymalnie 3 dotknięcia, jednak zawodnicy muszą podać piłkę przynajmniej raz do siebie.
  • Podczas gry ani stół, ani przeciwnik nie mogą być dotykane.
  • W przypadku wystąpienia edgeballa (piłka dotyka siatki), rundę należy powtórzyć.

Największa trudność polega na kontrolowaniu części ciała wykorzystywanych do zagrywania piłki, wymuszając na zawodnikach wykorzystywanie wielu różnych partii. Zabronione jest bowiem dotknięcie piłki dwukrotnie tą samą częścią – zarówno w czasie pojedynczego zagrania, jak i między dwoma. 

Ronaldinho nie może się powstrzymać

Świat po raz pierwszy zobaczył piłkę odbijaną od zaokrąglonego stołu w 2016 roku, w budapeszteńskim Expo Square. Wówczas słowo się rozeszło dzięki Ronaldinho, pierwszemu z wielu ambasadorów dyscypliny (dla Borsányiego i Huszára wybór był oczywisty – wybrali kogoś, kto „uprawiał ten sport jeszcze zanim go wynaleziono”). Dziś teqball, który w social mediach uzbierał bazę kilka milionów fanów, uchodzi za najszybciej rozwijający się sport świata. 

Olbrzymi wpływ ma na to bardzo silna kampania marketingowa, bazująca m.in. na piłkarskich influencerach. W ślad za Ronaldinho podążyły inne wielkie nazwiska – Luis Figo, Steven Gerrard, Wayne Rooney, Neymar Jr., czy nawet ś.p. Diego Maradona. Ojcowie dyscypliny przekonują, że jedną z jej głównych idei jest egalitarność – w teqballa może grać każdy z każdym – np. Neymar przegrał z „Królową Plaży”, byłą tenisistką, Natalią Guilter. 

 

Stoły do teqballa zagościły też na stałe w ośrodkach treningowych największych klubów i reprezentacji, stając się integralną częścią treningu, m.in. Brazylijczyków. Sam Ronaldinho przyznaje, że jest od teqballa prawie uzależniony i czasem grywa nawet 6 godzin dziennie!

 

Huszár i Borsányi zdecydowali się na jeszcze jedno kluczowe posunięcie biznesowe – projekt zakrzywionego stołu został opatentowany, więc jedynie oni sami (oraz posiadacze przyznanej przez nich licencji) mogą go produkować i dystrybuować. Sama nazwa dyscypliny jest znakiem towarowym, co pozostawia w ich rękach pełną kontrolę nad wydarzeniami i rozgrywkami teqballowymi. 

Czy Polska jest Teq?

Mimo że z Węgier do Polski niedaleko, to do naszego kraju teqball dotarł drogą przez zachód, już jako spopularyzowana dyscyplina. Reprezentuje go PZTEQ, jeden z ponad 100 oficjalnych związków teqballa na świecie. A na czele zarządu? Michał Listkiewicz. Jednym z działań organizacji jest promocja dyscypliny wśród klubów i piłkarzy najwyższej klasy rozgrywkowej – ze stołu do teqballa korzystają m.in. piłkarze Śląska Wrocław, którzy wykorzystują go jako stały element treningowej rozgrywki. 

Na początku grudnia bieżącego roku w Gliwicach rozegrano teqballowe mistrzostwa świata, najbardziej prestiżowy z turniejów w ramach dyscypliny. W Gliwice Arena zameldowali się m.in. Lukas Podolski i Robert Pires, ambasadorzy teqballa. Trzy złote medale powędrowały do Węgrów, a Polacy zdobyli po jednym srebrnym i brązowym. 

 

Głównym celem Borsányiego i Huszára, zarówno sportowym, jak i biznesowym, jest „awans” teqballa na igrzyska olimpijskie w Los Angeles. – Najpierw trzeba spopularyzować dyscyplinę w Wielkiej Brytanii i Niemczech, gdzie ludzie szaleją na punkcie futbolu – mówi Pires. Sami Węgrzy przekonują, że teqball nie jest i nie będzie konkurencją dla klasycznej piłki kopanej, a jedynie jej uzupełnieniem, rozwinięciem strony czysto technicznej. – Następnym krokiem są już igrzyska. To długa droga, ale wierzę, że to możliwe – dodaje Francuz, który sam zagrał w meczu pokazowym. 

Naprzeciw niego stanął duet gospodarzy – Adrian Duszak z Bartłomiejem Frańczukiem. Zwłaszcza pierwszy z nich jest nazwiskiem znanym w teqballowych kuluarach – niegdyś lider światowego rankingu, dziś tuż za podium. A jeśli jego dyscyplina doczeka się olimpisjkiego debiutu – nie mielibyśmy nic przeciwko przyszłemu medalowi!

Fot. Wiki Commons, CC 4.0.

autor rafał hydzik