wstecz
Piłkarze-żołnierze strzegą granicy z Białorusią

Trwa kryzys na granicy polsko-białoruskiej. Wojsko polskie angażuje coraz większe siły do obrony granic naszego państwa przed próbującymi przedostać się siłą imigrantami z Bliskiego Wschodu, ale też Afryki i innych zakątków świata. Ostatnio do służenia w tym miejscu zostali wezwani m.in. piłkarze Czarnych Żagań, Lecha Sulechów czy Piasta Czerwieńsk.

O tym, co dzieje się na granicy Polski i Białorusi wiedzą wszyscy, którzy przynajmniej raz dziennie przeglądają internet, słuchają radia albo oglądają programy informacyjne w telewizji. Kryzys imigracyjny w tamtym miejscu ciągle przybiera na sile, a Polska broni nie tylko swojej granicy, ale także granic Unii Europejskiej. Jeśli ktoś jakimś cudem nie wie, o czym mowa, albo nie zgłębiał tematu, to odsyłamy do poniższego materiału:

Abstrahując od działań podejmowanych przez polski rząd, białoruskie służby i tego, kto ma w tym sporze rację, zwracamy uwagę na fakt, że mobilizacja polskich wojsk jest na tyle mocna, że w niektórych regionach sparaliżowała… rozgrywki piłkarskie.

Mowa tu przede wszystkim o klubach, w których grają zawodowi żołnierze. Takich nie brakuje np. w województwie lubuskim. Czwartoligowi Czarni Żagań w dużej mierze składają się z żołnierzy Wojska Polskiego. W pewnym momencie dostali rozkaz stawienia się na granicy z Białorusią. Nie mieli wątpliwości, znają swoje obowiązki. Spakowali się i wyjechali służyć krajowi tam, gdzie są w tym momencie najbardziej potrzebni.

Czarnym Żagań w ten sposób rozbito kręgosłup drużyny w końcówce rundy jesiennej. Do rozgrywek musieli zgłosić juniorów młodszych, by nie przegrywać spotkań walkowerem z powodu niezebrania składu. W pewnym momencie nie byli w stanie dłużej improwizować i poinformowali drużynę Spójnia Ośno Lubuskie, że oddają mecz 16. kolejki walkowerem, gdyż nie są w stanie zebrać odpowiedniej ilości piłkarzy.

– Wszyscy wiemy, jaka jest sytuacja polityczna na wschodniej granicy Polski. Większość naszych zawodników z pierwszego składu udało się pełnić obowiązki służbowe i stąd nasze problemy – czytamy na Facebooku Czarnych Żagań.

Nie ma przepisów umożliwiających przekładania meczów?

Czarni chcieli w związku z tym przełożyć kilka najbliższych spotkań, ale do ich prośby nie przychylił się Lubuski Związek Piłki Nożnej. Kierownik biura LZPN w Zielonej Górze powiedział, że nie ma podstaw regulaminowych, by przychylić się do prośby Czarnych. Przypomniał sytuację sprzed roku i problemy, z jakimi musiało się borykać całe środowisko, kiedy pojedyncze mecze rundy jesiennej i całe kolejki wiosennej były torpedowane przez pandemię koronawirusa. Dodał też, że przynajmniej 50% sezonu musi zostać rozegrane, aby móc go zaliczyć i uwzględnić, a obecna sytuacja pandemiczna może wskazywać na to, że rozgrywki znów będą przerywane.

Nie tylko Czarni mają taki problem ze swoim związkiem wojewódzkim. Dotyka on także A-klasowego Lecha Sulechów, który z powodu kryzysu na granicy musiał oddać aż 15 piłkarzy-żołnierzy.

 – Sytuacja jest bardzo ciężka. Ostatnio nawet ja byłem na ławce rezerwowych, jako trzynasty zawodnik w składzie. W naszym przypadku do końca rundy jesiennej pozostała jedna kolejka, więc jakoś damy radę, ale martwię się o tych chłopaków. Jak czasem do nich dzwonię, to słyszę, że stoją tam po 20 godzin. Pojechali tam razem z żołnierzami z Czerwieńska. Mieli się zmieniać co dwa tygodnie, ale sytuacja jest rozwojowa i nie wiadomo, jak to będzie wyglądało – powiedział „Gazecie Lubuskiej” Dariusz Kurzawa, trener Lecha Sulechów.

A jeśli już o Czerwieńsku mowa, to ucierpiał także tamtejszy Piast, jedna ze słabszych drużyn Lubuskiej IV ligi. W klubie jest sześciu żołnierzy, z czego trzech pojechało służyć na granicy z Białorusią, a dwóch innych jest kontuzjowanych.

W Lubuskim się nie da, a na Dolnym Śląsku się da

Oburzenie wyżej wymienionych klubów – oczywiście na wojewódzki związek, a nie na obowiązki służbowe swoich zawodników – być może byłoby mniejsze, gdyby nie sytuacja w sąsiednim związku. W leżącym niespełna 20 km od Żagania Świętoszowie jest grający w klasie okręgowej Twardy. Stamtąd wyjechało 15 piłkarzy-żołnierzy, klub zgłosił to do Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej i szybko dostał zgodę na przełożenie spotkań. Zapytany przez nas o tę sytuację prezes DZPN Andrzej Padewski zajął jasne stanowisko w tej sprawie.

– Naszą rolą jako związku wojewódzkiego jest pomoc klubom w takich sytuacjach. Przecież to my jesteśmy dla nich, a nie oni dla nas. Dziwię się kolegom z lubuskiego ZPN-u. To nieprawda, że nie ma możliwości regulaminowych, by przełożyć kilka meczów. Po to są komisje rozgrywek, żeby w takich przypadkach szukać rozwiązań. Znam absurdalne przypadki z całej Polski, jak to jakieś wesela czy inne imprezy okolicznościowe były powodem przekładania spotkań, a tu przecież nie mówimy o wypadzie na dyskotekę, tylko zawodowych żołnierzach, którzy dostali rozkaz i bez chwili zawahania pojechali narażać swoje życie i zdrowie dla tego kraju! I ja mam im utrudniać życie, grę w piłkę nożną? Absurd – nie gryzł się w język Padewski.

Mecze u siebie, lecz na wyjeździe

Nie sposób policzyć, ilu żołnierzy grających na co dzień w piłkę na różnych poziomach rozgrywkowych w naszym kraju jest obecnie na granicy. Sytuacja jest rozwojowa i ci, którzy w momencie powstawania tego tekstu byli jeszcze w swoich klubach mogą być już w drodze na wschód.

Problem mają także kluby leżące w obszarze objętym stanem wyjątkowym. Mowa tutaj o zespołach na wschodnich granicach województwa podlaskiego oraz części województwa lubelskiego. Tam w tym momencie w ogóle nie można rozgrywać imprez sportowych, nawet jeśli są to tylko mecze w B klasie. W związku z tym kluby grają swoje „domowe” mecze na boiskach swoich rywali, usytuowanych poza obszarem stanu wyjątkowego.

W tym tygodniu pojawiła się jeszcze jedna komplikacja. Otóż najnowsza nowelizacja ustawy o ochronie granicy państwowej mówi o poszerzeniu obszaru stanu wyjątkowego. Teraz obejmuje on nie tylko wskazaną wcześniej część gmin, ale teren całych gmin przyległych do granicy z Białorusią. Mało tego:

– Jeżeli określona w ten sposób szerokość strefy nadgranicznej nie osiąga 15 km, włącza się do strefy nadgranicznej również obszar gmin bezpośrednio sąsiadujących z gminami przyległymi do granicy państwowej – czytamy w najnowszej nowelizacji.

W wielu regionach spowoduje to paraliż rozgrywek w niższych ligach. To wyzwanie dla tamtejszych związków i tylko od nich zależy, czy pójdą drogą Lubuskiego ZPN-u, czy Dolnośląskiego ZPN-u.

Fot. Screenshot YouTube, kanał Globalista TV