wstecz
wks legia

Polskie kluby lubią wbić szpileczkę


W miniony weekend Legia Warszawa poniosła 11. ligową porażkę w tym sezonie PKO Ekstraklasy. Sieć szybko obiegło nagranie zamieszczone przez ostatnich pogromców mistrzów Polski – Cracovię. To nie pierwsza tego typu szpileczka, jaką widzimy w ostatnich miesiącach w mediach społecznościowych klubów naszej ligi. Najczęściej są one skierowane w stronę Legii.

Staczanie się Legii, która poza Warszawą tolerowana jest głównie w Sosnowcu i nielicznych mniejszych ośrodkach w naszym kraju, dla niemal wszystkich w lidze jest powodem do drwin, podszczypywania, czy lekkiego wbijania sobie szpileczek. Kluby lubią wykorzystywać niechęć swoich kibiców do danego przeciwnika, bo nie od dziś wiadomo, że nic tak nie jednoczy, jak wspólny wróg.

Cracovia w prześmiewczy sposób „skomentowała” na swoim profilu na Twitterze ostatnie zwycięstwo:

 

Nagranie szybko obiegło sieć i zdobyło dużą popularność. Nie mniejszą, niż wpis Lukasa Podolskiego, którego Górnik Zabrze tydzień wcześniej ograł wciąż aktualnego mistrza Polski przed własną publicznością. Mistrza świata z reprezentacją Niemiec z 2014 roku leciutko usprawiedliwia jednak fakt, że najpierw kibice Legii wywiesili taki transparent:

Z samego wyżej przytoczonego wpisu dowiadujemy się, że zdaniem fanów z Żylety Zabrze to miejsce, w którym nie ma dosłownie nic, poza pracującymi tam górnikami bez zębów i klubem o tej samej nazwie. Jako że gospodarze wygrali, a jedną z bramek strzelił sam Podolski, to postanowił odpowiedź. I trzeba przyznać, że nie gryzł się w język.

 
 

Gra się do gwizdka!

Jeszcze większa awantura miała miejsce po spotkaniu 7. kolejki PKO Ekstraklasy, zakończonym porażką Legii ze Śląskiem we Wrocławiu 0:1. Gospodarze jedynego gola w tym spotkaniu strzelili pod koniec drugiej połowy i to w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach.
Wszystko przez błąd popełniony przez sędziego liniowego Marcina Bońka. Błędnie uniósł chorągiewkę w górę, sygnalizując pozycję spaloną Víctora Garcíi, bo wydawało mu się, że piłkę zagrywał w jego kierunku Mateusz Praszelik. W ułamku sekundy poprawił się jednak, bo dopatrzył się, że futbolówkę w stronę Hiszpana zagrał nie jego kolega z drużyny, a zawodnik gości Ernest Muci, który nieumiejętnie starał się ją przejąć.

Chorągiewka szybko poszła w dół (była w górze przez niecałą sekundę), ale zasugerowani jej uniesieniem legioniści stanęli jak wryci. Gwizdka jednak nie było, dlatego García ruszył w stronę bramki i strzelił pomiędzy nogami wychodzącego Artura Boruca.

Wściekli legioniści ruszyli w stronę arbitra oraz jego asystenta, ale nie mieli racji. Sędzia Bartosz Frankowski postąpił słusznie, ponieważ nie użył gwizdka, więc gol został zdobyty prawidłowo. Oburzeniu ekipy ze stolicy nie było końca.

– Gram w piłkę od 20 lat i nigdy w życiu nie widziałem takiej sytuacji, tym bardziej teraz, z VAR-em. Oglądam wiele meczów i wiem, że asystenci podnoszą chorągiewkę tylko wtedy, gdy są w stu procentach przekonani o spalonym. Wiedzą, że zawsze mają VAR, który może ich poprawić. Dlatego nie ma sensu się wyrywać. Oglądałem tę sytuację na płycie chyba sto razy i we trzech byliśmy w linii. Liniowy podniósł chorągiewkę, a gdy rywal dotknął piłki, opuścił ją i zaczął dalej biec – grzmiał po zakończeniu spotkania Andre Martins kompletnie przy tym zapominając, że gra się do gwizdka sędziego głównego. Właśnie to postanowił przypomnieć mu Śląsk w specjalnym materiale zamieszczonym w mediach społecznościowych.

 

Śląsk w ogóle ma słabość do tego typu podszczypywania Legii Warszawa. Widać to było także podczas transferu Przemysława Płachety z Podbeskidzia Bielsko-Biała, o którego zabiegało wówczas pół ligi, z Legią na czele.

„We are back”

Legia także pozwalała sobie na podobne akcje. Np. w tej edycji Ligi Europy „Wojskowi” trafili do grupy z SSC Napoli, Leicester City i Spartakiem Moskwa, z którym ostatni raz rywalizowała w 2011 roku. Wówczas były to eliminacje do Ligi Europy i choć faworytem do awansu byli Rosjanie, to po remisie 2:2 w Warszawie polski zespół wygrał w Moskwie 3:2, choć po 27 min przegrywał już 0:2. Decydującego gola strzelił w ostatniej akcji meczu Janusz Gol.

Tamten mecz na długie lata zapadł w pamięci piłkarzom, działaczom i przede wszystkim kibicom Spartaka. Na kilka dni przed przylotem do stolicy Rosji Legia postanowiła im o tym przypomnieć w dość oryginalny sposób.

 

Mo

Można się uśmiechnąć, ale podziałało. Mistrzowie Polski znów wygrali na stadionie Spartaka – tym razem 1:0 – dzięki czemu, mimo koszmarnej sytuacji w lidze, do czwartku mieli szansę na nawet na wygranie grupy C, lub zajęcie w niej drugiego miejsca. Skoczyło się jednak jak zwykle… Legia przegrała 0:1, marnując w ostatniej minucie doliczonego czasu gry karnego. Spartak nie pozostał mistrzom Polski dłużny, publikując taki post:

 

Wprawdzie karny zepsuty przez Tomáša Pekharta (bramkarz wyczuł jego intencje, a uderzenie było na tule złe, że bez problemu sparował je do boku) nic by już Legii nie zmienił. Do awansu potrzebowała zwycięstwa, nie remisu, ale mocno pokrzyżowałby plany Rosjanom, a tak to oni cieszą się ze zwycięstwa w grupie C, co także uczcili ciekawym wpisem, a nawet kilkoma. Polecamy prześledzić całą ostatnią aktywność oficjalnego konta na Twitterze Czerwono-Białych.

 
 

Fot. Screen/youtube.com/channel/UCnThLwEw69ePdS3vLidbDGw