wstecz

Premier League nie dla niezaszczepionych

Piłkarska Anglia walczy z pandemią. A raczej – próbuje z nią walczyć. Publikowane liczby pokazują, że wyspiarze mają w tej walce niewiele argumentów. A ci, którzy mają już dosyć, zapowiadają kontrofensywę – trenerzy, na czele z Jurgenem Kloppem, skreślają z list transferowych niezaszczepionych piłkarzy. Na naszych oczach wydarza się kolejna rewolucja rynku transferowego.

Premier League podaje, że 77% piłkarzy przyjęło podwójną dawkę szczepienia przeciwko COVID-19. 77%, mimo że powyżej średniej krajowej, jest odsetkiem żałośnie niskim w porównaniu do pozostałych lig z europejskiego TOP5 – każda z nich podaje ponad 90%, przy czym Włosi i Francuzi przekroczyli już 95%.

Tymczasem, w strukturach EFL (drugi, trzeci i czwarty poziom rozgrywkowy w Anglii; drużyny, z którymi kluby Premier League rywalizują m.in. w pucharach) 25% (słownie: dwadzieścia pięć procent) piłkarzy nie tylko dotąd nie przyjęło nawet pierwszej dawki, ale też deklaruje brak inicjatywy zmiany tego stanu.

Anglia obecnie zmaga się nowo wykrytym wariantem Omicron, który zdziesiątkował siły klubów Premier League. Z dziesięciu zaplanowanych kolejek w środku tygodnia rozegrano zaledwie siedem, a do weekendu na placu boju pozostały już tylko cztery drużyny (w tym mocno osłabiona Chelsea, której odmówiono przełożenia meczu).

Klopp uderza w stół

Całej sytuacji serdecznie dosyć ma już Jurgen Klopp. Niemiec nawet w najmniejszym stopniu nie gryzie się w język i poświęca większą część swoich konferencji prasowych. I ma do tego mocną pozycję, bowiem Liverpool, tak jak Wolverhampton, może się pochwalić statystykami szczepień na poziomie 100%. Niecały rok temu Klopp pożegnał też swoją matkę, która zmarła z powodu COVID-19. Panujące wówczas obostrzenia uniemożliwiły mu uczestnictwo w jej pogrzebie.

 

– Niezaszczepiony piłkarz jest dla nas wszystkich zagrożeniem – mówił na konferencji, mieszając złość ze zrezygnowaniem. – Oczywiście nie w taki sposób, że stwarza je intencjonalnie. Ono jednak istnieje i musimy uwzględniać wszystkie scenariusze – dodał Niemiec, doskonale wiedząc, że rano zobaczy swoją twarz na pierwszych stronach gazet. A na dobrą sprawę – jedynie wtórował wcześniejszym, mniej dobitnym głosom Stevena Gerrarda i Patricka Vieiry, którzy zapowiedzieli, że certyfikat szczepienia będzie przez ich kluby uwzględniany przy dokonywaniu zakupów.

Na ten moment, przy obecnych obostrzeniach, posiadanie takiego piłkarza w kadrze jest dla klubu dużym ryzykiem i, co również należy powiedzieć, obciążeniem. Już na samym wstępie, zakontraktowanie takiego piłkarza oznacza 10 dni izolacji zanim będzie mógł trenować z zespołem. A później komplikacje się mnożą – powinien on mieć na stałe założoną maseczkę, przebierać się w odrębnej szatni, jeść w odrębnej jadalni, podróżować odrębnym pojazdem. W zasadzie potrzebuje on kompletnie nowej infrastruktury, by móc funkcjonować i nie narażać innych.

W Premier League takiej sytuacji jeszcze nie zaobserwowano, ale na podobne rozwiązanie profilaktycznie zdecydowano się w Szkocji. Tam piłkarze często na mecz dojeżdżają własnymi samochodami, albo wysyła się kilka autobusów, by zminimalizować kontakty.

– Ta sytuacja ciągnie się już od dwóch lat. To oczywiste, że pewne rzeczy trzeba już zacząć uwzględniać – żali się Vieira. Jego Crystal Palace najprawdopodobniej nie będzie dotyczyć kolejny problem związany ze szczepieniami, mianowicie komplikacje w podróżowaniu po Europie. Trudno sobie wyobrazić sytuację, w której klub po powrocie z wyjazdu w ramach europejskich pucharów jest osłabiony o niezaszczepionego zawodnika, który przechodzi kwarantannę. A takie są teraz realia.

Gareth Southgate z kolei spekuluje, że młodzi zawodnicy w takim układzie oberwą najmocniej. Na podstawie własnych obserwacji, zauważa kluczowy wpływ mediów społecznościowych na sceptycyzm w kontekście szczepień. Selekcjoner reprezentacji Anglii twierdzi, że młodzi są najbardziej podatni na „teorie spiskowe”, za co prawdopodobnie przypłacą zahamowaniem rozwoju swoich karier.

(Nowa) nowa rzeczywistość

Maluje się więc scenariusz w pewien sposób analogiczny do przeprowadzania przez kluby badań medycznych przed podpisaniem kontraktu. Analiza dokumentacji medycznej i precyzyjnych badań jest kluczowym punktem decyzyjnym podczas dokonywania ruchu transferowego – kluby oceniają, czy chcą podjąć ryzyko, czy spasować. Na stole leżą bowiem grube miliony.

W przypadku Liverpoolu widać pewną konsekwentność. The Reds w przeszłości wykryli nieprawidłowości podczas badań Nabila Fekira i Loica Remy’ego – obaj Francuzi krótko potem znaleźli zatrudnienie w innym klubie. Rekruterzy na Anfield skrupulatnie podchodzą do strategicznych decyzji i – jeśli wiążą się one ze zbyt dużym ryzykiem – potrafią się wycofać. Nie inaczej ma być ze szczepieniami.

 


– Nie mówię, byście słuchali mnie, tylko tych, co mają wiedzę – przekonuje Klopp. Od początku roku Premier League nie będzie już pobłażliwa, co miesiąc podając do wiadomości publicznej statystyki szczepień. Angielskie media już teraz piszą o frustracji panującej wśród w pełni zaszczepionych piłkarzy, którzy muszą pauzować ze względu na mniejszy rygor w innych klubach (m.in. Manchester United jest wymieniany wśród klubów, które ledwo przekraczają 50% zaszczepionych).

Trzeba też zauważyć, że w obecnej sytuacji nie ma żadnych gwarancji. Tottenham, klub który według mediów jest niemal w pełni zaszczepiony, był pierwszym klockiem angielskiego domino. Koguty w pewnym momencie miały 19 piłkarzy na kwarantannie, co kosztowało ich eliminację z Pucharu Konferencji.

Anglicy najprawdopodobniej, tym czy innym sposobem, dogonią pozostałe ligi i również będą się szczycić wysokimi odsetkami zaszczepionych. W DNA Premier League jest, by być na każdym polu najlepszą. Nie przyjdzie to jednak tanim kosztem. Jednego jednak możemy być pewni – wzmożenie działań w tym zakresie przez Anglików oznacza, że futbol na najwyższym poziomie ostatecznie zamyka się na niezaszczepionych. Idąc w ślad za Jurgenem Kloppem, zaufam tym, którzy mają wiedzę. Dlatego w tym miejscu stawiam kropkę.

autor rafał hydzik