wstecz
Klątwa europejskich pucharów wciąż żywa

Z jednej strony komplet zwycięstw i prowadzenie w grupie Ligi Europy, z drugiej natomiast dopiero piętnaste miejsce w tabeli Ekstraklasy. W czwartek Legia Warszawa ogrywa Leicester City, by w niedzielę nie poradzić sobie z Lechią Gdańsk. Mistrzowie Polski doskonale wpisują się w schemat, z którego od lat nie potrafi uciec żaden polski klub.

 

Trzy zwycięstwa i aż pięć porażek – tak prezentuje się bilans Legii Warszawa w tym sezonie PKO Ekstraklasy. Warto podkreślić, że w całym poprzednim sezonie “Wojskowi” zanotowali tylko cztery porażki. Zupełnie inaczej wygląda natomiast dyspozycja mistrzów Polski na arenie europejskiej. Dobra gra w eliminacjach, a teraz komplet punktów w grupie Ligi Europy. Zwycięstwa ze Spartakiem Moskwa i Leicester robią wrażenie. Pełne zaangażowanie w europejskie puchary odbija się jednak na krajowych rozgrywkach.

Niestety, od lat polskie drużyny, które wywalczą awans do rozgrywek europejskich, nie są w stanie podołać rywalizacji na krajowym podwórku. Nigdy nie zdarzyło się, aby rodzimy klub rywalizował swobodnie na dwóch frontach. Najbliżej zdobycia tytułu mistrza Polski przy jednocześnie dobrym występie w Europie byli w sezonie 2014/15 zawodnicy Legii. Wówczas warszawska drużyna dzięki pięciu zwycięstwom wygrała swoją grupę w Lidze Europy i awansowała do fazy pucharowej. W Ekstraklasie Legia również dominowała. Warszawiacy stracili jednak część punktów w czasie, gdy z polską ligą przeplatała się rywalizacja międzynarodowa, w związku z czym na koniec sezonu musieli uznać wyższość Lecha Poznań. Po takim sezonie to z pewnością musiało boleć.

Zazwyczaj taka dwutorowa rywalizacja wygląda jednak zdecydowanie gorzej. Kluby, które dobrze sobie radzą na krajowym podwórku i awansują do europejskich pucharów, następnie całkowicie angażują się w międzynarodową rywalizację. Skutkiem tego są porażki z krajowymi rywalami oraz finalnie odległe miejsca w tabeli na koniec sezonu. Główną przyczyną tego zjawiska jest szerokość składu danej drużyny, a właściwie jej brak. Rezerwowi nie są w stanie zastąpić wyjściowej jedenastki. Czołowi zawodnicy są natomiast zmęczeni intensywnym sezonem i pełnym zaangażowaniem podczas spotkań w europejskich pucharach. Granie meczów co trzy dni sprawia, że brakuje miejsca na odpoczynek, odpowiednią regenerację czy spokojny trening, a połowę wolnego czasu gracze spędzają w podróży. Rywale na krajowym podwórku natomiast dodatkowo mobilizują się, aby pokonać ekipę, która rywalizuje w Europie.

W sezonie 2003/04 Amica Wronki po zajęciu trzeciego miejsca w lidze wywalczyła awans do Pucharu UEFA, w którym następnie poniosła sromotną klęskę, przegrywając wysoko wszystkie spotkania. Udział w pucharach odbił się oczywiście na grze w kraju – klub z Wronek tracił punkty w czasie rywalizacji w Europie, a na koniec zajął szóstą pozycję w tabeli. W sezonie 2006/07 w Pucharze UEFA Wisła zdołała co prawda pokonać FC Basel, ale poza tym przegrała wszystkie mecze w grupie. W Ekstraklasie Wiślacy zakończyli rozgrywki dopiero na ósmym miejscu, co było wówczas najgorszym wynikiem od kilkunastu lat. Podobnie wyglądali piłkarze Lecha Poznań w sezonie 2015/16. O ile w Lidze Europy Poznaniacy zaprezentowali się poprawnie, zdobywając pięć punktów w sześciu meczach, tak w Ekstraklasie zajęli na koniec sezonu dopiero siódme miejsce. A rok wcześniej byli przecież wicemistrzami. 

Mimo upływu lat, polskie kluby przystępując do rywalizacji w Europie, wciąż nie mają wystarczająco szerokiej i jakościowej kadry, co jest niezbędne, by skutecznie rywalizować na dwóch frontach. A przecież właśnie na tym polega dogonienie piłkarskiej Europy. – Polskie drużyny muszą nauczyć się gry w sytuacji, w jakiej jesteśmy dziś my. Nie jest łatwo łączyć meczów w Europie z Ekstraklasą. Zmęczenie meczami, podróże, to wszystko ma znaczenie. Ale trzeba wychodzić i grać – odniósł się do sytuacji trener Legii Warszawa, Czesław Michniewicz.

Zdjęcie: Materiały prasowe Legii Warszawa