wstecz

Rasizm w angielskiej piłce – gdzie są czarnoskórzy sędziowie?

Dziewięć dekad po igrzyskach Jesse’ego Owensa, ponad pół wieku po śnie Martina Luthera Kinga, rzeczywistość wciąż pokazuje, że problem dyskryminacji jest aktualny jak nigdy. Do niechlubnego rasizmu w selekcji piłkarzy lat 70. i 80. oraz nigdy wprost nienazwanej, analogicznej bariery dla trenerów w następnych latach, angielski futbol dołożył sobie nowy skandal – tym razem na biurko FA trafił 53-stronicowy raport o dyskryminacji rasowej w strukturach sędziowskich. Spośród 40 arbitrów brytyjskiej elity, każdy jeden jest biały.

Joel Mannix czuł prawdziwą dumę, oglądając na boiskach Premier League czarnoskórego arbitra. Uriah Rennie, absolwent administracji w biznesie oraz prawa, swój ostatni mecz zagwizdał w 2009 roku. Wtedy wierzono, że Anglik położył fundamenty pod inkluzywną rewolucję w krajowych strukturach sędziowskich. Zamiast tego, Rennie stał się symbolem betonu, niewidzialnej ściany, której od 12 lat nie przełamał żaden reprezentant mniejszości etnicznych.

 

Jedną z osób, które uderzyły w nią głową, był właśnie Mannix. Zainspirowany Rennie’m, rozpoczął swoją karierę z gwizdkiem w ręku, celując wyłącznie w szczyt sędziowskiej piramidy. W Anglii ma ona 9 szczebli (8, jeśli ktoś robi pierwszy krok później, niż przed 16 rokiem życia) – zaczynając od końca, dopiero poziom 4 uprawnia do sędziowania na poziomie półamatorskim, a jedynie najwyższy szczebel pozwala gwizdać na boiskach Premier League i Football League.

Droga na szczyt jest wyboista i mało wynagradzająca. Każdy awans można otrzymać po minimum sezonie, a decydują o nim testy sprawnościowe, egzaminy pisemne i wyniki z regularnej obserwacji. Do poziomu 4 wynagrodzenie nie przekracza 30 funtów, a później, z wyłączeniem elity, maksymalnie 300 funtów za mecz. Do tego dorzućmy fakt doświadczania przemocy psychicznej (skarży się na nią 60 procent sędziów-amatorów) i grubą linią rysuje się pytanie – po co się w to w ogóle pchać?

Joel Mannix przejechał się na swoich ambicjach. Jeszcze zanim doszedł do poziomu 2b (szósty szczebel rozgrywkowy, odpowiednik polskiej okręgówki), wielokrotnie słyszał, że poziom 4 to jego sufit. I to niezależnie od jego umiejętności. To właśnie wtedy, po rozmowach z innymi czarnoskórymi arbitrami, powołał BAME (Black, Asian, mixed ethnicity) Referee Support Group – organizację wspierającą mniejszości w angielskich strukturach sędziowskich. Jako swój pierwszy cel postawili uzyskanie odpowiedzi na pytanie – dlaczego na najwyższym poziomie piramidy sędziowskiej nie ma ani jednego czarnoskórego arbitra?

 

Say ___ to racism?

Lata 70. i 80. w English Football League, z dzisiejszej perspektywy, to rasistowskie piekło. Banany lecące z trybun, dźwięki małpiego pohukiwania i ciąg dehumanizujących, dziś niedopuszczalnych, wypowiedzi piłkarskich autorytetów. A to wszystko w akompaniamencie gromkich braw z trybun – w tamtych czasach było jasne, którzy piłkarze są „lepsi”, a którzy „gorsi”.

Simon Kuper i Stefan Szymański, autorzy „Futbonomii”, poddali ten okres w angielskim futbolu badaniom statystycznym. Analizując liczbę czarnoskórych piłkarzy i wysokość ich wynagrodzeń, a także porównując te dane do pozycji ligowych ich zespołów, byli w stanie wykazać zależność wskazującą na dyskryminację. Badanie wykazało, że zespoły z większą liczbą czarnoskórych osiągały lepsze wyniki od tych, które przy podobnym poziomie wynagrodzeń zatrudniały ich mniej. Rasizm stał się wówczas finansowo nieopłacalny, więc odwrócenie trendu w latach 90. było nie tyle naturalne, co koniecznie.

Dziś notuje się, że 1 na 4 piłkarzy samej Premier League jest czarnoskóry. Dywagacje w tych kategoriach przeniosły się więc w inne miejsce – na ławkę trenerską. Patrick Vieira, obecnie trener Crystal Palace, jest 10 w historii ligi czarnoskórym szkoleniowcem (dopiero w 2008 roku półroczna kadencja Paula Ince’a w Blackburn stworzyła precedens). Zapraszając na swoje treningi m.in. Claude’a Makelele czy Sola Campbella, Francuz chce własnoręcznie zacząć zmieniać tendencje w środowisku.

 

Poczynić pierwszy krok

Mimo wszystko, podczas gdy liczby wśród piłkarzy zmierzają w stronę parytetu, a zatrudnienie przez kluby Premier League w ostatnich latach m.in. Vieiry, Nuno Espirito Santo czy Darrena Moore’a wskazują na pozytywny trend, w strukturach sędziowskich panuje warunkowana zatrważającymi liczbami głucha cisza.

Wspomniane wyżej zero reprezentantów mniejszości pośród 40 sędziów 1 poziomu trzeba postrzegać w kontekście całości piramidy – w Anglii jest 24 i pół tysiąca sędziów, z czego 8,2% to mniejszości etniczne (analiza tych danych, za pomocą których FA próbuje udowodnić zróżnicowanie etniczne, jest wątpliwe – częścią tych 8 procentów są rzekomo biali sędziowie z Polski czy Irlandii). W 7 najwyższych ligach w kraju jest 4 ciemnoskórych sędziów (2%), w tym Joel Mannix.

 

Reuben Simon, były sędzia walczący w tej sprawie mówi: „Na najniższych poziomach rozgrywkowych jest mnóstwo czarnoskórych arbitrów, ale nie przebijają się na najwyższe poziomy. Owszem, można pomyśleć, że każdy jeden z nich jest beznadziejny, ale to brzmi jak absurd. Blokują ich rasistowskie uprzedzenia”.

O poziomach 3 i 4 mówi się, że są „cmentarzyskiem czarnego człowieka” – to właśnie na tym szczeblu, wciąż półamatorskim, zatrzymuje się większa część czarnoskórych. Anegdotyczne przypadki, zebrane przez organizację Mannixa, jednoznacznie wskazują na istnienie rasizmu wśród obserwatorów (którzy na tym etapie mają kluczowy wpływ na potencjalny awans sędziego). „Wy potraficie szybko biegać i to by było na tyle” albo „żeby awansować, musisz ściąć te dredy” – m.in. takie cytaty udokumentowano w raporcie wysłanym do FA.

Frustrację wzmaga fakt, że 14-osobowa komisja sędziowska, do której trafiają wszelkie skargi dotyczące zdarzeń rasistowskich, składa się wyłącznie z białych mężczyzn. Przewodzi im były sędzia, David Elleray, który w 2014 został ukarany przez FA za rasistowskie komentarze w kierunku innego arbitra – wówczas powiedział mu, że „wygląda na opalonego”, albo „był w kopalni węgla”. Kurtyna.

FA obecnie znajduje się pod społecznym naporem, musząc zabrać w tej sprawie głos, a najlepiej poczynić ruch. Różni eksperci mówią, że to nie jest kwestia pojedynczych działań, a całych lat rewolucji w strukturach. W czasach, w których angielska federacja popiera akcję klękania przed meczami w imię walki z rasizmem, o tym problemie nie powinniśmy w ogóle słyszeć.

autor rafał hydzik