wstecz
szolowski

Szołowski – Trenować należy dużo, ale jakościowo.

Robert Wilkowiecki ukończył wyścig Ironman Cozumel w Meksyku z czasem 7:42:02 i jako pierwszy Polak złamał barierę ośmiu godzin na pełnym dystansie Ironman. O kulisach sukcesu polskiego triathlonisty rozmawiamy z jego trenerem – Filipem Szołowskim.

CZYTAJ TEŻ >> Triathlon: historyczny wyczyn Wilkowieckiego!

Gratulujemy sukcesu w Meksyku! Jak należy trenować, aby należeć do światowej czołówki?

Wielkie dzięki! Podstawą takich wyników są systematyczne treningi. Trenować należy dużo, ale również i jakościowo. W mojej ocenie równowaga pomiędzy częstotliwością treningów a ich jakością jest najważniejsza. Oczywiście, żeby osiągać takie wyniki jak Robert potrzeba również wielu lat pracy. W jego przypadku duże znaczenie miała podbudowa pływacka i dobre przygotowanie ogólnorozwojowe oraz siłowe. To składowa jego sukcesów – nasze ostatnie dwa lata to mądra, systematyczna praca.

Jeżeli chodzi jeszcze o Meksyk – czy jesteście w pełni zadowoleni z przebiegu wyścigu w Cozumel?

Niezmiernie cieszymy się z Robertem z wyniku, ale zdajemy sobie sprawę, że miało miejsce te kilka błędów, których brak mógłby się przełożyć na lepszy wynik i kwalifikację do mistrzostw świata. W Cozumel zdecydowanie mogło być lepiej – patrząc na chłodno, z lepszą taktyką można było spokojnie urwać nawet 10 minut. Kristiana Blummenfelta ciężko przegonić, ale w naszej ocenie drugie miejsce zdecydowanie było w zasięgu. Zbyt szybkie tempo na początku biegu poskutkowało słabszą końcówką, z uzupełnianiem składników odżywczych też mogłoby być lepiej, bo Robert dwa razy zgubił bidony – takie detale przekładają się niestety na wynik. To ogromny sukces, ale lekki niedosyt jest i wiemy, że Roberta stać na więcej.

W drodze do Meksyku wszystko szło po Waszej myśli?

Od indoorowego Ironmana pojawiły się pewne problemy – Robert nie mógł się przełamać na międzynarodowych zawodach. Już w Malborku w 2020 roku nie ukończył wyścigu, a Miłosz Sowiński odebrał mu wtedy rekord Polski. Robert miał próby startów w Ironmanie, ale zdarzały się problemy ze sprzętem – ciągle coś się działo i brakowało trochę szczęścia. W końcu jednak udało się to poskładać w niemal idealny wyścig.

Skąd pomysł na indoorowego Ironmana ?

To zaczęło się kiedy wybuchła pandemia. Wpadliśmy na pomysł, żeby zrobić pełnego Ironmana w domu, bo wtedy nie można było organizować zawodów. Projekt PL8H udało się zrealizować dzięki zaangażowaniu i wsparciu ekipy TheSport, w tym Piotra Barana z PCG, który udostępnił nam obiekty. Sam projekt miał także wymiar charytatywny, bo jednocześnie zbieraliśmy środki finansowe na pomoc dzieciakom. 

Jak uprawia się triathlon w domu i czym był projekt PL8H?

Chcieliśmy złamać barierę 8 godzin, ale korzystając z maszyn – trenażera, bieżni mechanicznej oraz basenu z przeciwprądem. Oczywiście taką próbę należy traktować z przymrużeniem oka – tutaj nie ma bezpośredniej rywalizacji czy wpływu warunków atmosferycznych, ale wszystko zostało wymierzone analogicznie do Ironmana. 8 godzin udało się złamać ze sporym zapasem, a do tego był to najlepszy wynik na świecie w takiej formie. Od tego się zaczęło – to był sygnał, że Polacy też mogą być szybcy na tak długich dystansach jak Ironman. Żeby powtórzyć ten wynik w trakcie zawodów, trzeba było czekać niemal 1,5 roku, choć myślę, że na czas poniżej 8 godzin byliśmy gotowi już wcześniej.

8 godzin w wykonaniu Polaka złamane. Jaki jest Wasz kolejny sportowy cel?

Złamanie granicy 8 godzin to pochodna ciężkiej pracy, ale to wydarzenie daje również do myślenia kibicom, zawodnikom czy trenerom. Obecnie naszym celem są mistrzostwa świata na Hawajach i oczywiście medal. Do kwalifikacji zabrakło jedynie 30 sekund, bo o tyle Robert przegrał z Paulem Schusterem, dlatego teraz musimy dalej startować, żeby osiągnąć tę kwalifikację. Jeśli się uda, to będziemy trzymać kciuki za Roberta na Hawajach. To jeden z najtrudniejszych startów, jeśli chodzi o warunki atmosferyczne. A poziom sportowy? Sami najlepsi. Wytyczyliśmy sobie jednak drogę do celu i dążymy do tego, aby ten cel zrealizować.