wstecz

Tenis: Podsumowanie roku

Rok 2021 przejdzie do historii polskiego tenisa. Jeszcze się nie zdarzyło, by zarówno kobieta jak i mężczyzna kończyli go w TOP 10 rankingów WTA i ATP. Iga Światek i Hubert Hurkacz to obecnie 9. rakiety świata w żeńskim i męskim tenisie.

W styczniu wszyscy żyliśmy jeszcze sukcesem Igi Świątek, która pod koniec 2020 roku wygrała przełożony o kilka miesięcy turniej Rolanda Garrosa. Stała się pierwszą osobą z polskim paszportem, która zwyciężyła w turnieju Wielkiego Szlema. Wcześniej nie udało się to żadnemu singliście ani singlistce. Z dużymi nadziejami leciała do Australii, gdzie po nienajlepszym turnieju w Melbourne (odpadła w III rundzie) osiągnęła IV rundę Australian Open. Odpadła z nie byle kim – wyeliminowała ją Rumunka Simona Halep. Z Antypodów nie wracała z pustymi rękoma, gdyż zaliczyła jeszcze turniej WTA 500 w Adelajdzie, gdzie była rozstawiona z numerem 5. Iga wygrała te zawody.

Następnie po serii słabszych występów wystartował sezon na mączce, czyli ulubionej nawierzchni pochodzącej z Raszyna zawodniczki. Świątek dała prawdziwy popis swoich umiejętności podczas bardzo prestiżowego turnieju ATP 1000 w Rzymie. Dotarła tam do finału i zdeklasowała w nim dużo bardziej doświadczoną Karolínę Plíškovą, nie przegrywając ani jednego GEMA (6:0, 6:0!).

 

Wówczas pierwszy raz w swojej karierze awansowała do czołowej 10 rankingu WTA. Najwyżej była na 4. miejscu. W chwili gdy kończyła 20 lat, rozpoczynał się Roland Garros. Forma była, co pokazał triumf w Rzymie i początkowo wszystko szło jak po maśle. Polka eliminowała kolejne rywalki bez straty seta, ale w ćwierćfinale po drugiej stronie kortu stanęła Maria Sakkari. Greczynka udowodniła, że da się przełamywać kapitalnie wówczas funkcjonujący serwis Świątek i to ona zameldowała się w półfinale.

 

Wisienką na torcie miał być turniej olimpijski w Tokio, ale tam najlepsza polska rakieta odpadła już w II rundzie. Trzeba jednak brać poprawkę na to, że specyficzne tokijskie korty mało komu ze światowej czołówki pasowały. Przekonał się o tym także Hubert Hurkacz, ale o tym za chwilę.

Najpierw trzeba docenić fakt, że Iga jako druga w historii Polka zakwalifikowała się do turnieju Masters. W tym roku rozgrywany był w meksykańskiej Guadalajarze. Tamtejsze korty położone są na dużej wysokości i gra na nich także odbiega od normy. Sukcesu w turnieju mistrzyń nie było, ale już sam udział w nim jest czymś wielkim dla zaledwie 20-letniej tenisistki, zwłaszcza że po nieudanych igrzyskach zagrała tylko w czterech turniejach. Mimo to rok kończy na 9. miejscu w rankingu. Duży wpływ miał na to fakt, że jako jedyna zawodniczka ze światowej czołówki osiągała co najmniej IV rundę na wszystkich tegorocznych turniejach wielkoszlemowych.

Pokonał idola w świątyni tenisa

Jeszcze lepszy rok ma za sobą Hubert Hurkacz. Absolutnie najlepszy polski tenisista od czasów Wojciecha Fibaka, choć 69-letnia dziś legenda tej dyscypliny w Polsce już przyznała, że młody wrocławianin go przebił, lub niebawem to zrobi. W styczniu był notowany w czwartej dziesiątce rankingu ATP, a zakończył go na 9. miejscu.

Hurkacz zaczął z wysokiego C, od zwycięstwa w turnieju rangi ATP 250 Delray Beach na Florydzie. Znacznie większy sukces odniósł w kwietniu w Miami, wygrywając bardzo mocno obsadzony turniej ATP 1000. To były kapitalne zawody w wykonaniu 24-letniego wrocławianina.

O przypadku i szczęściu nie mogło być mowy, bo drabinka wcale nie należała do najłatwiejszych. Polak w drodze do finału eliminował Milosa Raonicia, Denisa Shapovalova, Daniiła Miedwiediewa czy Stefanosa Tsitsipasa, a w walce o końcowy triumf ograł Włocha Jannika Sinnera.

 

Po największym sukcesie w dotychczasowej karierze zmagał się z problemami zdrowotnymi, które uniemożliwiały mu grę na 100% swoich możliwości. Sezon na mączce nie należał do zbyt udanych, co gorsza niepokojąco wyglądała także inauguracja zmagań na kortach trawiastych, ale wrocławianin i jego sztab wiedzieli, co robią. Po całkowitym dojściu do zdrowia Polak znów zachwycał świat tenisa na turnieju wielkiej rangi – tym razem na Wimbledonie.

Szedł jak burza, w czym pomagała mu doskonała forma serwisowa i skuteczność pierwszego podania. Do IV rundy dotarł bez straty seta, ale tam czekał na niego będący w gazie Daniił Miedwiediew. Eksperci przewidywali, że Polak w takiej formie będzie w stanie powalczyć z Rosjaninem i napsuć mu sporo krwi, ale nikt nie stawiał na to, że go wyeliminuje. Tymczasem po pięciosetowym boju to Hurkacz był górą i drugi raz na przestrzeni pół roku wyeliminował Rosjanina z ważnego turnieju.

 

Największą nagrodą dla Hurkacza był ćwierćfinał na korcie centralnym, nazywanym świątynią tenisa, ze swoim idolem z dzieciństwa Rogerem Federerem. 14-tysięczny wiwatujący tłum na trybunach, miliony widzów przed telewizorami. Wszyscy chcieli zobaczyć kolejny koncert w wykonaniu wielkiego Szwajcara, ale Polak skradł show i serca publiczności, co dobrze widać na poniższym nagraniu. Zwycięstwo w trzech setach 6:3, 7:6 (7-4), 6:0 nie pozostawiało złudzeń, kto tego dnia był lepszy.

 

– Od początku spotkania wierzyłem w siebie, czułem, że mogę grać lepiej od niego. Inną kwestią było opanowanie emocji i skupienie się na swojej dobrej grze. Do końca meczu musiałem walczyć o każdą piłkę, w trzecim secie miałem zdecydowaną przewagę, ale grałem przecież z Rogerem, więc o każdy kolejny punkt, który przybliżał mnie do zwycięstwa, musiałem mocno wywalczyć – mówił po tamtym triumfie. Sam Federer powiedział mu po wszystkim, że będzie trzymał za niego kciuki i był pod wrażeniem postępu, jaki poczynił wrocławianin.

W półfinale górą był Włoch Matteo Berrettini, ale dla naszego rodaka półfinał najważniejszego wielkoszlemowego turnieju w całym kalendarzu ATP i tak jest fenomenalnym osiągnięciem. Niestety nie przełożyło się to na turniej olimpijski, gdzie tak jak Iga Świątek odpadł już w II rundzie. Doświadczenie, jakie tam zdobyli, powinno zaprocentować za trzy lata w Paryżu.

Francja to miejsce, które już teraz oboje uwielbiają. Iga pokazała to na Roland Garros, a Hurkacz wygrywając halowy turniej ATP 250 w Metz zarówno w singlu, jak i w grze podwójnej (wraz z rodakiem Janem Zielińskim). To pozwoliło mu awansować na 12. miejsce w rankingu ATP, oraz 8. w klasyfikacji ATP Race, dające mu na tamten moment przepustkę do turnieju ATP Masters w Turynie.

 

Hukracz, Świątek i długo, długo nic…

Patrząc bardziej globalnie, wielkich zmian na szczycie światowych tabel nie było. W rankingu WTA w dalszym ciągu przewodzi Ashleigh Barty, która zakończyła trzeci z rzędu sezon jako światowa jedynka. U panów niepodzielnie króluje Novak Djokovic. Serb przeszedł do historii, gdyż jako pierwszy po raz siódmy spędzi zimę jako lider ATP. Poprzedni rekord należał do Pete’a Samprasa (6). Jeśli przyjrzymy się ilości turniejów, jakie rozegrali Australijka i „Djoko”, możemy śmiało stwierdzić, że nie musieli zbyt bardzo się forsować w 2021 roku.

Najbardziej zauważalny postęp poczynił Alexander Zverev. Mający rosyjskie korzenie Niemiec wygrał turniej olimpijski w Tokio oraz triumfował w ATP Masters w Turynie. Na miano odkrycia roku zasłużył 18-letni Hiszpan Carlos Alcaraz, zwycięzca zawodów rangi ATP 250 w chorwackim Umagu. Przykleja mu się przez to łatkę następcy Rafy Nadala, który także mając 18 lat, wygrał swój pierwszy turniej singlowy (Sopot, 2004). Alcaraz miał wówczas roczek. Ponadto rodak Rafy dotarł do ćwierćfinału US Open, eliminując po drodze Tsitsipasa.

Wśród Pań mieliśmy do czynienia ze znacznie większym objawieniem. Mowa oczywiście o rumuńsko-chińskiej Brytyjce Emmie Raducanu, sensacyjnej zwyciężczyni US Open. To pierwsza w historii zawodniczka, która wygrała wielkoszlemowy turniej, przebijając się przez eliminacje. Więcej o jej tegorocznym sukcesie oraz historii pisaliśmy TUTAJ.

Jeśli chodzi o pozostałych naszych tenisistów, to mówiąc kolokwialnie – szału nie było. Wśród pań miejsce w czołowej setce utrzymała Magda Linette, choć zanotowała regres w stosunku do ubiegłego roku (obecnie 57. WTA, rok temu 50. WTA). Jej najlepsze wyniki w tym roku to III runda na kortach Rolanda Garrosa oraz Wimbledonu. Postęp poczyniła Magdalena Fręch, choć nie udało jej się wskoczyć do pierwszej setki. Rok kończy jako 102. rakieta świata.

U panów jest jeszcze skromniej. 25-letni Kamil Majchrzak kończy rok poza czołową setką, a przecież już w 2019 roku był 83. w rankingu ATP. Plany pokrzyżowały mu kontuzje i COVID, choć patrząc prawdzie w oczy – forma także pozostawiała wiele do życznia.

Duży postęp zanotował 22-letni Kacper Żuk, który zaczynał rok na 262. miejscu w rankingu ATP, a kończy go na 170. Mocno przyczyniło się do tego jego pierwsze turniejowe zwycięstwo. Urodzony w Nowym Dworze Mazowieckim tenisista wygrał challenger w chorwackim Splicie. Cel na 2022 rok? Debiut w jednym z wielkoszlemowych turniejów.

autor-janas