wstecz
Transfer na linii Real – Więzienie?

W środę rusza proces, w którym na ławie oskarżonych ma zasiąść Karim Benzema. Napastnik Realu Madryt jest oskarżony o udział w szantażowaniu swojego kolegi z reprezentacji Francji Mathieu Valbueny. Czy Benzema naprawdę może trafić za kartki?

Sam Valbuena w jednym z wywiadów miał przyznać, że wie o istnieniu takiego zapisu video, lecz poddał w wątpliwość, czy szantażujący go ludzie faktycznie je mają, czy tylko wiedzą, że powstało i na tej zasadzie próbują wyłudzić od niego pieniądze. Stanowczo zaznaczył także, że nie da się nikomu tak traktować i ściśle współpracuje ze służbami (konkretnie z policją) mającymi wyjaśnić tę sprawę. 

Śledztwo wykazało, że stoi za tym zorganizowana grupa przestępcza, w skład której wchodziła przynajmniej jedna osoba – choć mogło ich być więcej – mająca mocne koneksje ze światem wielkiej piłki. Przez prywatne kontrakty grupa ta dotarła do Karima Benzemy, a ten – wedle oskarżycieli – zgodził się pomóc w namówieniu Valbueny do zapłacenia przestępcom

Pogrążające bilingi
Valbuena poczuł się zdradzony przez kolegę z reprezentacji i choć Benzema wszystkiego się wypierał, twierdząc, że to on jest ofiarą w tej sprawie, to niestety fakty nie stoją po jego stronie. Zaangażowane w tę sprawę media dotarły nie tylko do bilingów, z których jasno wynika, że Benzema kontaktował się z przestępcami niedługo przed tym, jak miał namawiać Valbuenę do zapłacenia haraczu.

To nie koniec, bo wyciekł nawet zapis jednej z takich rozmów, a jej treść praktycznie pogrąża napastnika Realu Madryt. Biegły sądowy potwierdził, że osobą rozmawiającą przez telefon należący do Benzemy był on sam. Słyszymy tam: – Myślę, że nie bierze nas na poważnie, Powiedziałem: daję ci słowo, że nie ma innej kopii. Jeśli chce zniszczenia wideo, musi zobaczyć mojego przyjaciela w Lyonie. Spotykasz się z nim bezpośrednio i rozmawiasz, nie wysyłasz nikogo. Nie może być żadnych pośredników, żadnych prawników, przyjaciół, agentów, policji.

To wtedy na wychowanka Olympique Lyon posypały się gromy. W oczach większości ludzi stracił bardzo wiele, był wyzywany i wyrzucono go z kadry. Sprawa z czasem przycichła, ale przed Euro 2020 odżyła na nowo. Wszystko przez to, że Didier Deschamps niespodziewanie wysłał powołanie piłkarzowi Realu.

Nie da się cofnąć czasu
Benzema w końcu przyznał, że faktycznie rozmawiał na ten temat z Valbueną oraz że miał wcześniej kontakt z zastraszającym go człowiekiem, którym okazał się być… przyjaciel Benzemy z dzieciństwa. Twierdzi jednak, że jego intencją było załagodzenie sporu, a nie próba wymuszenia czegoś na koledze z kadry.

– Zdaję sobie sprawę z ciężaru, jaki na mnie spada po przywróceniu Karima do reprezentacji – wyznał Deschamps, który po tej decyzji nie mógł opędzić się od dziennikarzy. – Spotkaliśmy się, długo rozmawialiśmy, później musiałem wszystko przemyśleć. Nie zdradzę szczegółów naszej konwersacji, ale obaj bardzo potrzebowaliśmy tego spotkania. Nie możemy cofnąć czasu, a ja muszę myśleć o dobru całej reprezentacji Francji – tłumaczył selekcjoner mistrzów świata.

Było minęło? Nie do końca
O komentarz w tej sprawie poproszony został także sam Valbuena. Na antenie francuskiego radia RMC Sport powiedział: Jeśli Benzema wniesie coś pozytywnego do gry reprezentacji Francji, to będzie dobra decyzja dla wszystkich. O tym decydował trener, wszystko wyjaśni się na boisku. Deschamps wyjdzie w tej sytuacji zwycięsko, podchodzi do tematu bardzo mądrze.

Po tych słowach wiele osób mogło pomyśleć, że czas goi rany, stara zadra się zabliźniła i konflikt wygasa. Valbuena nie zamierzał jednak wycofywać swoich oskarżeń i skrupulatnie pilnował tej sprawy, dążąc do spotkania na wokandzie. Chce by szantażyści – za którego wciąż uważa także Benzemę – zostali przykładnie ukarany.

Piłkarzowi Realu Madryt grozi do pięciu lat pozbawienia wolności i maksymalnie 75 tys. euro grzywny. To najczarniejszy scenariusz, ale okoliczności pozwalają sądzić, że Francuz nie dostanie najwyższej kary. Z drugiej strony – jak zauważają żurnaliści „L’Équipe” – francuskie prawo jest bardzo surowe i nie traktuje pobłażliwie zorganizowanych grup przestępczych – a z taką mamy tutaj do czynienia – zbyt pobłażliwie. Mało tego. W większości przypadków traktuje je na równi z terrorystami, a na dodatek sprawa jest głośna medialnie i środowisko prawnicze w kraju nie chce wysyłać przekazu mówiącego „wielkiemu piłkarzowi wolno więcej”.

Prawdopodobieństwo posłania Benzemy do więzienia francuskie media szacują na maksymalnie 40%. O wiele surowszy wyrok może usłyszeć „przyjaciel z dzieciństwa” piłkarza Realu i jego mafijni wspólnicy. Niemniej sprawą Benzemy żyje dziś cała hiszpańska i francuska prasa. Czy Benzema stawi się osobiście? Jeśli tak, to czy będzie składał nowe zeznania? Sytuacja jest rozwojowa, a jej finał może jeszcze nie jedną osobę zaskoczyć.