wstecz

Michniewicz – trener z plecakiem. Dosłownie i w przenośni

Dziś oficjalnie selekcjonerem piłkarskiej reprezentacji Polski został Czesław Michniewicz. Wybór trenera najważniejszej drużyny w tym kraju zawsze budzi wiele emocji, ale już dawno nie było tylu skrajnych, co obecnie. Michniewicz już na starcie jest solidnie „glanowany” przez hejterów i część opinii publicznej. Czy może wyjść z tego silniejszy?

Czesław Michniewicz w poniedziałek został oficjalnie mianowany nowym selekcjonerem piłkarskiej reprezentacji Polski. O tym jak to się stało, że nie na ostatniej prostej wyprzedził Adama Nawałkę, jak prowadził kadrę U-21, Legię Warszawa itd. powiedziano i napisano już dosłownie wszystko.

Nie pominięto wątku jego legendarnej ksywy „711”, nawiązującej do liczby połączeń z Ryszardem F., szerzej znanym jako „Fryzjer”, czyli odsiadującym obecnie wyrok za korupcję w polskim futbolu szefem piłkarskiej mafii. Mafii, która była rakiem polskiej piłki od lat 70 do… no właśnie, tu zdania są podzielone, do kiedy.

Równie podzielona jest opinia publiczna. Dziennikarze podzielili się na dwa obozy. Jeden wytyka na każdym kroku Michniewiczowi kontakty z „Fryzjerem”, drugi podkreśla, że nigdy nie postawiono mu żadnych zarzutów, już nie mówiąc o wyroku. Tym pierwszym jakoś nie przeszkadzała nigdy obecność w kadrze np. Łukasza Piszczka, skazanego prawomocnym wyrokiem (!) za udział w aferze korupcyjnej, a konkretnie za kupienie meczu, kiedy był jeszcze piłkarzem Zagłębia Lubin. By nie być gołosłownym:

 

Nie było też tak głośnego sprzeciwu, gdy Zbigniew Boniek zatrudniał Michniewicza do pracy z kadrą U-21, co niewątpliwie miało kluczowe znaczenie w jego karierze trenerskiej. Z młodzieżową reprezentacją osiągał nadspodziewanie dobre wyniki przeciwko takim potęgą jak np. Portugalia, czy niezwykle silna w piłce młodzieżowej Dania, choć oczywiście bywały też remisy z Wyspami Owczymi czy wstydliwa mimo wszystko porażka 0:5 z Hiszpanią na turnieju mistrzowskim. Poznał dzięki temu specyfikę pracy z reprezentacją, na własnej skórze poczuł różnicę między byciem trenerem klubowym a reprezentacyjnym i bardzo, ale to bardzo rozwinął się jako szkoleniowiec.

Trener z plecakiem

Znał się osobiście z trenerem klubowym każdego ze swoich podopiecznych w kadrze U-21. Legendą owiane są jego wyjazdy do Sampdorii, w której grał wówczas kapitan młodych orłów Dawid Kownacki. Bardzo ceniony na Półwyspie Apenińskim trener Marco Giampaolo znał go na tyle dobrze, że pozwalał mu nawet latać dronem z kamerą nad boiskiem, na którym trenowała „Sampa”. Spędzał z nim także długie godziny na pogawędkach o piłce, nowinkach taktycznych i predyspozycjach poszczególnych zawodników.

– Trener Michniewicz wszędzie latał ze swoim plecakiem, w którym miał m.in. dysk twardy, na którym przechowywał wszystkie te treningi i inne nagrania z fragmentami spotkań, które przekładał potem na prowadzone przez siebie zespoły. Ten plecak był wręcz jego cechą charakterystyczną. Byłem kiedyś świadkiem, jak przy jednym stole siedział Michniewicz, Michał Probierz i Ireneusz Mamrot. Kiedy ten pierwszy odpalił laptopa i pokazał im, do jakich materiałów ma dostęp, to tamtym kopary opadły, że polski trener ma takie kontakty i możliwości – mówił w programie „Biało-Czerwony alarm” Łukasz Olkowicz, dziennikarz „Przeglądu Sportowego”.

Plecak w języku ulicznym często używany jest jako synonim bagażu – najczęściej trudnych – doświadczeń jaki dźwiga niemal każdy człowiek. Tu wracamy do tematu „711”, czyli najcięższego znanego publicznie kamienia w plecaku nowego selekcjonera i wręcz ataku ze strony dziennikarza „Wirtualnej Polski” Szymona Jadczaka, jaki przypuścił podczas konferencji prasowej, na której zaprezentowano Michniewicza.

 

To jak odpowiadał na te pytania zarówno prezes Cezary Kulesza jak i sam trener można znaleźć na kanale Łączy Nas Piłka na YouTube, ale w skrócie obaj – skądinąd słusznie – zwracali uwagę na najważniejszy fakt: Michniewiczowi prokuratura we Wrocławiu, która łącznie doprowadziła do skazania 490 osób, nigdy nie postawiła nawet zarzutów. Był on tylko przesłuchiwany w charakterze świadka. Zaprzeczył też, że kiedykolwiek był świadkiem koronnym lub szedł na jakikolwiek układ z organami ścigania, po to by jego udział pozostał przez nie niezauważony.

Wizerunkowo – dało się zrobić to lepiej

Internet zalewają komentarze zwolenników i przeciwników Michniewicza. Zdaniem niezależnego eksperta Filipa Cieślińskiego, który zdecydował się przeanalizować dzisiejszą konferencję, Kulesza i Michniewicz nie przekonali swoich przeciwników, ani osób postronnych, nie zrazili też zwolenników tej nominacji.

– Nowy selekcjoner stanął na konferencji prasowej przed niełatwym zadaniem, bo musiał zdawać sprawę z tego, że będzie musiał poradzić sobie nie tylko z pytaniami o założenia taktyczne czy dobór wykonawców, ale i o kontakty z „Fryzjerem”. Michniewicz poradził sobie z nimi przeciętnie. Był wyraźnie zdenerwowany i pomimo początkowych zapowiedzi o chęci zamknięcia tematu raz na zawsze, temat został dość szybko ucięty, a dziennikarze mogli czuć niedosyt. Ostra reakcja na pytania Szymona Jadczaka, dziennikarza zarzucającego Michniewiczowi świadome prowadzenie zespołu w sprzedanym meczu, nie wpłynie też korzystnie na postrzeganie selekcjonera, który te trudne kwestie powinien wyjaśnić konkretnie i spokojnie. W kwestiach piłkarskich Michniewicz wypowiadał się konkretnie i logicznie. Tutaj trudno mieć mu coś do zarzucenia – wyjaśnia Cieśliński.

– Z punktu widzenia PZPN sytuacja wygląda bardzo podobnie. Cezary Kulesza zagrał va banque – zarówno obecni sponsorzy jak i potencjalni przyszli partnerzy poczekają z rozmowami o przyszłości do tego, co wydarzy się w barażach. Kontrowersje wokół Czesława Michniewicza w teorii mogą odwieźć jakąś markę od przedłużenia lub nawiązania nowej współpracy z PZPN, jednak w przypadku sukcesu sportowego, jakim będzie awans na mundial, o znalezienie innych chętnych na dobrych warunkach nie będzie trudno. Mówiąc obrazowo: zatrudnienie kontrowersyjnego trenera do prowadzenia reprezentacji Polski można potraktować jako zrobienie kroku w tyłu pod względem marketingowo-wizerunkowym, ale jeżeli ten krok w tył posłuży do wzięcia rozpędu i wskoczenia na mundial, to szybko okaże się, że warto było się cofnąć, również pod kątem biznesowych aspektów działalności – dodaje.

Reasumując: wybór broni się pod względem sportowym, ale ma poważne rysy wizerunkowe. Awans na mundial w Katarze pomoże je zatrzeć, ale niepowodzenie może Michniewicza pogrążyć w oczach opinii publicznej i co za tym idzie kibiców. PZPN musiał sięgnąć po człowieka, który będzie w stanie najlepiej jak tylko się da przygotować drużynę do nadchodzących (oby) dwóch meczów, bo inaczej straci na tym nie tylko selekcjoner, ale i związek. Trudno polemizować z faktem, że pod względem taktycznym i przygotowania merytorycznego Michniewicz pod wieloma względami jest lepszy od Nawałki, dlatego piłkarska centrala zdecydowała się na ten ruch, nawet kosztem strat wizerunkowych. Brak biletu do Kataru i tak byłby dla Kuleszy dużym ciosem, dlatego zdecydował się minimalizować ryzyko. Czas pokaże, czy wybrał słusznie.


FOT. twitter.com/Czarek_Kulesza

autor-janas
Translate »