wstecz
bvb

Zamilcz, piłkarzyku – knebel w ustach Bellinghama

Der Klassiker… starcia Bayernu Monachium z Borussią Dortmund bez cienia wątpliwości stały się wydarzeniem, które stanowi o sile piłkarskiej Europy. Gwarancja widowiska, emocje i zagrania z najwyższej półki – także tym razem niemiecki klasyk nie zawiódł. Przynajmniej na boisku. Bo poza nim, Bundesliga sama wlała do swojej beczki miodu całe wiadro dziegciu. I co najgorsze, kosztem 18-letniego Jude’a Bellinghama, który mecz skończył z dwiema asystami i… pozwem. 

75 minuta spotkania. Tuż po kontrowersyjnej decyzji sędziego Felixa Zwayera, by nie przyznać rzutu karnego za faul na Marco Reusie, gra zostaje wstrzymana po przypadkowym zagraniu ręką Matsa Hummelsa. Arbiter korzysta z pomocy VARu i dyktuje jedenastkę, którą pewnie wykorzystuje Robert Lewandowski, przypieczętowując zwycięstwo Bayernu. Rzut karny? Kontrowersyjny, choć raczej prawidłowy. Ale po kolei.

U Niemca wcale nie lepiej…

Cofnijmy się do 2005 roku. Już za niecały rok kibice z całego świata zjadą do Niemiec na największe z piłkarskich świąt. Przygotowania trwają w najlepsze, a Niemcy prężnie dostosowują swoją infrastrukturę do mundialu. Dwanaście stadionów z zupełnie świeżą murawą czekają już przygotowane na ceremonię otwarcia w Berlinie. Trudno o lepszą promocję swojego kraju, niż poprzez ugoszczenie piłkarskich mistrzostw świata. 

Tymczasem, w dniu losowania grup turniejowych, na łama największych europejskich gazet trafia temat zupełnie spoza mundialowego nurtu. „Najgorszy skandal korupcyjny od 30 lat” krzyczeli dziennikarze, do swoich tekstów dołączając zdjęcie Roberta Hoyzera. 

Niemiecki arbiter został skazany na 2 lata i 5 miesięcy odsiadki za udokumentowany udział w korupcji sędziowskiej – manipulował wynikami meczów, w zamian za „sowite” wynagrodzenie od trzech Chorwatów, właścicieli jego ulubionej sportowej kafejki w Berlinie. 68 tysięcy euro i telewizor plazmowy – na tyle Hoyzer ostatecznie wycenił swoją wolność i prawo do sędziowania, którego – mimo ckliwej prośby o drugą szansę – oczywiście nigdy nie odzyskał.

Za Hoyzerem skandal ruszył już lawinowo. Śledztwo wykazało łącznie 23 mecze, w których zmanipulowano ostateczny wynik, a przez sądy przewinęło się kilkadziesiąt nazwisk – od sędziów po piłkarzy. Do tymczasowego aresztu trafił m.in. Josip Šimunić, legendarny chorwacki stoper, któremu ostatecznie nie postawiono żadnych zarzutów. 

Jedno z nazwisk towarzyszących Hoyzerowi w kartotekach należy do Felixa Zwayera, o czym opinia publiczna dowiedziała się dopiero w 2014 roku, kiedy to gazeta Die Zeit opublikowała tajne akta niemieckiej federacji. Wówczas wyszło na jaw, że niemiecki „Sędzia Roku 2014” w 2014 przyjął łapówkę wartą… 300 euro. Sędziując spotkanie pomiędzy Wuppertal SV a drugą drużyną Werderu Brema, dostał polecenie by „nie dopuścić do kluczowych sytuacji dla Wuppertalu”. Pół roku zawieszenia. 

Łagodnie, bo sam doniósł na Hoyzera. 

Czego się spodziewaliście?

– Dla mnie karnego nie było – mówił w wywiadzie pomeczowym Jude Bellingham, autor dwóch asyst i najjaśniejszy punkt Borussii. – Hummels nawet nie patrzył na piłkę, a walczył o pozycję kiedy go trafiła. Ale to nie jedyna decyzja, której należałoby się przyjrzeć. Powierza się największe spotkanie w Niemczech sędziemu, który kiedyś sprzedawał mecze… czego się spodziewaliście…” – zakończył 18-latek. 

 

Od czasów słynnego wybuchu Didiera Drogby w 2009 roku po „popisie” Toma Henninga Øvrebø w meczu Chelsea z Barceloną, trudno wskazać inny moment, w którym piłkarz tak brawurowo wywołuje arbitra do tablicy. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że wypowiedź nastolatka była odzwierciedleniem atmosfery panującej w szatni Dortmundu. 

Kiedy ogłoszono skład sędziowski na der Klassiker, Erling Haaland na swoim Twitterze zareagował emotką z kciukiem skierowanym w dół. Po minucie usunął tweeta. – To skandal – po meczu szumiał Norweg. – Czysty karny (za faul na Reusie – przyp. red.). Zapytałem sędziego, dlaczego nie sprawdził sytuacji na VARze, a on arogancko odpowiedział, że nie ma potrzeby. Muszę ochłonąć – zakończył. 

 

Zgoła inaczej sprawę postrzega Marco Haase, obserwator sędziowski i przedstawiciel niemieckiego związku, doszukując się w całej sprawie wpływu sędziego Manuela Gräfe, który przed laty, wraz ze Zwayerem, ujawnił działania Hoyzera. – Ktokolwiek, kto kiedykolwiek przyjął łapówkę, a przy tym przez pół roku zatajał działania Hoyzera, nie powinien być zawodowym sędzią – grzmiał Gräfe. 

Haase złożył więc podwójny pozew – za pomówienia, obrazę i zniesławienie – przeciwko Bellinghamowi i Gräfe, bez którego słów młody Anglik „nie miałby wiedzy i doświadczenia, by użyć takiego stwierdzenia”. 

Bellingham w sądzie?

Cała ta sprawa dość nieoczekiwanie przybrała charakter znacznie większej farsy, niż można było się pierwotnie spodziewać. Bazując na precedensach, młodego Anglika najprawdopodobniej czeka kara finansowa od komisji ligi, a być może nawet zawieszenie. Czy jednak powinien się też przygotowywać na batalię sądową? 

Anwalt Schickhardt, czołowy niemiecki prawnik ze środowiska sportowego, wyśmiewa pozew złożony przez Haase. Po pierwsze, żeby miał on jakąkolwiek moc prawną, musiałby zostać złożony przez samego Zwayera. Prawnik samego „poszkodowanego”, który bronił go już w 2004, przyznał, że mimo że Bellingham się myli, nie popełnił czynu zabronionego. A po drugie, zgodnie z niemieckim prawem konstytucyjnym, wypowiedź ta wpisuje się prawo do wolności wypowiedzi. 

Przede wszystkim jednak, mimo grożącego mu zawieszenia, Niemcy biją brawo Bellinghamowi. Pozycja Zwayera, który nie tylko regularnie sędziuje w bundeslidze, ale także gwiżdże w Lidze Mistrzów, od lat była między wierszami kwestionowana. Niemiecki związek najpierw długo zatajał jego udział w skandalu korupcyjnym, a potem go „ułaskawił” i zamiótł całą jego przeszłość pod dywan. 

Teraz Bellingham ten dywan podniósł i zmusił niemieckie władze do zabrania głosu w niewygodnej sprawie. W 2006 roku DFB ramię w ramię z FIFĄ prowadziło batalię PRową, by zatuszować skandal Hoyzera przed mundialem. Dziś ponownie oczy całego piłkarskiego świata zwrócone są w stronę Niemiec. Czy i tym razem nie przyjdzie im uderzyć się w pierś? 

Zdjęcie: Deutscher Meister Borussia Dortmund (Fahne)/dirkvorderstrasse. Licencja CC BY 2.0, Wiki Commons