wstecz

Żużel po brytyjsku – Wyścigi chartów

W Polsce niektóre z żużlowych stadionów umożliwiają grę w piłkę nożną lub futbol amerykański. W Wielkiej Brytanii natomiast żużlowcy niekiedy muszą dzielić obiekty z… chartami. W niektórych miejscach wyścigi psów popularnością przebijają żużel, a nawet umożliwiają jego funkcjonowanie.

Co kraj to obyczaj. Rugby, krykiet, badminton, wyścigi konne – to sporty, które o ile w Wielkiej Brytanii cieszą się dużą popularnością, to w Polsce stanowią raczej ciekawostkę. Możemy dodać do tego również gonitwy chartów, które w niektórych miejscach przyciągają na stadiony więcej widzów niż żużel, a odbywają się często na tych samych obiektach.

Gonitwy psów pod wieloma względami przypominają wyścigi konne. I rzeczywiście ich charakter jest podobny – na ich popularność olbrzymi wpływ mają zakłady bukmacherskie.

Po wybuchu pandemii brytyjski rząd postanowił wesprzeć finansowo wiele dyscyplin sportowych, które ucierpiały w wyniku wprowadzenia obostrzeń. Na liście beneficjentów rządowych dotacji nie znalazł się wówczas żużel – w przeciwieństwie właśnie do wyścigów chartów. Ten przykład symbolicznie oddaje znaczenie obu sportów w Wielkiej Brytanii.

Charty kontra brytyjski żużel

Żużlowcy Kent Kings oraz Kent Royals z Sittingbourne ścigają się na Central Park Stadium – obiekcie, z którego korzysta również Arena Racing Company – firma organizująca gonitwy chartów, które popularnością przewyższają tam mecze żużlowe. W ubiegłym roku ARC kupiło stadion oraz zaczęło utrudniać funkcjonowanie klubom żużlowym. Wiele wskazuje na to, że z powodu problemów z obiektem domowym, a także z przyczyn finansowych żużlowcy zostaną zmuszeni wycofać się z rozgrywek, a przynajmniej zmienić obiekt. Kent Kings w poprzednim sezonie zajęli 8. miejsce w SGB Championship (drugi poziom rozgrywkowy w Wielkiej Brytanii).

Z kolei w Oxfordzie planuje się reaktywację żużlowego Oxford Cheetahs. Co ciekawe, pomóc w tym mają właśnie wyścigi chartów. „Gepardy” zniknęły z żużlowej mapy Wielkiej Brytanii 15 lat temu, ale promotorzy mają pomysł na odbudowę klubu – zamierzają organizować gonitwy psów, które przyciągną na stadion kibiców oraz zapewnią stabilność finansową. – Pierwszą rzeczą, którą musimy zrobić, to uruchomić wyścigi chartów, które wypracowują obroty finansowe i przynoszą korzyści – przyznał David Lestrade – zarządca stadionu przy Sandy Lane, zaangażowany w odbudowę Cheetahs.

Psi żużel

Torowe wyścigi psów w wielu krajach są zabronione lub możliwe przy zastosowaniu się do ściśle określonych przepisów. W Polsce, aby posiadać charta, należy uzyskać odpowiednie zezwolenie. Dlaczego? Ze względu na jego silny instynkt łowiecki i potencjalne zagrożenie dla dzikich zwierząt.

Wyścigi chartów polegają na tym samym co żużel czy wyścigi koni. Psy startują ze specjalnych boksów, a następnie ścigają się wokół wyznaczonego toru. Różnica polega na tym, że charty gonią za sztuczną przynętą.

Rekord prędkości osiągniętej w wyścigu przez charta wynosi 72 km/h. Dla porównania – średnia prędkość żużlowców podczas wyścigu wynosi około 80-90 km/h, a maksymalnie zawodnicy rozpędzają się do prędkości około 120 km/h. Z kolei rekordzista świata w biegu na 100 metrów – Usain Bolt – biega z prędkością 43-45 km/h.

Popularność psich wyścigów na torze wynika głównie z zakładów bukmacherskich, a te względem gonitw chartów są w Europie legalne wyłącznie w kilku krajach – m.in. w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Irlandii. Zakłady sportowe niejednokrotnie są przyczyną złego traktowania tych zwierząt, a to z kolei wywołuje protesty organizacji broniących ich praw. 

Psy są krzyżowane w taki sposób, aby uzyskać jak najszybszych przedstawicieli rasy. Zwierzęta, które nie są już w stanie ścigać się na najwyższym poziomie, nie są już nikomu potrzebne, a co za tym idzie, zabija się je. Oczywiście nie w każdej organizacji zwierzęta traktowane są w taki sposób. W Europie problem ten ma miejsce głównie w Hiszpanii, gdzie według fundacji Anima Naturalis rocznie ginie kilka tysięcy chartów. Z kolei jak podaje The Guardian, w Wielkiej Brytanii każdego roku uśpionych zostaje co najmniej kilkaset tych zwierząt. Powodem są wysokie koszty leczenia urazów, powstałych wskutek intensywnych treningów i zawodów oraz brak możliwości znalezienia domu dla psów po zakończeniu „sportowej kariery”.

 
autorfilip